Nie mogę się powstrzymać od „złośliwostek”, jeśli widzę, że sprawy poważne zamienia się jedynie w patetyczną grę propagandową. Chodzi oczywiście o „referendum” zaproponowane przez Pana Prezydenta. Mam kilka pytań w związku z ta propozycją:

1. Czy to będzie referendum wiążące, czy „sondażowe”?
2. Kto w Polsce uchwala konstytucję?
3. Ile byłoby pytań w takim referendum?
4. Czego dotyczyłyby te pytania?
5. Kto mógłby wziąć udział w tym referendum w świetle ostatnich wypowiedzi Pana Prezydenta?
6. Czy ruch Kukiz’15 ucieszył się z propozycji?
7. Czy władza w Polsce nie boi się tego, że ludzie w referendum stwierdzą, iż nie jest w tym kształcie w ogóle potrzebna?

Maska spadła! To najprostsze wyjaśnienie, ale ja na prawdę nie cierpię, jeśli sprawy najważniejsze traktuje się tylko jak hasła wyborcze, a tak myślę, bo nigdzie nie spotkałem żadnych konkretów tej propozycji, a tylko zakłopotanie nawet w obozie Pana Prezydenta.

Uważam, że nie ma sensu wspominać o referendum bez uchwalenia wcześniej ustawy o referendum wiążącym. Wyobraźmy sobie, że w projekcie nowej konstytucji będzie zapis o partiach politycznych i podobna ordynacja. Naród w referendum powie „Nie, nie chcemy partii politycznych, chcemy partie typu amerykańskiego, a w ogóle to chcemy JOW”. I co? Przy obecnym kształcie prawa referendalnego naród może sobie mówić co chce, a i tak partie zagłosują dla sienie. Czy myślicie, ze zagłosują w tym przypadku zgodnie z wolą narodu przeciwko sobie? Że pozbawią się subwencji, etatyzmu, „młodzieżówek” i całej leninowskiej struktury, dającej konkretne profity? Że pozwolą „przypadkowym” osobom wejść do parlamentu? Libię jak dom buduje się od fundamentów, a nie lubię jak się o nich tylko opowiada na wiecach.

ps. I jestem za zmianą konstytucji, za systemem prezydenckim, za JOW i za partiami wyborczymi, a nie etatowymi.

Fot. Andrzej Hrechorowicz/KPRP