Trzy dni temu obchodziliśmy kolejne liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II (przypominam tekst Marii Wanke-Jerie „Nie lękajcie się” [LINK]) przypadające w rocznicę inauguracji jego pontyfikatu. Przeszła prawie bez echa. Z uwielbienia i sentymentu, którym żyła cała Polska, niewiele zostało. Wśród młodych jest nawet gorzej. Znacznie gorzej.
„Jak mądrze odpowiedzieć na »szyderę« z Jana Pawła II? Czas się zastanowić, co my, katolicy, takiego zrobiliśmy, że szydera z Jana Pawła II (nawet jeśli zaczęła się w antykościelnych kręgach), padła na tak podatny grunt” – zastanawiała się Weronika Kostrzewa – szefowa publicystyki Radia Plus ”. Do rozmowy na ten temat zaprosiła specjalistki z dziedziny public relations prof. Monikę Przybysz i Paulinę Worożbit.
Okazuje się, że ten czczony i uwielbiany kiedyś przez młodzież Papież dziś jest obiektem szyderczych memów. Rodzicom, ze wzruszeniem wspominającym papieskie pielgrzymki, które przeżywali je jako bardzo młodzi ludzie, do głowy nie przychodzi, że ich dzieci o godz. 21.37 wysyłają sobie prześmiewcze obrazki, w czysto szyderczym celu puszczają „Barkę”, a jedno ze zdjęć papieża nazywają „żółtą mordą” i przypisują jej ludobójstwo, gwałty i kradzieże – opowiadała KAI Weronika Kostrzewa.
Za życia Jana Pawła II nawet nieśmiała krytyka osoby Papieża czy jego pontyfikatu była nie do pomyślenia. W Polsce, w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej czy Ameryki Południowej, nie było protestów przeciw nauczaniu moralnemu Papieża podczas jego pielgrzymek do Ojczyzny. Ci, którym były one nie w smak, po prostu milczeli, nie wychylali się. Szyderstwo się nie zdarzało.
Chyba jedyny wyjątek stanowił zmarły niedawno Jerzy Urban, który z panświnizmu zrobił sobie sposób na całkiem dostatnie życie. W tygodniku „NIE” publikował swoje prześmiewcze felietony na temat Papieża, ale gdy tuż przed ostatnią jego pielgrzymką do kraju ukazał się tekst Urbana zatytułowany „Obwoźne sado-maso”, zawierający niewybredne szyderstwa ze stanu zdrowia Jana Pawła II, nazwanego w tym tekście „Breżniewem Watykanu”, „żywym trupem” czy „sędziwym bożkiem”, prokuratura oskarżyła autora o znieważenie głowy państwa watykańskiego. Proces trwał ponad rok i zakończył się w styczniu 2005 roku wyrokiem skazującym – sąd uznał Jerzego Urbana winnym i orzekł karę grzywny w wysokości 20 tys. zł. Za podobny czyn grozi wprawdzie do trzech lat pozbawienia wolności, więc wyrok był symboliczny, niemniej wina została potwierdzona i kara wymierzona.
Dziś internetowe szyderstwa z Jana Pawła II są wśród młodych na porządku dziennym. Mają nawet swoją nazwę cenzopapa [LINK] – słowo to oznacza mem wyśmiewający lub obrażający papieża Jana Pawła II czy przedmiot z nim związany. Przybiera zazwyczaj postać grafiki, rzadziej filmu. Wpisanie w internetową wyszukiwarkę popularnych haseł związanych z tym niepokojącym trendem, może wywołać szok, ale też smutek, znaleźć można bowiem postać Papieża wpisaną w konteksty nie tylko prześmiewcze, ale nawet bluźniercze i pornograficzne.
Okazuje się, że w 2016 roku utworzono nawet na Facebooku wydarzenie Mistrzostwa Polski w szkalowaniu papieża. Czas jego ustawiono na 2 kwietnia 2017 roku na godzinę 21.37, czyli – jak to młodzi mówią – „godzinę papieżową”. Szydzenie w godzinę śmierci? Wydaje się niebywałe, a jednak to się odbyło. Zgłoszenie do prokuratury tego faktu mija się z celem, bo takie działania nie są w świetle prawa ani przestępstwem, ani nawet wykroczeniem. A że niestosowne? No cóż, za niestosowność kary się nie przewiduje.
Zdaniem badaczy kultury internetowej Marcina Garbowskiego i Macieja Kapki, cenzopapy powstają jako reakcja na kult Jana Pawła II w Polsce i przesadne uwielbienie Papieża, to rodzaj prowokacji wobec osób starszych lub bardziej wrażliwych na treści obrazoburcze. Pierwsze takie memy pojawiły się już w 2009 roku, czyli zaledwie cztery lata po śmierci Jana Pawła II.
Nie miałam o tym pojęcia i dlatego, zgorszyły mnie całkiem niewinne wobec tych memów popisy red. Pawła Płuski, który w Szkle kontaktowym na antenie TVN 24, naśladując głos schorowanego Jana Pawła II, wypowiadał teksty z nim niezwiązane przy salwach śmiechu koleżanek w studiu [LINK]. Naśladował zresztą też przy okazji inne głosy i nieźle mu to wychodziło, popisywał się swoim talentem. Było to w sierpniu 2011 roku, a więc trzy miesiące po beatyfikacji Papieża. To był już czas, gdy od dwóch lat hulały po Internecie prześmiewcze cenzopapy i nie należało do rzadkości pokazywanie się w t-shircie z napisem „Nie płakałem po Papieżu”.

Co się więc stało? Gdzie popełniono błąd? Przecież w znacznie bardziej zlaicyzowanych Włoszech nie do pomyślenia jest wyszydzanie najbardziej tam czczonego św. o. Pio, którego wizerunków, portretów, obrazów i rzeźb wszędzie co nie miara. Powszechny kult, także w wersji popkulturowej, nie musi wywoływać takiej reakcji, jak młodych w Polsce wobec Papieża Polaka.
Czy zatem lekarstwem na to niepokojące zjawisko może być „jeszcze więcej Jana Pawła II w szkole”, jak chce ministerstwo? Więcej tekstów do analizowania na języku polskim, na lekcjach historii czy w ramach nowego przedmiotu historia i teraźniejszość? Więcej wycieczek śladami Jana Pawła II, więcej wyjść do kina na filmy o Papieżu itp.? Chyba jednak efekt takich działań będzie przeciwny do oczekiwanego przez resort edukacji. Wtedy, gdy pojawiły się pierwsze cenzopapy, nie było jeszcze nie tylko ministra Czarnka na czele resortu edukacji, ale nawet PiS-u u władzy.
Jak sobie z tym radzić, bo chyba my, katolicy powinniśmy czuć się za to odpowiedzialni? Choć może i nas żenowała przesada w stawianiu tych nie zawsze gustownych pomników, rzeźb i płaskorzeźb, portretów często ocierających się o kicz. Wiedzy o nauczaniu Jana Pawła II to nie przysporzyło, a wywołało u młodych efekt sprzeciwu. I to w najgorszym możliwym wydaniu, czyli internetowej szydery. Zaczęła się też pojawiać na scenie, jak choćby w spektaklu „Klątwa” na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego, w reżyserii Olivera Frljića, wystawianego na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie, o czym pisałam w tekście „Wolność słowa” [LINK]. Tego typu inscenizacje mogą młodzież motywować do rozwijania własnej „memowej twórczości”.
Więc co robić?
Myślę, że kształtując wrażliwość młodych ludzi i uczulając na to, co niestosowne wobec każdego człowieka, kolegi, koleżanki, przechodnia… Szyderstwo z cierpienia, choroby czy śmierci kogokolwiek jest wysoce naganne. Przecież współczesna szkoła uczy tolerancji wobec różnych inności, odmienności, niepełnosprawności.
Może uderzyć w te tony, bardziej dla młodych zrozumiałe?
A wracając do kolejnych rocznic wyboru na stolicę Piotrową i inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, wydaje mi się, że niestosowne są także już całkiem poważne, ale krytyczne wobec nieżyjącego Papieża programy serwowane przy tej okazji.

A takie właśnie materiały ukazały się w programie „Czarno na białym” w TVN 24, w poniedziałek 17 października, nazajutrz po obchodach rocznicy wyboru, pierwsza część, a tydzień później, 24 października, dwa dni po liturgicznym wspomnieniu część druga. Święty dwór, bo taki tytuł nosi pierwsza część reportażu Marcina Gutowskiego, dotyczy wprawdzie otoczenia Jana Pawła II, nadużyć seksualnych i braku właściwej reakcji na nie, ale w tle pobrzmiewa „wiedział i nic z tym nie zrobił”. Choć nie ma na to żadnych twardych dowodów. Końcowe zdanie, które pada w pierwszej części: „To był wielki papież, ale nie był dobry”, podsumowuje ten ponury w wymowie film. Druga część, emitowana wczoraj, zatytułowana Strach przed prawdą, zawiera już wprost sugerowane podejrzenia, że wiedział, ale nie chciał nic zrobić. Wypowiadali te sugestie przepełnieni smutkiem i bólem bliscy wieloletni przyjaciele Jana Pawła II, ale wielu innych indagowanych przez dziennikarza odmawiali z nim rozmowy, m.in. kard. Stanisław Dziwisz, postulator ks. Sławomir Oder, dr Wanda Półtawska… Konkluzją było stwierdzenie, że procesy, beatyfikacyjny i kanonizacyjny, były przeprowadzone przedwcześnie i zbyt pospiesznie. Jutro ma się ukazać książka Gutowskiego Bielmo, w której reporter śledzi przypadki tuszowania pedofili w Kościele katolickim, docierając do Watykanu. Swoje motywacje i doświadczenia podczas pracy nad cyklem reportaży i nad książką zaprezentował w rozmowie z Wirtualną Polską [LINK].
Rozumiem chęć dociekania i odsłaniania prawdy, ale czy Dzień Papieski i liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II to naprawdę odpowiedni czas na taki reportaż i publikację? Moim zdaniem nie. Ale mogę się mylić.
Tekst pierwotnie opublikowano na blogu www.twittertwins.pl
Zostaw komentarz