Wpis jest krótki i dotyczy niebywale żenującej sytuacji, która właściwie nadal dzieje się na naszych oczach.

Jak już zapewne wszystkim wiadomo, Prezydent Macron wręczył Biskupowi Rzymu pewną książkę. Nikt nie zwróciłby uwagi na ten fakt, gdyby nie pieczęć Czytelni Akademickiej we Lwowie. Otoż od wczoraj do niebotycznych rozmiarów wzrosła aktywność miłośników Partii Tymczasowo Rządzącej Polską, którzy wprost sugerują jej kradziez na rozmaite sposoby w efekcie postu Archiwum Akt Nowych, które chyba jako pierwsze wskazało na pieczątkę i pochodzenie księgi.

Od wczoraj widzę wpisy, w których Prezydent Macron a to pluje w twarz Polsce i Polakom (niezastąpiony Piotr Semka), a to stawia się w jednym rzędzie z francuskimi ochotnikami walczącymi w Drugiej Wojnie na Froncie Wschodnim przeciw ZSRRR, a u boku Wehrmachtu (wpisy pisowskich aktywistów internetowych). Tymczasem, dzieki uprzejmości dziennikarza nazwiskiem Arnaud Bedat wiemy, że egzemplarz ów, trafił do Francji już w 1900 roku, co wynika z opisu księgi w katalogu księgarni Hatchuel.

Dochodzimy zatem kolejny raz do sytuacji w której najpierw pluje się jadem i automatycznie wydaje wyrok, co nie jest niczym nowym. Tak stało się w przypadku tego lekarza, „przez którego już nikt więcej nie umrze”, tak stało się w przypadku Michała Tuska i jego tysięcy Euro w reklamówce z Biedronki, tak stało się w przypadku instytucji sądowniczych UE, które oczywiście nielegalnie pozbawiły Polskę naleznych jej środków finansowych, ale nie szkodzi, bo przeciez bez tych środków Polska doskonale sobie radzi.

bez względu na to, czy książka została zrabowana, czy zakupiona zgodnie z prawem ktoś kolejny raz wychodzi publicznie na kretyna, podając zupełnie niesprawdzone informacje jako fakt, lub sugestię celowego działania mającego na celu zamach na polskość. Nie będę jednak pisał o konieczności leczenia psychiatrycznego, o fobiach, paranojach i tym podobnych arcyciekawych zjawiskach, bo to tak nie działa. To logiczna i naturalnba konsekwencja raz powziętej drogi poprzez oficjalny przekaz mający pokazać najbardziej sfrustrowanej części społeczeństwa polskiego, że przyczyną ich wszelkich nieszcześć, także przysłowiowych tyfusu i dżumy są obce utajone siły, toczące bez ustanku krew ze zdrowej tkanki polskich patriotów. To nie choroba psychiczna, ani żadna intelektualna aberracja, lecz celowe działanie, które zawsze się sprawdzało (Goebbels i inni) i będzie się sprawdzało nadal. Istotnym elementem tej układanki jest także często nie dostrzegany element, którym jest brak „przepraszam”. Nikt za wszystkie te nagonki nie przepraszał i nie będzie przepraszał, a nawet jesli od czasu do czasu pokrzywdzeni wytaczają procesy, które wygrywają przeprosiny na mocy wyroku sądu są odbierane przez „wiernych” jako kolejna krzywda wymuszona przez „komunistycznych sędziów” (trzydzieści trzy lata po upadku komuny!!!!) i tym bardziej utwierdzają zwolenników w wierze w znaczenie misji dziejowej ich wybrańców.

Jak można robić takie fikołki? Można, a nawet trzeba z jednego prostego powodu. Nikt nie lubi przyznawać się do błędu, a tymczasem rzeczywistość woła, a właściwie już nawet wyje o przyznanie się przez bardzo dużą część społęczeństwa (coś koło 32 do 34 procent aktywnych wyborców) do stwierdzenia:
„Jestem naiwnym kretynem, który uwierzył bez zastrzeżeń, że Polska stała na skraju katastrofy, niemal cała jej klasa polityczna to złodzierje i mafiozi, kolejne rządy celowo ograbiały mnie i innych Polaków z profitów rozwoju gospodarczego, można zmniejszac podatki i zwiększać wydatki państwa w nieskończoność, Jarosław Kaczyński jest wybitnym strategiem, Morawiecki jest wybitnym ekonomistą, Niemcy planują napaść na Olkusz, Tupolew padł ofiarą około czterdiestu rozmaitych prób zamachu na przestrzeni godziny i choć trudno powiedzieć która – jedna z nich okazała się skuteczna, trzeba głosować na ludzi nie posiadających konta na fejsbuku i nie umiejących niczego, ale za to posiadających źle dobrane spodnie i fatalne buty, bo są tacy sami jak ja i bardzo mi to schlebia”
Kropka

W relacjach interpesonalnych opierających się o bezpośredni kontakt rozmówców nie umiemy posługiwac się argumentami, próbujemy się przekrzyczeć, irytyjemy się i obrażamy. Ale dzięki mediom i ich wszechobecności, oraz błyskawicznej zdolności zastępowania jednych „znajomych” innymi nie musimy przepraszać i nigdy tego się nie robi. Po prostu. Jesli jednak państwo jako całośc nadal będzie postępować jak średniogłupi mędrek bez szkoły z fejsbukowej grupy reszta Europy postąpi tak samo jak typowy admin grupy naszego przykładowego średniogłupiego mędrka – załatwi mu bana, czyli wyrzuci poza nawias społeczności. Taka analogia mi się nasuwa w związku z brakiem woli mówienia „przepraszam”, które uważam za równie ważne, jak posługiwanie się utartą lecz rozsądną konwencją polegająca na mówieniu w przestrzeni publicznej wyłącznie tych rzeczy, których jest się pewnym.

Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop