Pamiętacie mój gorzki post o Hitlerze i Stalinie „bohaterach” wieku XX? Dziś jeszcze bardziej mi gorzko.

W jednej z księgarni przejrzałem cały cykl nazwany, nomen omen, „Wiek Hitlera”. Degrelle, wspomnienia żołnierza Wermachtu, jakieś inne wspomnienia. Wspaniali żołnierze, antykomuniści, walczący o wyzwolenie narodów z komunistami, którzy też walczyli o wyzwolenie narodów. Wstępy tylko potęgują takie wrażenie.

Kurwa mać! Proszę obejrzeć wystawę na PWPW i zobaczyć wyczyny tych „wspaniałych chłopców” w samej Warszawie. Proszę jechać do Palmir i zobaczyć masowe groby Polaków lub poczytać o Babim Jarze, gdzie „rozwiązywano” kwestię żydowską. Degrelle, bohaterzy niektórych narodowców, zapominających, że Degrelle sam by ich zaprowadził nad dół z wapnem, bo byli dla niego podludźmi, to produkty Goebbelsa, które świetnie sprzedają się teraz. Auschwitz, Treblinka, Majdanek nie pojawia się w ich „pasjonujących” spojrzeniach. Mordercy, bandyci, zbrodniarze, ludobójcy stali się „bohaterami”. „Wiek Hitlera i Stalina”, a nie wiek Jana Pawła, Einsteina lub nawet Led Zeppelin. To nie żart, to bardzo gorzka konstatacja na temat skuteczności polityki historycznej Zachodu, szczególnie Niemiec.

Te książki są wszędzie, w każdej sieci. Przykrywają książki o zbrodniach niemieckich i sowieckich, których coraz mniej. Nikt tego przecież nie czyta. To nudne. Za to bełkot Degrella jest, kurwa, ciekawy.

Czy doczekam się czasów, gdy młodzi ludzie, słysząc nazwę „Niemcy”, nie będą dyskutować o „geniuszu politycznym Hitlera” i poddawać w wątpliwość jego zbrodnie, a na dźwięk nazwisk Heine, Rilke, Goethe nie będą zastanawiać się w jakiej formacji SS wymienieni służyli?