Myślałem, że nic już mnie zaskoczy, ale moda na wpieprzanie muchomorów czerwonych by odlecieć, to już totalna aberracja świadcząca o tym, że tych, którzy mają zamiast mózgu siano, przybywa w zastraszającym tempie.
Muchomor czerwony zawiera substancje halucynogenne, kwas ibotenowy i muscymol.
To prawda, że jako psychodeliku używają go rdzenne ludy Syberii.
Podobno także wpieprzali, przed bitwą, Wikingowie.
Ale wcinanie ich dziś, jako psychodelik, jest nie tylko głupie, ale i groźne.
Powoduje trwałe uszkodzenia wątroby, a w ostateczności, śmierć.
Dla innych, zjedzenie muchomora, jest szczytem odwagi, którym można się pochwalić w mediach społecznościowych.
Wpieprza taki/taka grzyba na wizji, a zdurniała publika lajkuje filmik.
I raz, dwa mamy muchomorowego celebrytę.
Następnym razem, zeżre bez popitki całą butelkę, by mieć swoje pięć minut sławy.
Tylko co taki muchomorowy influencer może reklamować?
Preparaty do zwalczania owadów?
Trutki na szczury lub krety?
Ale to nie mój biznes, tylko ich.
Gdyby był jakiś miernik do mierzenia głupoty, muchomorojady przekroczyłyby jej skalę.
Ale dziś to już normalka.
Nic to, żeś głupi, byle popularny.
Zostaw komentarz