Przywitanie z Afryką

Safari w języku ki suahili znaczy podróż. Jest to słowo wieloznaczne, bowiem odnosi się zarówno do podróży na tereny łowieckie, jak również pociągiem, autobusem czy samolotem.

Nasza trwała kilkanaście godzin, gdy po spotkaniu na lotnisku Okęcie via Paryż wylądowaliśmy w Johannesburgu. Było nas 21 osób plus nasza przewodniczka Agnieszka. Oprócz nas do Afryki leciały jeszcze dwie grupy z Polski, mające inne programy zwiedzania. My w programie mieliśmy RPA, Zimbabwe i Botswanę. Jak się później okazało, nasze drogi na turystycznym szlaku czasem się krzyżowały.

Nie była to moja pierwsza podróż na kontynent afrykański, jednak nie byłam nigdy tak daleko na południe Afryki. Dotychczas to były kraje Afryki północnej jak Egipt czy Maroko. W roku 2011 w Egipcie zastała nas tzw „wiosna arabska”, która uniemożliwiła nam zwiedzanie piramid oraz Kairu z jego wspaniałymi muzeami, chociaż pozostałe punkty programu zrealizowaliśmy w pełni. Ale to już zupełnie inna historia.
W Johannesburgu wylądowaliśmy w godzinach przedpołudniowych o czasie. Zegary wskazywały tylko jedną godzinę do przodu.28

Odprawa paszportowa przebiegała sprawnie po czym udaliśmy się po odbiór bagażu. Ponieważ przylecieliśmy z kraju w którym panuje zima, już na lotnisku poczuliśmy uderzenie ponad 30 st. C gorącego powietrza. Obecnie na półkuli południowej panuje lato, które trwa tu od listopada do marca. Zima zaś obejmuje czerwiec-wrzesień, pozostałe miesiące to pory przejściowe. Pory roku zaczynają robić się płynne, ponieważ zmiany klimatyczne docierają i tu. Wpływ na klimat ma szerokość geograficzna,wysokość n.p.m. oraz wpływ 2 prądów morskich. Wzdłuż wybrzeża wschodniego ciepły prąd mozambicki, a od strony zachodniej benguelski z Antarktydy, co skutkuje tym, że maksymalna temperatura w oceanie w miesiącach letnich wynosi tylko 14st.C.

Czekając na nasze bagaże zbieraliśmy się powoli, obserwując „customs”, którzy z pieskami na smyczy rasy wyglądającej na beagle (chociaż nie wiem czy na pewno nimi były) przechadzali się wśród podróżnych, czekając czy podczas obwąchiwania kolejnej walizki któryś z nich nie zacznie sygnalizować swoim zachowaniem przemytu narkotyków. Nas nie zaczepiały, ale po drodze widzieliśmy jak niektórym z podróżnym ”customs” każą otworzyć walizki i przeszukują rzeczy. Dziwnym trafem przeszukiwanymi były tylko osoby rasy białej. Podkreślam, że byliśmy już po odprawie paszportowo–bagażowej. Powoli razem z mężem kierowaliśmy się do wyjścia, dopiero po chwili zorientowałam się, że grupa została w tyle i jesteśmy sami, więc wróciłam żeby powiedzieć przewodniczce, że idziemy w kierunku wyjścia. Gdy wróciłam do miejsca w którym pozostał mój mąż nie było śladu ani jego ani walizek.

Wszczęłam więc gorączkowe poszukiwania i po jakimś czasie odnalazłam zrozpaczonego męża, ale już bez walizek. Okazuje się, ze został zatrzymany przez strażników z psami i podejrzany o przemyt alkoholu i papierosów w małej ważącej zaledwie 14 kg walizce. Ponieważ nie wiedział gdzie są klucze nie mógł jej otworzyć, więc strażnicy zatrzymali bagaż i kazali mu mnie szukać. Nie będę opowiadać szczegółów bo zajęło by to zbyt dużo miejsca. Na szczęście cała awantura skończyła się dobrze. Kosztowało nas to jednak dużo nerwów.8045

Ponieważ mieliśmy zamieszkać poza Johannesburgiem w pięknym zespole hotelowo-kasynowym, a doba hotelowa rozpocząć się miała dopiero za parę godzin wyruszyliśmy na zwiedzanie tego egzotycznego dla nas miasta. Johannesburg liczy sobie 5 milionów i jest zwany potocznie złotym miastem. Zaczęło się od tego, że w marcu 1886 australijski poszukiwacz złota George Harrison natknął się na ślady cennego kruszcu nie zdając sobie sprawy, że to największy w świecie fragment złotonośnych pokładów. Górnicy przez dziesięciolecia podążając za złotym kruszcem wybudowali szyby sięgające 4 km w dół. Taka głębokość powoduje, że na dole gdzie pracują, temperatura wynosi 50 st. C. By możliwa była praca na dole wykorzystując nowoczesne technologie, wdmuchuje się zimne powietrzem dzięki czemu, udaje się ją obniżyć do 30. Nazwa Johannesburg pochodzi od dwóch Janów, Holendrów,byli to Christian Johannes Joubert i Johan Rissik , którzy szukali złóż złota i budowali kopalnie.

Ostatnio przeprowadzane badania geologiczne ujawniły, że Johannesburg i okolice „leżą” dosłownie na złocie. Przy obecnym poziomie wydobycia starczy go jeszcze na 400 lat, tak, że górnik złota jest zawodem perspektywicznym.

Od 1994 oblicze miasta zmieniło się zasadniczo, okres apartheidu – ścisłej segregacji rasowej, kiedy to czarni byli wyganiani z miasta minął. Po przejęciu władzy przez czarnych miasto niszczeje a biali są zagrożeni. Teraz to oni opuścili miasto, pozostawili piękne domy w centrum i zamieszkali na obrzeżach miasta w strzeżonych osiedlach otoczonych murem i drutem kolczastym pod napięciem. Mijaliśmy na swej trasie te piękne domy z ogrodami pełnymi egzotycznych roślin i kwiatów. Wraz z białymi mieszkańcami poza miasto wyprowadziła się giełda oraz banki. Przykro było patrzeć na mijane, zaniedbane domy z oknami często zakrytymi gazetami i niszczejące chodniki których od lat nikt nie naprawia.68111

W zasadzie Johannesburg oglądaliśmy z okien naszego autokaru, bowiem jak ostrzegała nas pilot wycieczki Agnieszka, wysiadanie i spacerowanie po mieście było zbyt niebezpieczne. W centrum Johannesburga widziałam tylko jednego białego i to wychodzącego ze sklepu i wsiadającego do samochodu. Autokar opuściliśmy tylko dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy wchodziliśmy do dawnego hotelu Carlton aby z 50 piętra obejrzeć panoramę miasta. Carlton Centre ma 223 m wysokości i 50 pięter. Jest on najwyższym wieżowcem w Afryce. Uwzględniając to, że Johannesburg jest położony na wysokości 1765 m.n.p.m widok z wieży na panoramę miasta i okolice był imponujący. Widać było odległą o 50 km stolicę kraju Pretorię i jej stadion. A drugi gdy przez kilkadziesiąt minut spacerowaliśmy na placu imienia Mahatmy Gandhiego, na którym znajduje się przedstawiający go pomnik, oraz tablica pamiątkowa. Zarówno plac jak i pomnik upamiętniają wydarzenie związane z Gandhim. Jako prawnik zgodził się bronić jednego z przedsiębiorców hinduskich w Johannesburgu. Jadąc do miasta został wyrzucony z pociągu, gdyż jako „kolorowy” jechał w I klasie i nie chciał się przesiąść do klasy dla nich przeznaczonej. Scena ta jest pokazana w filmie „Gandhi”, który miałam możliwość oglądania w samolocie. 11711814120621

Do Pretorii wyruszyliśmy następnego dnia, chociaż nie była ona w planie naszej podróży. To dodatkowy bonus od naszej przewodniczki Agnieszki. Mogę tylko powiedzieć jedno, dużo byśmy stracili, gdybyśmy jej nie odwiedzili. Ale o tym w następnej części mojego opowiadania.

Przejeżdżając przez ulice tego niesamowitego miasta mijaliśmy targ zwany muti-muti. Sprzedaje się tu lekarstwa z ziół, ale nie tylko. W wydaniu afrykańskim to taka specyficzna medycyna ludowa skrzyżowana z szamaństwem. Na targu można zakupić nie tylko zioła, ale również leki wytwarzane na bazie szczątków zwierząt i ludzi……. 85 % czarnych mieszkańców RPA uważa, że najskuteczniejsze są wtedy, gdy uzyskiwane są (wyrywane) na żywca. Najlepsze podobno są z albinosa…. 80% społeczeństw korzysta z tego rodzaju leków, nawet część białych przyznaje się do tego. Szkoda, że nie można było przejść się wśród tych straganów, które nawet oglądane z okien autokaru robiły niesamowite wrażenie.6720

Jadąc ulicami Johannesburga mijaliśmy małe białe busiki pełne czarnych pasażerów, pełniące rolę komunikacji. Ulice pełne są samochodów wszystkich marek świata, prowadzonych w większości przez czarnych właścicieli. Lubują się oni w bieli ponieważ wśród pojazdów przeważa kolor biały. W RPA struktura zamożności społeczeństwa wygląda następująco: 20% to ludzie bogaci, pozostałe 80% posiada dochody zróżnicowane. Tak jak na całym świecie nie wszyscy mają pracę, bezrobocie jest duże bo wynosi 23%.P1250574P1250581

W mieście jest uniwersytet na którym studiował prawo Nelson Mandela. W następnych dniach będziemy odwiedzać miejsca związane z jego życiem. Był wybitnym człowiekiem, który poświecił swoje życie walcząc o równouprawnienie czarnych, nie chciał dominacji żadnej ze stron. Zapłacił za to straszliwą cenę, bowiem 27 najlepszych lat swojego życia spędził w więzieniu. Nie wszystko jednak szło zgodnie z jego pragnieniami. Ale o tym w następnych odcinkach mojego opowiadania.
Czarne społeczeństwo RPA nie lubi jednak wykształconych Murzynów. Mówią o nich „kokosy” – czarny z wierzchu a biały w środku.

Po zakończeniu zwiedzania miasta udaliśmy się do kompleksu hotelowo-kasynowego „Empreror Palace” miejsca naszego odpoczynku. Znajdowało się ono 5 minut jazdy od międzynarodowego lotniska OR Tambo w Johannesburgu. Tutaj na weekendy udają się mieszkańcy Johannesburga, okolic oraz turyści. Niektórzy tak jak my podróżujący po tym ciekawym kraju, aby odpocząć przed dalszą drogą, inni aby zagrać w którymś z licznych kasyn, a w zasadzie przegrać większe lub mniejsze pieniądze, a niekiedy cały majątek. P1250924

Przyglądałam się tym grającym i nie widziałam aby ktoś wygrał. Zdjęć nie bardzo można było robić, strażnicy reagowali zdecydowanie, ale uśpiliśmy ich czujność i wykonaliśmy kilka fotek. Aby wejść do naszej restauracji na kolację, musieliśmy przejść przez bramki wiodące do „jaskini hazardu”. Sygnalizacja swoistym piskiem często się włączała i wówczas zaglądano nam do torebek w poszukiwaniu broni, gdyż zakładano, że po przegranej niektórzy z rozpaczy mogliby nie tylko popełnić samobójstwo, ale czując się oszukanym, swoje żale mogliby skoncentrować na krupierach lub obsłudze kasyna. 20160218_20103913

Jeden z naszych współtowarzyszy Tomek, który kilka dni wcześniej wygrał niewielką sumę w blackjacka postanowił ponownie spróbować szczęścia. Podczas gry był świadkiem jak przy pobliskim stole z ruletką, pewna kobieta przegrała wszystko co miała. Na początku pieniądze z którymi przyszła, następnie wyczyściła konto, gdy się skończyły, zaciągnęła maksymalny debet, a na koniec zastawiła swój samochód. Gdy dotarło do niej, że jest spłukana, wszczęła taką awanturę, aż musiała interweniować policja ,która ściągnęła jej męża. Podobno wcześniej kilka razy wygrała, tak jak nasz kolega Tomek, który tym razem oprócz wcześniejszej wygranej przegrał również trochę swoich pieniędzy. Kolejny raz potwierdziła się zasada, że wygrywa tylko kasyno. No, ale my nie byliśmy zainteresowani hazardem, tylko przyglądaliśmy się grającym. Oprócz stołów z ruletką i do gry w blackjack, było setki rozmaitych maszyn tzw. „jednorękich bandytów” przy których gracze z wypiekami na twarzy co chwilę pociągali za dźwignię z nadzieją na wygraną.252

Po przejściu przez „jaskinię hazardu” udaliśmy się na kolację, które zawsze były wyśmienite, zawierały niespotykane egzotyczne potrawy tak, że nie bez powodu zaczęłam obawiać się o utratę mojej z trudem utrzymywanej figury.
42429
Następnego dnia mieliśmy w planie park lwów, który będziemy objeżdżać zakratowanymi ciężarówkami, następnie spotkanie z młodymi lwami i gepardem, karmienie żyraf, oglądanie rodziny surykatek, oraz odwiedzimy stolicę Pretorię.