Dzień 8 sierpnia 2018 r. obfitował w wiele niespodzianek i ciekawostek związanych z programem naszej pielgrzymki. Na jej trasie leżały dwa miasta, oba ciekawe i mające wspaniałe zabytki. Były to Sybin i Alba Julia. Sybin liczący 154 892 mieszkańców leży nad rzeką Cibin i jest trzecim, co do wielkości miastem Rumunii. Zostało założone w roku 1190 przez saskich kolonistów. Było jednym z najważniejszych miast warownych w Europie Środkowej. Liczne pierścienie wokół miasta zbudowano z glinianych cegieł.

W czasie powstania węgierskiego 11 marca 1849 doszło do zwycięskiej bitwy, podczas której powstańcy węgierscy pod dowództwem gen. Józef Bema  pokonali połączone siły austriacko-rosyjskie zdobywając Sybin. Adiutant Józefa Bema węgierski poeta Sándor Petőfi, powiedział: „Bemowi zawdzięczam więcej niż ojcu. Ojciec dał mi życie, a Bem honor”.

Z okazji 50. rocznicy insurekcji Węgrzy zamówili u Jana Styki panoramę, z powstania węgierskiego. Pod jego kierunkiem grupa polskich i węgierskich malarzy stworzyła monumentalny obraz olejny „Panorama siedmiogrodzka” o wymiarach „Panoramy Racławickiej”, 120 m obwodu i 15 m wysokości. Przedstawiał bitwę pod Sybinem.

Wystawiany był we Lwowie, Budapeszcie, Krakowie i Warszawie cieszył się dużą popularnością. W 1908 r. obraz nagle zaginął. Podobno J. Styka, nie otrzymawszy zapłaty od Węgrów, pociął go na sześćdziesiąt części i sprzedał. Dotychczas odnaleziono 31 fragmentów dzieła, z czego 14 sztuk jest przechowywanych w Muzeum Okręgowym w Tarnowie, rodzinnym mieście Bema.

Osobiście żałuję, że nie dotrwał on do naszych czasów, bowiem przez nie wywiązanie się z umowy zamawiającego stracona została bezpowrotnie szansa nie porównania go z Panoramą Racławicką.

Sybin uważany jest za jedno z najciekawszych miast Rumunii słynący z festiwali muzycznych i teatralnych. Od wieków jest stolicą artystów i rzemieślników. To tu zachował się jeden z największych rumuńskich średniowiecznych kompleksów miejskich.

Po wyjściu z autobusu spotkaliśmy się z rumuńskim przewodnikiem Michelem. Mówił pięknie po angielsku, ale ja żałuję, iż mimo żyjącej tu Polonii nie ma więcej polskojęzycznych przewodników (oprócz Jolanty w Bukareszcie). Ułatwiłoby to znacznie kontakty i zaoszczędziło czasu na tłumaczenie.

Wyruszyliśmy z nim na spacer po pięknej starówce, która zajmuje prawie 100 hektarów. By do niej wejść trzeba przejść przez bramę w murach obronnych, które zostały wybudowane w XIII wieku, jako zapora przed zagrożeniem mongolskim. Swoją rolę spełniły w XV wieku gdy dzięki nim mieszkańcy skutecznie odpierali ataki tureckie. Dziś są nie tylko niemym świadectwem tamtych lat, ale nadają urok Sybinowi.

Po kilkuset metrach doszliśmy do Grubej Baszty, w której mieścił się pierwszy publiczny teatr w Transylwanii. Teatr działał od 1 czerwca 1788 roku do 1949 roku z małymi przerwami, do czasu, gdy został zniszczony przez pożar i odbudowany dopiero w 2004 roku.

Idąc krętymi uliczkami i podziwiając zachowane do dzisiaj 500-letnie kamienice dotarliśmy do placu miasta Piata Mare (Wielki Rynek). Zaskoczyła mnie jego wielkość (142 m dł. i 93 m szer.). Jak się dowiedziałam jest jednym z największych w Transylwanii. Wokół znajdują się dziesiątki kafejek i barów czekających na turystów z całego świata. To przy nim wybudowany został w drugiej połowie XVIII wieku Brukenthala Palace, będący jednym z największych zabytków barokowych Rumunii. Kiedyś mieściła się w nim siedziba gubernatora Transylwanii, a obecnie Narodowe Muzeum Brukenthala. Jego nazwa ściśle wiąże się z habsburskim gubernatorem Siedmiogrodu Samuelem Brukenthalem, który rozpoczął kompletowanie pierwszych kolekcji około 1790 r. Szkoda, że nie mogliśmy wejść do środka.

Obok pałacu znajduje się Blue House, dom barokowy z herbem Sybina. Kilkadziesiąt metrów dalej jest Kościół Jezuitów i Rada Tower, dawna wieża fortyfikacji z 14 wieku, przebudowana kolejno przez lata. Przy placu ma swą siedzibę burmistrz miasta.

Duże wrażenie zrobiły na mnie dachy dwu-lub trzypiętrowych domów, w których małe okna przypominają przymrużone oczy.

Podziwiając architekturę weszliśmy do zbudowanego w pierwszej połowie XVIII w. kościoła Jezuitów. Jego monumentalna sylwetka w stylu barokowym widoczna jest już z daleka. My trafiliśmy na renowację jego elewacji, więc nie widzieliśmy jego piękna tylko przykryte siatką rusztowania. Podobno już w fazie projektowania miał pokazywać triumf kontrreformacji oraz wyrażać habsburską dominację.

To chyba, dlatego jego wnętrze charakteryzuje się przepychem zdobień, złoceń witraży i przepięknymi freskami znajdującymi się nad ołtarzem głównym.

Po wyjściu z kościoła oglądaliśmy z zewnątrz Magistrat z XVI w, wieżę ratuszową, Dom Pastora z portalem z 1504 roku, Dom Rzemieślnika.

Idąc powoli doszliśmy do Mostu Kłamców, pierwszej żeliwnej konstrukcji w Transylwanii. Nazwa jego związana jest z legendą wg, której, ma się on zawalić, jeśli stanie na nim kłamca. Obalił ją Ceausescu, który kilkakrotnie po nim spacerował. My również na niego weszliśmy. Podobała mi się jego ażurowa konstrukcja.

Wracając wstąpiliśmy do Katedry Ortodoksów czyli Sobóru Trójcy Świętej z 1904 roku. Już jej ciekawa fasada zachęca do tego by do niej wejść. W środku zachwyciła mnie swoimi ściennymi przepięknymi malowidłami świętych i ikonostasem, które emanowały ciepłem i spokojem. Byliśmy w niej chwilę, ale pozostawiła w nas niezapomniane wrażenia.

Nasz kilkugodzinny pobyt w tym urokliwym mieście skończył się i wyruszyliśmy do miejscowości Alba Julia (Biała Julia) by w kościele św. Michała, o godz. 13 uczestniczyć w odprawianej przez naszych księży mszy świętej.

Jadąc przewodnik opowiadał nam historię liczącego ok. 60 tys. mieszkańców miasteczka. Leży ono nad rzeką Maruszą w Siedmiogrodzie i posiada niezwykle cenne zabytki, ważne dla dziedzictwa kulturowego wielu narodów – Rumunów, Węgrów, a także Polaków.

Gdy przybyliśmy na miejsce niebo przykryte było ciężkimi deszczowymi chmurami, z których co chwilę padał przelotny deszcz.

W mieście znajduje się cytadela Alba Caroline z XVIII wieku wchodząca w skład górnego miasta i zamku. Pośród jej licznych zabudowań najstarszym obiektem jest wybudowana w XIII wieku w stylu romańsko-gotyckim katedra św. Michała z polskim akcentem. Kaplica Królewska skrywa nagrobek Izabeli – córki króla Polski Zygmunta I Starego, oraz nagrobek Jana Zygmunta Zapolyi – księcia siedmiogrodzkiego, który był synem Izabeli. Na szczególną uwagę zasługuje sarkofag Jana Hunyadyego, namiestnika Królestwa Węgierskiego po tragicznej śmierci Władysława Warneńczyka, kilkakrotnego zwycięzcy w walkach z imperium osmańskim. Katedra jest jednym z najważniejszych zabytków Siedmiogrodu.

Katedra robi wrażenie swą wielkością (długość 83 m, szerokość 38 m, wysokość 19 m). Gdy weszliśmy do środka rzuciło się nam w oczy jej surowe wnętrze, mała ilość zdobień oraz brak malowideł. Trafiliśmy na czas remontu i prawa strona zasłonięta była folią, mimo to robi wrażenie swoim surowym pięknem. Ołtarz jest bardzo skromny. Po bokach prezbiterium znajdują się bogato zdobione płaskorzeźbami stalle.

Msza odbyła się w bocznej nawie, w której był stary romański ołtarz, jeszcze z początkowego etapu budowy świątyni, oraz częściowo zachowane malunki z tamtego okresu. Uroczystość miała podniosły charakter, bowiem na wszystkich oddziaływała atmosfera tego niezwykłego miejsca.

By wejść na teren cytadeli należy przejść przez bramę 52 metrowej wieży dzwonnicy, z której droga prowadzi do Soboru Koronacyjnego. Na cokołach z lewej strony stoi popiersie króla Ferdynanda I, a z prawej jego żony Marii. Weszliśmy do niego w drodze powrotnej gdyż spieszyliśmy się na mszę w katedrze

Po niej mimo deszczowej pogody udaliśmy się na zwiedzanie cytadeli Alba Caroline. Naszym przewodnikiem był były reprezentant kraju w piłce ręcznej Cristian. Twierdza Alba Carolina, nazywana została na cześć cesarza Karola VI, jest wspaniałym zabytkiem XVIII-wiecznej sztuki fortyfikacyjnej. Bezpośrednio nawiązuje do francuskiego systemu fortyfikacyjnego stworzonego przez marszałka Francji Sebastiana Le Prestre Vaubana. Zajmuje około 70 hektarów powierzchni. Przy jej wznoszeniu pracowało 20 tysięcy miejscowych chłopów. Jest jednym z najlepiej zachowanych tego typu obiektów w Europie.

Idąc ścieżkami spacerowymi, co chwilę trafialiśmy na mosiężne rzeźby przedstawiające zarówno duchownych jak i zwyczajnych ludzi minionej epoki.

Z tyłu za katedrą znajduje się Pałac Książęcy z przełomu XIV i XV w. zbudowany przez biskupów, który został przebudowany w stylu renesansowym na siedzibę książęcą. Przed nią stoi pomnik Michała Walecznego na koniu. To on na krótko zjednoczył trzy państwa protorumuńskie: Wołoszczyznę, Siedmiogród i Mołdawię.

Stamtąd udaliśmy się na spacer w kierunku bramy głównej cytadeli. Naszą uwagę skupił duży żeliwny dzwon z pęknięciami. Od Cristiana dowiedzieliśmy się, że jest to pomnik na pamiątkę zjednoczenia ziem (1 grudnia 1918 roku) będących pod panowaniem austrowęgierskim z Królestwem Rumunii.

Idąc doszliśmy do wykopalisk ukazujących stare ulice, łaźnie i starożytne urządzenia do ogrzewania pomieszczeń. W pobliżu nich znajdowały się makiety przedstawiające wygląd tych miejsc przed wiekami.

Podziwiając piękne obiekty powoli doszliśmy do bramy głównej, która pokryta jest płaskorzeźbami z obu stron. Na jej szczycie stoi pomnik cesarza Karola VI na koniu. Bramy pilnują wartownicy w historycznych strojach, chętnie fotografujący się z turystami.

Po jej przekroczeniu ujrzeliśmy obelisk poświęcony pamięci przywódców powstania chłopskiego (1784), którymi byli Horea, Kriszan (Cri an) i (Clo ca). Tutaj ich więziono i tutaj w 1785 r. stracono. Z platformy obelisku rozciąga się wspaniały widok na miasto i okolice. Nieopodal znajduje się wykonana w brązie makieta pokazująca układ urbanistyczny tego miejsca.

Gdy spojrzy się do tyłu w kierunku bramy głównej można zobaczyć jak potężne były umocnienia twierdzy broniącej miasto. Część cytadeli nadal wykorzystywana jest, jako baza wojska rumuńskiego.

Jak wspomniałam w drodze powrotnej wstąpiliśmy do Soboru Koronacyjnego. Jest to najbardziej reprezentacyjna budowla miasta. Stoi on nieopodal katedry rzymskokatolickiej, nad którą wyraźnie dominuje. Było to działanie zamierzone przez budowniczych Soboru, którzy chcieli pokazać wyższość kultury i narodu rumuńskiego nad katolicyzmem, reprezentowanym głównie przez ludność węgierską. Budowę soboru rozpoczęto w 1921 r.

Sobór nawiązuje do doniosłego wydarzenia w historii miasta. 1 grudnia 1918 roku w tym miejscu odbyło się Wielkie Zgromadzenie Narodowe Rumunów z Transylwanii, Banatu, Kriszany i Marmaroszu, które wraz ze 100-tysięcznym tłumem jednomyślnie uchwaliło przyłączenie Transylwanii do Królestwa Rumunii. Nazwa Soboru pochodzi od uroczystej koronacji w tym miejscu króla Rumunii Ferdynanda I (1922), która – podobnie jak cała budowla – miała na celu ostateczne potwierdzenie prawa Rumunii do Siedmiogrodu.

Po pokonaniu kilku stopni weszliśmy do środka. Trafiliśmy na uroczystość ślubną, tak, że musieliśmy chwilę poczekać aż się ona zakończy i dopiero wtedy zaczęliśmy ją zwiedzać. Mimo, że wnętrze wykonano z drogich materiałów, to podobnie jak ikonostas nie robią wielkiego wrażenia. Są ładne, tchną dostojeństwem, ale widziałam w Rumunii ładniejsze, z których emanuje ciepło mam tu na myśli m.in. Katedrę Ortodoksów w Sybinie.

Po zwiedzeniu tych pięknych miejscowości udaliśmy się w dalszą drogę do Kluź -Napoka.

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk