Trwający od miesięcy niepohamowany napływ muzułmanów skutkuje tym, że część państw, przez które przepływają główne fale uchodźców zaczynają się dusić i żądają przyjęcia ich przez inne kraje, zwłaszcza Europy Środkowej w tym Polski.

Gdy widzę jak w naszych środkach przekazu odbywa się dyskusja dotycząca ich przyjęcia, to mnie mdli. Przecież sprowadza się ona tylko do tego, że wszyscy dyskutanci są za, żadnych głosów polemicznych. Ja chciałabym, by naprzeciwko tych, którzy tak bardzo promują otwarcie naszych granic znalazły się głosy przeciwników ich przyjęcia. Zastanawiam się, kiedy wróci normalność i naprzeciw pani J. Ochojskiej czy redaktora Bobińskiego zasiądą np. W. Gadowski czy M. Piłka, byśmy na żywo mogli śledzić wszystkie argumenty za i przeciw. Przecież w publicznych środkach przekazu powinno dochodzić do wymiany zdań i ścierania się poglądów. Na ich podstawie odbiorca miałby szansę wyciągnięcia wniosków, zwłaszcza w sytuacji, gdy różnymi sposobami chce się na nas wymusić przyjęcie dziesiątków tysięcy obcych nam kulturowo ludzi. Gdy się na to zgodzimy musimy zdawać sobie sprawę, że będzie to miało brzemienne skutki nie tylko na naszą przyszłość, ale naszych dzieci, wnuków i kolejnych pokoleń. Po wysłuchaniu takich debat powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy zgadzamy się na dziesiątki tysięcy arabskich emigrantów, arabskie dzielnice w Polsce, wzrost przestępczości i ciągłe niepokoje?.

Jak pokazują doświadczenia krajów europejskich forsowany na siłę przez Zachód projekt ideologiczny multi-kulti okazał się całkowitą klęską. Dziesięciolecia pokazały, że przyjmowanie obco kulturowych ludzi tworzy podwalinę napięć, które prędzej czy później skutkują niekończącymi się konfliktami. No, ale u nas o tym się nie mówi. Ani słowa o tym gdzie będą mieszkać, co z chorobami, które ze sobą przywiozą, jak zorganizować opiekę lekarską, co będzie jak skończy się unijna pomoc. Gdy pojawią się przestępstwa w tym zabójstwa honorowe i przemoc wobec kobiet, według jakiego prawa będą sądzeni – polskiego czy szariatu?

Gdy słucham bredni na temat tego jak to nowo przybyli wzbogacą naszą kulturę, to od razu stają mi przed oczami płonące miasta Zachodu. Widząc, przez co przechodzi Zachód nasze granice powinny być dla nich zamknięte, dzięki czemu oszczędzimy sobie chaosu i niekończących się problemów.

Uważam, że tym ludziom należy pomoc, ale pomocy powinniśmy udzielać w miejscach ich zamieszkania w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Dlatego powinno się ich wszystkich z powrotem odesłać, a płynących zawracać do portów, z których wypłynęli. W państwach afrykańskich i na Bliskim Wschodzie zrobić dla nich obozy, w których czekaliby do czasu zakończenia wojen i powrotu do własnych krajów. By zapewnić im bezpieczeństwo obozy te powinny ochraniać siły ONZ i NATO. W inny sposób nie opanuje się tej sytuacji. Chyba, że decydenci UE chcą by do Europy wyemigrowała cała Afryka, a my staniemy się gośćmi na własnym kontynencie.

My nie powinniśmy się sugerować tym, co o nas będą mówili inni. Powinniśmy zadbać o polskie interesy, nie patrząc na to czy się to, komu w UE podoba czy nie. Niczego nie zawdzięczamy Afryce i Bliskiemu Wschodowi. Gdy Niemcy z Rosją łożyli na dnie Bałtyku Gazociąg Północny, to nie kierowali się solidarnością z Polską tylko patrzyli na własny interes, więc dziś niech nie mówią o solidarności. Skoro matka A. Merkel otworzyła dla muzułmańskich imigrantów niemieckie granice to znaczy, że wie, co robi i to jest jej, a nie nasz problem.