Wzorem swoich poprzedników, Jana Pawła II i Benedykta XVI, papież Franciszek pojawił się w oknie Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Podczas pierwszego dnia Światowych Dni Młodzieży w Krakowie 2016 roku Papież Franciszek powitał po Polsku wiernych w oknie papieskim przy ul. Franciszkańskiej 3. – Proszę was o ciszę teraz, coś zasmuci wasze serca. Maciej Cieśla miał 22 lata, nie więcej, studiował projekt graficzny i porzucił swoją pracę, żeby stać się wolontariuszem ŚDM. To on przygotował wszystkie projekty obrazów świętych patronów, które tak pięknie ozdabiają miasto. W tej pracy odnalazł wiarę. W listopadzie zdiagnozowano u niego raka. Lekarze nie mogli nic zrobić. Jedynie amputować nogę. Chciał żyć, gdy przyjedzie papież, miał miejsce w papieskim tramwaju. Zmarł 2 lipca – powiedział do wiernych Franciszek. Ojciec Święty poprosił o chwilę ciszy i modlitwę w intencji „naszego przyjaciela, który pracował tyle dla tych Światowych Dni Młodzieży”. Pielgrzymi płakali i modlili się wspólnie za wolontariusza.

Wspomnienie przyjaciół i współpracowników Macieja Szymona Cieśli.
Maciej Szymon Cieśla
Był dla nas wielkim darem. – Maciek jest jedną z tych osób, o które podczas przygotowań do Światowych Dni Młodzieży Pan Bóg upomniał się przez cierpienie. Nie był jedyny, który przeszedł przez trudny proces choroby, ale tylko jego ofiara była totalna i całkowita – mówi ks. Grzegorz Suchodolski, sekretarz generalny KO ŚDM.
Maciej Szymon Cieśla – projektant komunikacji wizualnej po krakowskiej ASP. Nagradzany, z doświadczeniem. Do Komitetu Organizacyjnego ŚDM trafił we wrześniu 2014 roku, dzięki ogłoszeniu o wolontariacie powieszonemu na uczelni.
Głos rozsądku
– Zaczął od graficznego przygotowania pierwszych rekolekcji: z nagranego jednego ujęcia zrobił coś niesamowitego. Po tej animacji wiedzieliśmy już, że Maciej jest profesjonalistą. Kończyliśmy wtedy  w cztery osoby stronę internetową. Było nam bardzo ciężko: poprosiliśmy Maćka o pomoc. Przychodził po południu, po pracy, na kilka godzin.  – opowiada Monika Rybczyńska, zajmująca się w KO grafiką. – Był dla nas głosem rozsądku: my siedzieliśmy do dwudziestej drugiej, Maciek o dwudziestej mówił: wychodzę, koniec, wy też chodźcie – i przekupywał nas czekoladkami. Ustawiał do pionu. Bardzo go wtedy pokochaliśmy.
Maciek zwolnił się z pracy i w grudniu 2014 roku dołączył do zespołu grafików ŚDM. Nie był mocno związany z Kościołem, wręcz przeciwnie: przyszedł dosyć do Kościoła zrażony. A mimo wszystko chciał tutaj pracować.
– Kiedyś powiedział mi: wiesz, Monia, jestem tu, bo ja chcę jeszcze uwierzyć, że w Kościele jest coś dobrego – opowiada Monika.
Razem z Moniką zaczęli pracę od tworzenia wizualizacji dekoracji miasta. Potem kolejne projekty: pakiet pielgrzyma, projekt ornatów. I „bieżączka”. Dużo pracy. Czas płynął szybko.
Wyglądał jak Dr. House
Kłopoty ze zdrowiem zaczęły się we wrześniu 2015 roku. Maćka zaczęło boleć kolano, łękotka. Długo nie był u lekarza: nikt nie podejrzewał, że to coś poważnego. Znajomi zachęcali go, żeby się w końcu wybrał na badania, może na rehabilitację. Maciek nie bardzo się tym przejmował, chociaż nie wiedział do końca, skąd ten ból: nic takiego się nie stało, nie miał żadnego urazu kolana, nie przewrócił się. Podczas zjazdu delegatów w listopadzie 2015 roku Maciek prezentował dział graficzny. Chodził już o kulach i właśnie kulą pokazywał na tym wielkim ekranie, jak nie używać loga ŚDM.
– Wyglądał jak Dr. House – opowiada Monika. – Kiedy potem prosiliśmy o modlitwę za Maćka, wszyscy go dobrze pamiętali, właśnie przez te kule.
A później były badania, podejrzenia raka, biopsja – i wreszcie potwierdzenie. I chemia, jedna za drugą. Tata Maćka poprosił na początku choroby, żeby nie zostawiać go bez pracy, dawać mu zadania, które będzie mógł wykonywać z domu. I Maciek, przyjmując chemię, pracował z domu. Przygotowywał projekty związane z Ambasadorami ŚDM, animacje. Dostawał tyle chemii, ile to było możliwe. A mimo to stan nogi wciąż się pogarszał, nastąpiły przerzuty do płuc. Dusił się. Leki nie działały.
– To on nam dawał siłę. My często jej nie mieliśmy. W tej gonitwie, którą mamy, traciliśmy perspektywę, to, że trzeba szanować siebie, swoje zdrowie – a Maciek nam o tym przypominał. Był dla nas wielkim darem. Pędzisz, pracujesz – i przypominasz sobie: jest Maciek: jest coś ważniejszego niż to, czy projekt wyjdzie najlepiej – wspomina Monika.
Kiedy znajomi z Komitetu Organizacyjnego dowiedzieli się o chorobie Maćka, natychmiast zaczęli się za niego modlić. Przez pierwszy miesiąc pościli. Na specjalnej tablicy wpisywali, kto jak będzie go duchowo wspierał. Codzienna modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia, wiele mszy świętych odprawionych w jego intencji. Wolontariusze ŚDM byli na audiencji u papieża – i modlił się za niego papież. Ktoś napisał do rodziców bł. Chiary Luce Badano. Za sprawą przyjaciółki z KO ŚDM odwiedził go św. Charbel w relikwiach.
–  Kiedyś była w jego intencji odprawiana Msza św. w kaplicy. Maciek na niej był. Podczas modlitwy wiernych płakaliśmy jak dzieci – wspomina Monika.
– To, co Maciek dał Komitetowi Organizacyjnemu poza pięknymi graficznymi pracami, to ufność, że Pan Bóg jest większy od ludzkich słabości i niemocy, że może je przemienić. W trakcie swojej pracy w Komitecie stał się osobą wierzącą i ufającą Bogu: potrafił przyjmować swoje cierpienie, przyznawać się do Krzyża  i stał się w tym dla nas nauczycielem – podsumowuje ks. Suchodolski.
Chciałbym po prostu żyć
21 marca Maciek opublikował na swoim facebookowym profilu, założonym dla znajomych, którzy chcieli wiedzieć, co u niego, animację przygotowaną na „Studniówkę z rakiem”.
„Dokładnie sto dni temu dowiedziałem się, że niektóre komórki w moim organizmie postanowiły się zbuntować: zmutowały i przekształciły się w nowotwór złośliwy kości udowej. Okazało się, że poza tym, że są złośliwe, lubią podróżować i miesiąc później najechały moje płuca liczniej niż Polacy odwiedzają Chorwację podczas wakacji” – mówił z dystansem do swojej choroby w animacji „100 dni ONKO”.
W maju pisał: „Jak szybko zmienia sie życie i priorytety … i jak mamy najróżniejsze marzenia. Jedni marzą o karierze i sławie, awansie, nowej pracy, wielkim majątku, czy nawet o tym by największa impreza tego roku w Krakowie (ŚDM) okazała się sukcesem… Ja od 150 dni marzę o jednym… Chciałbym po prostu żyć.”
– Jesteśmy w Komitecie przekonani, że Pan Bóg dał mu nas na ten czas choroby, skierował go do pracy w Komitecie właśnie po to, żeby mógł ten czas przeżyć w otoczeniu ludzi wierzących i ufających Panu Bogu. Że tak chciał go do siebie przeprowadzić, przez tę wspaniałą wspólnotę ludzi pracujących przy Światowych Dniach Młodzieży – mówi ks. Grzegorz Suchodolski.
W czerwcu Maciek podjął decyzję o amputacji nogi. Leki nie działały, jego stan tylko się pogarszał. 6 czerwca odbyła się operacja. A później było tylko gorzej. Nie jadł. Wpadał w depresję. Po lekach, które dostawał, pocił się i musiał się przebierać nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Chore płuca nie pozwalały mu dużo mówić. Za to mógł pisać sms-y, wiadomości na Facebooku. Stale w kontakcie. Niedługo po amputacji miał atak, nie mógł oddychać, trafił do z powrotem do szpitala. Napisał znajomym: jeszcze nigdy nie było tak źle.
– Od początku czułam, że to był plan Pana Boga, że on się tu znalazł. Bo ŚDM to jest taki projekt, w którym patrzysz na człowieka inaczej niż w innych firmach. Sfera duchowa jest tu bardzo mocna – a tego w świeckich firmach zazwyczaj nie ma. Modliliśmy się, pościliśmy. I to było takie mocne. Czuć było jedność. To są owoce tej choroby: wcześniej w pracy bywało różnie, każdy był z innego miejsca, były między nami podziały. Maciek nas bardzo połączył – mówi Monika.
Maciek zmarł 2 lipca 2016 roku.

Autor: Marta Łysek

Źródło: portal www.krakow2016.com