Marzy mi się, że kiedyś się obudzę w kraju, gdzie tak będzie tak oznaczało, a nie – nie. Gdzie ludzie pokroju pani Grodzkiej, Środy, Palikota, Michnika, czy pani Szczuki będą mieli taki wpływ na Polskę ile rzeczywistego poparcia mają w narodzie. Gdzie ich nikt nie będzie potępiał, ale też i nikt ich nie będzie musiał wciąż wysłuchiwać w programach TV. I marzy mi się aby do tych programów byli zapraszani ludzie, którzy mają wizję rozwoju całej Polski, a nie reprezentujący interesy jakiejś grupy z marginalnym poparciem.

Abyśmy potrafili z naszej bogatej historii wyciągać wnioski oraz potrafili się uczyć na błędach. Marzy mi się aby nasze dzieci w szkołach się uczyły tego czego chcą ich nauczyć ich rodzice, a nie grupa polityków, którzy raz wygrywając wybory pragną od razu zmieniać społeczeństwo na swój obraz i podobieństwo. Takich już mieliśmy w Kambodży, w Europie, na Kubie i wie nasza matka Ziemia gdzie jeszcze. Nigdy z tego, nic dobrego nie wyszło oprócz łez i niewyobrażalnych cierpień.

Marzy mi się, że obudzę się nagle w rzeczywistości w której przed wyborami zamiast się zastanawiać, co tym razem wymyśli nam Państwowa Komisja Wyborcza, będę jak w każdym demokratycznym kraju w spokoju oczekiwał na rzetelne wyjaśnienie przez ową Komisję wszystkich związanych z wyborami wątpliwości, a nie wysłuchiwał, że poprzez samo pytanie o nie, oskarżam o fałszowanie wyborów.

I marzę, abym w tym kraju nie tylko ja musiał wciąż udowadniać, że akceptuję i toleruję myślących inaczej, ale że i myślący inaczej mnie również zaakceptują z moimi marzeniami.