Przeczytałem powieść Jona Fosse i gały wybałuszyłem ze zdumienia, że autor takiej książki dostał Nobla! Może szwedzcy akademicy, jak dawali byli pijani albo dali, bo nie czytali? Może byli skacowani, zmęczeni albo Duchem Świętym natchnieni?
A może dopadły ich wyrzuty sumienia, że przez ostatnie lata nagradzali tylko pisarzy lewicowych. Przecież przed Fossem Nobla dostała francuska feministka, wcześniej walczący z upiorami kolonializmu Gurnah, jeszcze wcześniej nasza Tokarczuk, a zdarzyły się też Noble przyznane piosenkarzowi i komediantowi della arte. A tym razem nagrodę dostał pisarz głośno i dobitnie głoszący wiarę w Chrystusa.
Asle bohater powieści pt. „Drugie imię” to praktykujący katolik, nieustannie klepiący różańce i „chodzący na msze tak często jak się da”. Asle jest artystą malarzem, który odniósł sukces artystyczny i osobisty. Jego obrazy są cenione przez krytyków i dobrze się sprzedają, zaś sam artysta wygrał walkę z nałogiem. Jedno i drugie zawdzięcza modlitwie. Powieść zaczyna się sceną medytacji nad obrazem, którego tematem jest krzyż, a kończy się rozpisanymi na dwie strony modlitwami – Ojcze nasz oraz Salve Regina po łacinie. Dlatego nie dziwię się, że recenzji poświęconych aktualnemu nobliście jest w naszych postępowych mediach tyle, co kot napłakał. Od siebie dodam, że prozę J.Fosse czytałem z trudem, ponieważ powieść ma powtarzalną, mało urozmaiconą akcję i wymaga od czytelnika dużo cierpliwości. Cała narracja zamyka się w jednozdaniowej lamento-medytacji rozpisanej na 300 stron. Być może większe zainteresowanie książką byłoby, gdyby odbiorca sam mógł rozwiązywać zagadkę podwójnej tożsamości bohatera, ale rozwiązanie zostało podane czytelnikom na tacy w blurbie zamieszczonym na okładce tomu.
Więc, żeby się trochu odnoblować i zrelaksować odłożyłem kolubrynę Fossego i po lżejszy sięgnąłem kaliber.
Zabrałem się za wybór wierszy napisanych przez „nieheteronormatywne osoby autorskie”. Dzieło nosi tytuł „X-Philes – archiwum poezji queerowej” i zostało wydane przez Staromiejski Dom Kultury w ekskluzywnym nakładzie 400-tu egzemplarzy. Książka jest podzielona na 3 rozdziały. Póki co przeczytałem pierwszy i mam odczucia mieszane.
Część pierwsza zawiera erotyki, wiersze poświęcone seksualności i miłości, czyli jak zwierza się autorka jednego z utworów – „nieustannemu magnetyzmowi jajników”.
W niektórych wierszach ten magnetyzm objawia się w sposób enigmatyczny, co może niewtajemniczonego w arkana queerowej miłości czytelnika onieśmielać, ale też otwiera pole do odważnych interpretacji. Dla zachęty zacytuje fragment wiersza A. Frank.
„ Jak w miękkie masło
Moja sunia lubi tak
Wtedy wydaje swoje Ach!”
O ile powyższy erotyk był enigmatyczny, ale smaczny i dla bystrych osób czytelniczych łatwy do strawienia, to następny, który zacytuje może sprawić trudności nawet wyrobionemu czytelnikowi.
Za dowód niech posłuży cytat z wiersza Tyny Tokars pt.
„Relaksacyjna szyna”
„W buzi mam relaksacyjną szynę
pozwoliłaś mi więc zaraz
chwycę cię za juicy szynę
pls don,t tell me że uważasz to za zmyłę”
Jeżeli te strofy stanęły wam szyną w gardle albo nie daj Bóg złapały was za juicę? zniechęcając do dalszej lektury, to proszę o cierpliwość albowiem w almanachu znajdziecie wiersze bardziej zrozumiałe, zanurzone w codzienności i śmiało sięgające po rekwizyty poetyckie, jak po artykuły pierwszej potrzeby ze sklepowych półek. Te erotyki nie sprawią Wam kłopotów interpretacyjnych, wręcz przeciwnie, to są erotyki instruktażyki.
Więc czytajcie i korzystajcie z rad podmiotu lirycznego utworu pt. „Dla Flory”, który zwierza się, że:
„Nosi majtki tylko bawełniane
Nigdy tampony tylko podpaski niechlorowane
Podmywa się samą wodą
No i najważniejsze zawsze sika po seksie”
Z almanachu dowiecie się też, że miłosna poezja queerowa lubuje się w środkach wyrazu nawiązujących do tematyki gastronomiczno-konsumpcyjnej. Ta liryka chce trafić przez cipkę do serca. Ale zanim tam trafi, idzie na zakupy do Żabki. Zaś przy okazji zakupów podmiotka liryczna zwierzy się Wam, że: „zajebała się w kobiecie, z którą dzieli lokum, wie o tym pies sąsiada i kasjer z frog shopu”!
Niektóre obrazy ewokowane przez poetów „niehetro” są zaskakująco apetyczne, jak chociażby taka gastro-metonimia, cyt: „Skubie moje brodawki, jak słoneczniki i pluje”. Zaś inne obrazy zaskakują mieszanką mowy wysokiej z poetyką zlewozmywaka. Mnie zaskoczyła wyobraznia autorki, która napisała tak – cyt: „Pod palcami Twojemi, moje cipsko skotłowane, jak gąbka na skraju zlewu”
Nie ukrywam, że będąc skotłowany lekturą części pierwszej, boję się zajrzeć do części drugiej, która jest polityczna i zaczyna się wierszem nawiązującym do pamiętnego dnia aresztowania Margot. A idzie to tak: – „Ten siniak w kształcie Polski na twoim ciele nie chce się zagoić, więc w obliczu nadchodzącej tragedii rucham cie mocniej!”
Na tym kończę, całuję Was w siniak i rucham mocno, zachęcając do lektur. Jeżeli nie czujecie się na siłach czytać noblisty, to zrelaksujcie się przy poezji queerowej i nie zapominajcie wysikać się po przeczytaniu!

Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz