Mój od prawie pięćdziesięciu lat przyjaciel z okazji zmiany rządu zadręcza mnie swoim z tego tytułu zadowoleniem. Staram się mu, jak mogę schodzić z tematu, bo ja przecież, jak już kiedyś pisałem, niezależnie od tego, kto jest przy władzy, niezmiennie jestem propaństwowy. A to przez to, że podoba mi się nasze Państwo ( nie waham się w tym przypadku użyć dużej litery), mam bowiem poczucie i dowody na to, że ono o mnie, już absolutnie bezużytecznego członka wspólnoty państwowej, dba z należytą starannością, zapewniając mi podstawowe warunki do egzystencji, a jak podupadam na zdrowiu to, zdrowie mi przywraca, nie oglądając się na koszty. W internetowym koncie pacjenta IKP jest nawet to bodajże od 2005 roku skrupulatnie obliczone i tak Najjaśniejszą Rzeczpospolitę kosztowałem dotąd ponad 84 tys. złotych, wliczając w to… ostatni wydatek przeprowadzenia angioplastyki za 8,5 tys. Za ɑ̃sjɛ̃ ʁeʒim Państwo sprawiało mi większe i drobniejsze przyjemności w rodzaju medalu za wytrwałość w małżeństwie, drugiej, czy 13. emerytury, nagrody za przekroczenie 75 roku życia w postaci zasiłku opiekuńczego, darmowych lekarstw i innych różnych ulg senioralnych np. karty parkingowej, dopłaty do zakupu trójkołowca itp. Teraz ćwiczę w sobie umiejętność kochania nadal tego Państwa… mimo wszystko.

P