Co przeciętnie zajmuje umysły zwykłych ludzi? To, co im do głów wepchną inżynierowie dusz. Liczba “ogromnie poruszających” i “niezwykle ważnych” tematów, które się ostatnio pojawiły na tapecie o mało mnie nie przerosła. Po jakimś czasie na szczęście ułożyły się one na osi czasu, wraz z z całą otoczką im towarzyszącą.
Co wzrusza i porusza czułą duszę człowieczą? Cierpienie drugiego człowieka. Szczególnie duszę celebryty/tki. Tu czasem wystarczy zyg zyg paluszkiem i już, deus ex machina wyskakuje on/ona przed kamerę i okazuje swoje wielkie i niekłamane współczucie oraz przejęcie. Aktorka Ostaszewska gdy tylko usłyszała o 1o dzieciach z ogarniętej wojną Syrii, zarżała niczym koń bojowy, stanęła przed obiektywem i, ze ściągniętym bólem obliczem(wielka kreacja) zaapelowała, zawołała, stanęła do walki o ich dobro. Mniejsza o to, że nie wiadomo było, o kogo chodzi – ważne, że mogła okazać swój wielki humanizm i wrażliwość. W pewnych granicach oczywiście, tj. nie padła żadna deklaracja o przyjęciu pod swój dach nieokreślonych berbeci. Po pewnym czasie okazało, się że z tymi dziećmi było tak, jak z Niderlandami od Zagłoby dla króla szwedzkiego. Bolejące serce aktorki nie bardzo się chyba zrealizowało w tej sytuacji – obawiam się, że za chwilę znowu ujrzymy jej przeszyte cierpieniem oblicze.
Okazja po temu pojawia się wyborna, bo oto nowy temat ad portas – nasi bracia i siostry drzewa. Kolejny temat do obróbki. Grupy fotografują wycinki, rozdzierają szaty rozgłośnie i stacje tv – dla każdego coś miłego.
Mało naszej bohaterki – wiadomo, że gdy tylko coś “się dzieje się” do boju rwą się i rwać zawsze ochoczo będą następni.
I okazało się, że temat goni temat – spektakl się pojawił w Teatrze Powszechnym.
Tak, w tym teatrze Zygmunta Huebnera, w którym w latach 70 oglądałem z wypiekami na twarzy “Sprawę Dantona” w reżyserii Wajdy, w którym dane mi było dzięki Jerzemu Zelnikowi ujrzeć w 2008 r. wirtuozowski popis śmietanki polskich aktorów (m.in. Machalica, Zapasiewicz, Kaczor, Stroiński) w “Glengarry Glen Ross” Mameta.
Elegancja i wielki warsztat Huebnera, jego uparte trwanie przy esencji teatralnej materii, tym co definiuje i stwarza ten wspaniały świat, okazują się być passe. “Tera nie taki teatr siem robi”. Robi się – wyzwolony. Ze wszystkiego. W szczególności z tego, co pozostawił Huebner.
W tej sytuacji nie trzeba było długo czekać, żeby rwący się przed mikrofony i kamery dostąpili spełnienia.
Jużci Daniel Olbrychski grzmotnął (na szczęście bez użycia szabli), a wczoraj Janda Krystyna w radio jakimś zaczęła snuć paralele między straszliwą opresją komunizmu a czasem obecnym – wszystko to w obronie wolności twórczej, rzekomo straszliwie zagrożonej w ruinach Teatru Powszechnego. Wywiad ten był zresztą niejako automatycznie okazją do potwierdzenia przeświadczenia aktorki o własnej wielkości i wadze dla kultury. Nie napiszę, że narodowej, bo to mogłoby się nie spodobać.
Tu jakoś dziwnie przypomniał mi się tekst Roberta Stillera o niej (cyt.z pamięci): “…Krystyna Janda jakąkolwiek gra postać jest w niej zawsze i wyłącznie … Krystyną Jandą – tak samo wymachującą rękami, operującą tym samym, manierycznym zestawem środków”.
Ponieważ mikrofon odebrał słuchaczom tę niepowtarzalną okazję ujrzenia aktorki, pozostało tylko raczyć się głębią jej przemyśleń, wśród których szczególnie przerażająca była wizja kontynuacji cyklu “Człowiek z …”. Przerażająca z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze – podniesienia płyty nagrobnej na tymże, którą stał się “Wałęsa człowiek z nadziei”.
Po drugie – wysokiego prawdopodobieństwa ujrzenia w kolejnym zombie odcinku Krystyny Jandy w roli, jak zawsze … Krystyny Jandy.
A “Klątwa”? Wyspiański? To tu najmniej istotne. Od czasu dłuższego trwają pogłębione operacje na dramatach. Wszystko na sprzedaż. Swego czasu słuchałem przecierając uszy wywiadu z niemieckim reżyserem, który realizując Hamleta odkrył, że tenże książę duński był zarazem … i kobietą i mężczyzną, w związku z czym powierzył rolę nieszczęśnika …parze aktorów!
Co my tu jeszcze mamy? “Pan Tadeusz” był kobietą … Jurand ze Spychowa miał relację seksualną z Krzyżakami …
Otwieram konkurs – wolność najważniejsza.
Autor: Wojciech Konikiewicz