Po porannej mszy świętej 6 lipca 2018r w kościele pod wezwaniem św. Piotra opuściliśmy piękny Braszow i udaliśmy się do Bran w którym znajduje się Biały Zamek niesłusznie nazywany siedzibą Drakuli. Jadąc podziwialiśmy Karpaty z czapami śniegu na szczytach i piękną górską panoramę. Co jakiś czas mijaliśmy zamki chłopskie położone na szczytach gór. Po opuszczeniu ich przez osadników niemieckich były wykorzystywane przez okolicznych chłopów w przypadku zagrożenia militarnego. W obrębie ich murów znajdowały się domy mieszkalne i pomieszczenia dla dobytku, różnego rodzaju piwnice i składziki do przechowywania zapasów żywności. Mając jej odpowiednią ilość można było przetrwać w nich nawet 3 lata.

Czas płynął szybko i nim się obejrzeliśmy dojechaliśmy do znajdującego się w Transylwanii, średniowieczno-renesansowego zamku w Branie. Już z daleka widać było jego ładną smukłą sylwetkę. Położony na granicy Siedmiogrodu i Wołoszczyzny zasłynął jako twierdza Draculi (Vlada Palownika), który nigdy w nim nie przebywał. Nie wiem skąd się wzięła legenda, że w nim zamieszkiwał.

Ciekawa jest historia jego budowy. W XIII wieku Krzyżacy wznieśli tu drewnianą budowlę, by kontrolować ważne szlaki handlowe między Wołoszczyzną a Trans Silvanią. Po całkowitym jej zniszczeniu w roku 1370 król Ludwik Węgierski zezwolił na zbudowanie kamiennej fortecy, która była wielokrotnie przebudowywana ostatecznie przyjmując postać zamku. W XVII wieku stał się on częścią imperium Habsburgów. Niedługo później miejsce to straciło swoje znacznie jako punkt obronny i poboru podatków. Odtąd był wykorzystywany jako miejsce zamieszkania. Po włączeniu Siedmiogrodu do Rumunii w 1918 roku zamek w Bran podarowano żonie króla Rumunii Ferdynanda I Marii. Na jej polecenie przebudowano go na letnią rezydencję. Ze składu artylerii utworzyła kaplicę, z koszar uczyniła apartamenty królewskie, a w studni wstawiono windę, która dowoziła do pięknego ogrodu u podnóża skały (60 m.).


 

Ta górska warownia w skład której wchodzi kilka wież jest położona na malowniczym wzgórzu na które trzeba się wspinać krętymi schodami. Wnętrze jest ciasne, posiada sekretne schody. Zwiedzanie utrudniała nam niesamowita ciasnota, ponieważ zwiedzających było bardzo dużo, a korytarze i schody nie są przystosowane do takiej ilości ludzi. Sam zamek nie zachwyca, ani wystrojem, ani architekturą ani zgromadzonymi zabytkami których jest mało i mają około stu lat. Jedyne co mi się w nim podobało to przepiękne krużganki znajdujące się kilkanaście metrów nad ziemią oraz widok na zamkowy dziedziniec i znajdującą się na nim studnią która była przerobiona na windę, dziś nieużywaną.

Po opuszczeniu zamku udaliśmy się na rozłożony u jego podnóża wielki bazar pełen kramów na których było przysłowiowe mydło i powidło. poza pięknymi rumuńskimi bluzkami przeważały tandetne pamiątki związane z Draculą i Vladem Palownikiem produkcji chińskiej. Mimo, że był to w większości przysłowiowy kicz zaskakiwały wysokie ceny.

Po zwiedzeniu bazaru mieliśmy sporo czasu więc udaliśmy się w miłym towarzystwie na lody i mrożoną kawę w miejscowej kawiarence na wolnym powietrzu. Rewelacji nie było. O samej miejscowości Bran nie można zbyt wiele powiedzieć i gdyby nie zamek, nie byłaby tak popularna.

Dalsza nasza trasa podróży wiodła do słynnego kurortu Sinaia, leżącego u stóp gór Bucegi w którym znajduje się letnia rezydencja rumuńskich królów, pałac Peles. Od lat 80-tych XIX wieku pełnił funkcję wakacyjnej rezydencji rumuńskiej rodziny królewskiej, a obecnie muzeum.

Przed przyjazdem w to miejsce czytałam, że ten liczący około 140 lat zamek jest uważany za najpiękniejszy spośród zamków rumuńskich pod względem archtektonicznym. Słynie z wyposażenia i przepięknych zdobień. Został wybudowany przez pierwszego króla zjednoczonej Rumunii Karola I z dynastii Hohenzollern- Sigmaringen. Uroczyste otwarcie odbyło się 7 października 1883 r., ale praca nad wystrojem wnętrz trwała do 1914. W 1906 roku oddano do użytku pokój kinowy – była to pierwsza sala kinowa w Rumunii.

Po dotarciu na miejsce przekonałam się, że opis nie oddaje jego piękna. Jest on ślicznie położony, w samym środku parku z którego można podziwiać wspaniałą panoramę otaczających go gór. Dzięki nietuzinkowej architekturze łączącej w sobie różne style (barok, rokoko, niemiecki neorenesans) ładnie się prezentuje z zewnątrz. Uroku nadaje mu znajdujące się na przedzamkowym placu oczko wodne z prostą fontanną. Zamek posiada 160 komnat, z których każda ma swój własny, unikatowy wystrój. Do zwiedzania udostępnionych jest tylko 35 z nich. Znajduje się w nim ekspozycja składająca się z ponad 3500 eksponatów różnej broni od XV do XIX wieku. Godna uwagi jest też biblioteka królewska, licząca ponad 800 unikatowych woluminów.

Gdy przekroczyłam pałacowe drzwi zostałam oszołomiona bogactwem wystroju. Ściany i sufity zarówno komnat jak i korytarzy wyłożone są różnymi gatunkami drewna przepięknie rzeźbionymi. Komnaty olśniewają wspaniałymi witrażami, luksusowym umeblowaniem, wyposażeniem i listwami wyrafinowanie zdobionymi. Gdy się je zwiedza dociera do nas w jakim przepychu żyli królowie.

Warto tu przyjechać i zobaczyć ten przepiękny obiekt. Mimo, że był zakaz robienia zdjęć, wszyscy je robili, bowiem trudno było się powstrzymać od uwiecznienia tego luksusu, a pilnujące nie zwracały na to szczególnej uwagi.

Po zwiedzeniu tego czarującego miejsca idąc do autokaru podziwiliśamy tę piękną miejscowość jaką jest Sinaia. Zrobiliśmy kilka zdjęć i udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku Bukaresztu, gdzie mieliśmy nocleg. Przejeżdżaliśmy przez tereny roponośne w pobliżu Ploeszti. Kiedyś było to znaczące zagłębie naftowe, ale Niemcy podczas II wojny światowej zniszczyli strukturę naftową i miasto, tak, że nie ma już takiego znaczenia jak dawniej. Jest w stanie zaopatrzyć w ropę jedynie okoliczne tereny. Był już późny wieczór gdy dotarliśmy do Bukaresztu. Następnego dnia czekało nas wiele atrakcji, a co najważniejsze spotkanie z Polonią bukaresztańską.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk