Rok 2011. Minister spraw zagranicznych Radek Sikorski wszczyna awanturę z Litwinami o ich konstytucję i zasady deklinacji w ich własnym języku. Litwini wytrzeszczają oczy i nic nie rozumieją – sojuszniczy Czesi jakoś nie dostali żadnej noty dyplomatycznej czepiającej się pisowni „Tina Turnerova”. Tłumaczą, że deklinacja i konstytucja. Radek jeszcze na słowo „konstytucja” nie reaguje jak cola na mentosa.
Tymczasem wśród litewskich środowisk polskich lęgną się osobnicy podejrzanie często chwalący Putina. Wśród litewskich nacjololo zresztą też.
Niedługo później stojący po polskiej stronie granicy pomnik litewskiego teatru zostaje osprejowany w rączki z mieczykiem. Litwinów to słusznie denerwuje. Do machania sprejem pośrednio przyznaje się grupka nacjololo z Krakowa, wyrzucona uprzednio z jednej z organizacji nacjonalistycznych za prorosyjskie odchylenia. Polska policja nie robi z tym kompletnie nic.
I tak to się, pry państwo, kręciło.
Autor: Gerardyna Wrocławska
Fot. MSZ/Gov.pl
Zostaw komentarz