Marcin Jop: #Pokój_Analiz
#Raport_z_Ukrainy!

Dziś 23 lipca 2022 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

Bardzo trudno napisać cokolwiek mądrego na temat wydarzeń ubiegłego tygodnia, a jeszcze trudniej – na temat przyszłych perspektyw obu stron. Niemniej jednak da się odnotować kilka istotnych zagadnień i problemów, przed ktorymi stoją obecnie obie strony. Biorąc za punkt wyjścia sytuację operacyjną obu walczących stron wypada jedynie nadal konsekwentnie mówić o pacie. Brak istotnych postępów strony rosyjskiej, która nie zdołała jak dotąd po zdobyciu niemal całego utrzymywanego ongiś terytorium Obwodu Ługańskiego wedrzeć się dalej w głąb pozycji obrońców to jasny dowód na malejącą ich zdolność do utrzymania w ich rękach strategicznej inicjatywy. czy automatycznie oznacza to przejęcie tejże inicjatywy przez siły ukraińskie? Nie do końca.

A) Sytuacja operacyjna

Pomijając zupełnie położenie obu stron w obszarze przygranicznym Obwodu Charkowskiego, na którym od dawna walki mają charakter wybitnie statyczny, a działania obu stron ograniczają się do niewielkich wypadów prowadzonych siłami kompanii, a z rzadka batalionu dostrzec należy przede wszystkim problem ze zorganizowaniem dużej operacji zaczepnej na dotąd najaktywniejszym obszarze frontu rozciągającym się od Izjum, aż po Awdijewkę. Po serii stosunkowo słabych uderzeń do złudzenia przypominających tak skuteczną w rejonie Popasna-Hirśkie-Siewierodonieck taktykę prowadzenia walk nie nastąpił przede wszystkim żaden zmasowany atak głownych sił, który wybił by dziurę w ukraińskim froncie obronnym, tak jak miało to miejsce w czerwcu. A wszystko to w okresie względnej słabości ukraińskiej obsady głównego pasa obrony – jak dotąd na front nie powróciła żadna z wycofanych po walkach w Donbasie brygad.

Pewną odpowiedź na pytanie dotyczące drastycznego spadku rozmachu rosyjskich działań może nam dać wgląd w skład sił rosyjskich uczestniczących w walkach w minionym tygodniu. Działania bojowe na odcinku frontu rozciągającym się od Kurulki, po brzegi Dońca Siewierskiego nadzorowały sztaby aż trzech armii polowych. Do przełamania pozycji ukraińskich i opanowania w pierwszej fazie działań Kurulki, Krasnopilii, Dołyny i Bochorodycznego dowództwo rosyjskie utworzyło trzy grupy bojowe, składające się z:
– Prawe skrzydło, 35 Armia
252 Pułk Strzelców Zmotoryzowanych (3 Dyw. Strz. Zmot.), grupa bojowa 36 Gwardyjskiej Brygady Strzelców. Zmotoryzowanych, grupa bojowa 45 Brygady Specnazu. W drugim rzucie elementy 4 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej.
– Centrum, 2 Armia Gwardii
752 Pułk Strzelców Zmotoryzowanych (3 Dyw. Strz. Zmot.), 12 Gwardyjski Pułk Czołgów (4 Gw. Dyw. Strz. Zmot.). W drugim rzucie grupa bojowa 106 Dywizji Desantowej ( w sile pułku?), oraz
– Lewe skrzydło, 36 Armia
grupa bojowa z 228 Gwardyjskiego Pułku Strzelców Zmotoryzowanych, grupa bojowa 239 Gwardyjskiego Pułk Pancernego (oba z 90 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej). W drugim rzucie znalazł się 6 Gwardyjski Pułk Pancerny, także z 90 Dywizji, a także grupy bojowe z 3 Brygady Specnazu i 35 Gwardyjskiej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych.

Ponadto w tym pasie działań wsparcie artyleryjskie zapewniła grupa artylerii w składzie 165 i 288 Brygady Artylerii, 53, 103 i 107 Brygady Artylerii Rakietowej, 99 Gwardyjski Pułk Artylerii i 275 Pułk Artylerii. Lewoskrzydłowa 36 Armia mogła także liczyć na wsparcie części sił rozlokowanej w rejonie Drobyszewe-Łymań kolejnej grupy artylerii posiadającej 120 Brygadę Artylerii, 385 Gwardyjską Brygadę Artylerii, 119 i 232 Brygadę Artylerii Rakietowej i 400 Pułk Artylerii.

Wszystkie wymienione jednostki szczebla pułkowego i brygadowego działały siłami pojedynczych batalionowych grup taktycznych.

Siły ukraińskie reprezentowały 25 Brygada Desantowa i 3 Brygada Pancerne broniące rejonu Kurulki i niepełne 80, 81 i 95 Brygady Desantowe broniące pasa od Dołyny po Raihorodok. Na zapleczu dowództwo ukraińskie pozostawiło w rezerwie oddziały nowo przybyłej 115 Brygady Zmechanizowanej.

Po tygodniu walk siły rosyjskie nie zdołały naruszyć głównego pasa obrony mimo stosunkowo szybkiego skierowania do walki sił II rzutu. Poniosły przy tym spore straty w ludziach i sprzęcie oceniane na około 50 do 60 czołgów. Stało się tak dlatego, że:
– znacznie spadła intensywność ognia licznej artylerii lufowej i rakietowej Rosjan
– skierowane do walki oddziały nie posiadały dostatecznej siły przebojowej, a poszczególne pułki i brygady miały duże problemy ze skoordynowaniem poczynań swych pododdziałów różnych rodzajów broni.
– pierwsze próby ataków były zręcznie parowane przez elastycznie reagujących ukraińskich dowódców zagrożonych odcinków poprzez skuteczny ogień artylerii „na wezwanie” i odcinanie czołgów od piechoty. W efekcie już po dwóch, trzech dniach Rosjanie atakowali wyznaczone cele miękko i bez animuszu.
– katastrofalnie złe rozpoznanie pozycji ukraińskich w głębi pasa obrony.
– umiejętne kontrataki obrońców na odsłonięte skrzydła usiłujących posuwać sięn naprzód Rosjan
– wreszcie brak dostatecznych sił u Rosjan. W konsewkencji, z anemicznymi atakami wszystkich trzech armii rozprawiły się w zasadzie lokalne odwody w rękach dowódców brygad/odcinków. Ani razu dowództwo ukraińskie nie czuło się zmuszone do użycia w boju swej rezerwy operacyjnej.

Jak widać wyraźnie – wszystko co mogło pójść nie tak, poszło nie tak. Kolejny raz rosyjskie szablony stoswane w sztuce dowodzenia okazały się mało elastyczne i powtarzalne w obliczu poszerzonej w głąb ukraińskiej obrony umiejętnie łączącej posiadaną siłę ognia i manewr siłami. De facto, jedynym miejscem w którym Rosjanie uzyskali jakiekolwiek zdobycze terenowe jest rejon Kłynowe-Nowoługańsk, czyli pas obrony 72 Brygady Zmechanizowanej wzmocnionej przez niewielką grupę bojową ze składu 95 Brygady Desantowej. Przypomne tylko, że mimo groźnych wyłomów na skrzydłach Ukraińcy nadal utrzymują teren elektrowni wuhłehirskiej, więc postępy rosyjskie mają wymiar wyłącznie taktyczny. Nadal zresztą dowództwo rosyjskie korzystające tutaj głównie z jednostek najemników i „separatystów” nie zdecydowało się na wzmocnienie grup szturmowych swoją rezerwą reprezentowaną tutaj przez 76 Dywizję WDW (tylko część).

Dość zagadkowe wydarzenia miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch, trzech dni w północnej części rosyjskiego przyczółka na Dolnym Dnieprze. cały szmat czasu temu informowałem Państwa o rosyjskiej ewakuacji zagrożonego odcięciem odcinka frontu pod Wysokopillią. Siły rosyjskie broniące się tutaj przed atakami ukraińskich 60 Brygady Zmotoryzowanej, 63 Brygady Zmechanizowanej i 108 Brygady Obrony terytorialnej już dobre dwa tygodnie temu znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Powolna penetracja głębi rosyjskiej obrony i stałe zagrożenie odcięciem załóg poszczególnych punktów oporu zmuszają Rosjan do oddawania terenu i powolnego, ale stałego skracania pasa obrony. Przypomina mi to strategię działań Vietminhu podczas oblężenia francuskiej załogi obozu warownego w Dien Bien Phu. Wczoraj nieoczekiwanie gruchnęła wiadomość o okrażeniu w Wysokopilii sił rosyjskich ocenianych na trzy batalionowe grupy taktyczne wraz ze wsparciem. Po całonocnym biciu się z myślami uważam te doniesienia za przynajmniej w cześci niezgodne z prawdą.
– Po pierwsze, nikt nie informował o odzyskaniu przez Rosjan samej Wysokopilli. Rosjanie na całym tym odcinku frontu mają 205 Samodzielną Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych, grupę bojową z 10 Brygady Specnazu i część sił 7 Dywizji WDW w łącznej sile czterech batalionowych grup taktycznych, a w rezerwie operacyjnej pojedynczą bgt ze składu 34 samodzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych, oraz jednostki saperskie.
– Po drugie – jeszcze przed ewakuacją występu w Wysokopilli Rosjanie mieli tam zaledwie jedną batalionową grupę taktyczną.

Jak należy przypuszczać, Ukraińcy faktycznie odcięli jakąś część sił rosyjskich kilka lub kilkanaście kilometrów na południe od Wysokopilli, a nawet jeśli byłaby to jedna batalionowa grupa taktyczna Rosjan, skutki takiej porażki mogą być opłakane dla całego systemu obrony rosyjskiej 49 Armii. Nie wydaje mi się, żeby można było mówić o „wyważeniu drzwi” na południe dla atakujących Ukraińców, ale z pewnością strata 20 % sił może być dla Rosjan bardzo dotkliwa. Najbliższe godziny pokażą, czy Rosjanie podejmą próbę odblokowania swych jednostek, czy może raczej siły ukraińskie rozwiną swe operacje zaczepne na południe.

Ostatnia, ale szalenie istotną kwestią, którą wypada poruszyć są konsekwencje skutecznych uderzeń ukraińskiej artylerii na rosyjski system logistyczny. Przy czym mniejszą wagę przykłądam do prób zliczania sumy ton straconego przez Rosjan zaopatrzenia. Kluczowa jest ich reakcja – z dwóch powaznych opcji zwiększenia poziomu bezpieczeństwa swej logistyki, czyli z przeniesienia w pobliże swych baz zaopatrzeniowych więszej ilości rakietowych zestawów plot, lub oddalenia składnic zapasów na więszą odległość od linii frontu, Rosjanie zdecydowali się na tę drugą. Rzecz jasna jednoznacznie świadczy to o zdolności wykrywania i przechwytywania pocisków pochodzących z HIMARSów. Bardzo źle wróży im to na przyszłość, bo oczywiście warto przypomnieć, że siły zbrojne Ukrainy otrzymały takich zestawów jak dotąd zaledwie dwanaście. Co sie stanie, jeśli będzie ich powiedzmy, czterdzieści?

Tutaj jeszcze jedna dygresja – tak, HIMARS to wspaniał i niezwykle precyzyjna broń. Odpowiednio używana w dużym stopniu rekompensuje Ukraińcom dotychczasowy brak zdolności powietrznych uderzeń na zaplecze rosyjskie z uwagi na swój zasięg. Natomiast posiada obecnie ilość zestawów w służbie operacyjnej w żaden sposób „z automatu” nie otwiera możliwości podjęcia dużej, posiadającej znaczenie operacyjne ofensywy. To tak nie działa. Przede wszystkim, HIMARS i pozostałe w dyspozycji sił ukraińskich zestawy artylerii choć bijace na głowę wszystko to, co jest w dyspozycji Rosjan nie moga zostać skoncentrowane na jednym, stosunkowo wąskim odcinku frontu, a użycie ich w ilości pojedynczych baterii nie otworzy drogi nacierającej piechocie i czołgom. Siły ukraińskie muszą zostać znacząco wzmocnione w kwestii skutecznych zestawów przeciwlotniczych średniego i dużego zasięgu, by móc choć w części kontrolowac przestzreń powietrzną w rejonie potencjalnej ofensywy. No i kwestia ostatnia – nie widzę możliwości koncentracji przynajmniej pięciu lub sześciu brygad wraz z jednostkami wsparcia na krókim, powiedzmy trzydziestokilometrowym odcinku frontu. Największą część sił ukraińskich nadal absorbuje Donbas, gdzie perspektywy sukcesu zwrotu zaczepnego są nikłe a ryzyko porażi ogromne. Duża częśc sił regularnych armii nadal jest odtwarzana i proces ten z pewnością potrwa. Pocieszającym jest tutaj ogromna skala pomocy Zachodu w kwestii przygotowania szkoleniowego żołnierzy ukraińskich do nowych zadań. W każdym razie nie jestem w stanie choćby w przybliżeniu podać Państwu jakiejskowliek daty granicznej możliwego ukończenia przygotowań ukraińskich do działań ofensywnych w dużym stylu. To zreszta w znacznej mierze uzaleznione jest od sytuacji na frontach, bo musimy pozostać świadomi faktu, że Rosjanie także zdają sobie sprawę z własnego położenia i powoli rosnących możliwości ukraińskich w tym względzie. Z pewnością postarają się nie ułatwić przygotowań.

B) Sytuacja Geopolityczna

Rosjanie są w dramatycznym położeniu. Rozumiem, że wielu obserwatorom inspirujące wydają się być bombastyczne doniesienia prasowe o nadciągającym kryzysie gigancie państw członkowskich Unii Europejskiej – zwłaszcza Niemiec (ach te polskie kompleksy!!!), o braku rezerw gazu, o cenach paliw, o inflacji, o „słabnącym poparciu opinii publicznej dla Wolnej Ukrainy” i inne tego rodzaju imponderabilia. Otóż gwoli wyjaśnienia – Rosja jak dotąd ilościowo zmniejszyła o połowe eksport gazu. Mimo wysokich cen surowca oznacza to znaczące zmniejszenie wpływów budżetowych z tego tytułu. Podobnie sytuacja wygląda na rynkach paliw płynnych. Trudno ocenić w jakim tempie znikaja rosyjskie rezerwy finansowe, ale dośc dobrym wskaźnikiem zdolności płatniczych Rosji wydaje mi się poziom inflacji. Im bardziej będzie rosła w zamkniętym, autarkicznym niemalże środkowisku, tym szybciej maleć będzie płynność finansowa państwa Putina. Kursem rubla nie ma się co przejmować, bo przy wprowadzonych przepisach nadzwyczajnych, regulujących rosyjskie rynki finansowe w rubryke „wartość względem walut obcych” wpisac możemy kwotę dowolną.

Jeśli ma się odrobinę oleju w głowie wie się, że spowolnienie gospodarcze Zachodu (plus malejący współczynnik PMI) nie jest w zasadzie żadnym zagrożeniem dla stabilności europejskiego systemu ekonomicznego. Może dlatego, że od kryzys, czy recesja są immanentną częścia systemu kapitalistycznego i te „słowa-klucze” inaczej brzmią w uszach mieszkańców Europy Zachodniej, a inaczej wpływac będą na przykład na mieszkańców Polski, czy innych Węgier. Na razie panikę widac jedynie w wypowiedziach części polityków niemieckich, konkretnie tych związanych z Partią Zielonych, co jest niczym innym, jak tylko widomym znakiem kompletnego braku doświadczenia w sprawach międzynarodowych. Mało tego – członkowie rządy Republiki Federalnej w niecały rok po wyborach nie mogą tak po prostu przyznać, że ich wizja Energiewende okazała się domem z piasku i mgły, więc farsa polegająca na konsekwentnym podtrzymywaniu przyjętego kursu będzie trwać. To problem części wyborców niemieckich, a nie całej Unii Europejskiej – ogranicza się wyłącznie do konieczności wytłumaczenia sie przed opinią publiczną dlatego elektrownie weglowe są obecnie bardziej „eko” od pradu z elektrowni atomowych, które mają być w Niemczech do końca roku wyłączone. Może dlatego właśnie wygodnie jest lansować katastroficzna wizję kryzysu energetycznego – by wyborca niemiecki łatwiej zaakceptował tak fundamentalne zerwanie z wieloletnia narracją „ekologów”? Tak czy owak – rząd Republiki Federalnej ewidentnie w kwestii miksu energetycznego od dekad idący pod wiatr cos będzie musiał zrobić, a jak wiadomo – żaden polityk nie lubi przyznawac się do błędów, a już zwłaszzca takich wynikających z ograniczonych horyzontów myślowych. Każdy z krajów wspierających w taki, czy inny sposób Ukrainę ma swoje problemy (plus kolejna fala zakażeń wirusem COVID), ale nadal bardzo daleko do recesji wywołanej choćby kryzysem naftowym lat siedemdziesiątych i tutaj także Putin przegrał na całej linii – próba szantażu legendarnym już „zakręcaniem kurka” doprowadziła do jednego, mianowicie do zepchnięcia pozycji negocjacyjnej Rosji w konfrontacji z Zachodem do punktu położonego niewiele ponad zerem. Tymczasem realia sa takie, że pracując i żyjąc w Niemczech przy dochodach sytuujących Autora w grupie osób o niskich dochodach tylko w pewnym stopniu odczuwa się problem inflacji, czy cen paliw. Odczuwalność ta wynika zresztą ze specyficznej sytuacji rodzinnej, a nie literalnie z poziomu cen. Autor czujny z natury na „głos ludu” nie zetknął się w swoim codziennym środowisku (duży zakład pracy zatrudniający kilkaset osób) z umiejscawianiem obecnej sytuacji gospodarczej w jakimś szczególnym miejscu. O wiele istotniejszy dla dyskutantów okazał się być nowotwór jąder transferowanego niedawno do Borussi Dortmund Sebastien Hallera. Z uwagi na uwarunkowania prawne podwyżki cen energii i gazu nie okazały się mordercze dla portfeli równie jak Autor niezamożnych Niemców. Tak to już na tym okropnym i zgniłym Zachodzie jest – to nie pierwszy i z pewnością nie ostatni kryzys, a nasza potworna gejokracja jak na złość nadal nie chce upaść.

Pomoc Zachodu płynie – w drodze są nowe zestawy HIMARS z USA, kolejne transze pomocy z Wielkiej Brytanii, dodatkowe haubice CAESAR z Francji. I Rosja nic nie może na to poradzić, a upływ czasu coraz bardziej przechyla szalę na stronę Ukrainy. Sola w oku pozostaje fakt okupowania ponad 20 % terytorium Ukrainy, co stanowi bardzo złą pozycję negocjacyjną na obecnym etapie zmagań. Miejmy nadzieję, że już wkrótce stan zacznie ulegać zmianie, ale my nie ulegajmy gorączce i podnieceniu. Tego zresztą też życzę ukraińskiemu przywództwu politycznemu i wojskowemu. Ukraina wcale nie musi się spieszyć, a my nie musimy jej poganiać. Skomplikowane wielkoskalowe operacje militarne wymagają starannych, nie pomijających niczego przygotowań, a pośpiech jest bardzo złym doradcą. To Rosji kończy sie czas, a nie Ukraine.

Wszystkim Czytelnikom dziękuję za uwagę i ponawiam prośbę o udostępnianie, no i oczywiście o kawkę, link: buycoffee.to/marcin_jop