Przeglądając media natrafiam na przeróżne trendy zauważyłem pewną prawidłowość, tylko czasem potwierdzaną wyjątkiem. Systematycznie powtarzająca się „prawidłowość” w sferze obecności wysokiej, klasycznej sztuki w życiu powszednim. Moje obserwacje zawęziłem do sfery muzyki.
Oczywiście wysublimowane działania artystyczne mają swój czas i miejsce – spektakle, wernisaże, występy, projekcje czy performance. Trudno oczekiwać by działania marketingowe opierały sukces szerokiego zasięgu i odbioru dzieł Krzysztofa Pendereckiego, Henryka Mikołaja Góreckiego czy Witolda Szalonka. Częściej „cytowane” są dzieła Wojciecha Kilara, ze względu na jego wielki wkład w polską muzykę filmową.
Nie mam na myśli „wpychanie” kultury „pod strzechy”- o zmuszanie czy epatowanie sztuką. Często sztuką nie przystosowaną do powszechnego odbioru ze względu na utratę jakości samej materii artystycznej.

foto:Dumitru Vlah, unsplash.com

Nie chodzi o to by np. na każdym miejskim czy gminnym rynku wystawiać opery, sztuki dramatyczne, spektakle muzyczne czy występy filharmoników.
Myślę o najprostszej możliwej transpozycji – o przełożenie jakości, klasyki, kultury bogatej w doznania do codziennego funkcjonowania człowieka.

Nie przez przypadek muzykoterapia zajmuje coraz ważniejszą rolę i funkcję w procesach leczenia. Terapia poprzez sztukę, również muzykę stała się częścią medycznych terapii. Rehabilitacja często jest oparta o zajęcia rozwijające duszę i umysł. Działanie kojące, refleksyjne ale i wzbogacające odczuwanie – odkrywanie na nowo możliwości percepcyjnych człowieka, wzmagające koncentrację stanowią swoisty trening emocji. Wpływ muzyki podnosi również odporność psychiczną i immunologiczną przez tworzenie poczucia odprężenia, pozytywnego przekazu, pobudzenia wyobraźni, pobudzenia produkcji hormonów i regeneracji organizmu.

Dominika Zamara, światowej klasy diwa operowa foto:Dominika Zamara facebook, https://dominikazamara.eu/index.php/pl/

Koncentrując się na potrzebach duchowych. Tak często pomijanych przez homogeniczny – łatwostrawny świat oparty o najgorsze przesłanki wypływające z unifikacji i globalizacji społeczeństw. Możemy naprawdę ujrzeć moc sztuki i jej wpływ.
Globalizacja posiada zalety lecz akurat do jej wad należy uśrednianie i wyznaczanie sztucznych trendów. Figuratywne slogany wpajane przez PR’owy mainstream powodują spłaszczenie horyzontów i wytworzenie potrzeb skrojonych na miarę „reklamodawców” lub mówiąc prościej „produktu”. Produktem jest zarówno „jogurt” ale i płyta, koncert, rzeźba, moda – ubiór, biżuteria, styl życia, wiara, nowe tradycje i zwyczaje itp. itd. Czyli wszystko co można wykreować i promując zagnieździć w mentalności społeczeństw.

Skupię się na prozaicznych sprawach lecz według mnie ważnych z punktu widzenia popularyzacji i przybliżania wartościowych elementów kultury i sztuki.

foto:Nunes Diogo unsplash.com

Nawiąże do promowania muzyki wykonywanej przez operową Diwę o międzynarodowej klasie Dominice Zamara. Nasz śpiewaczka należy do światowej czołówki najlepszych głosów. Jest promotorką Polski ale nie tylko. Jest promotorką sztuki – wysokiej kultury i szacunku do tradycji i roli Artysty w życiu społecznym.
Tym razem poruszając temat Artystki pochodzącej z Wrocławia skoncentruję się na wyżej poruszonym temacie. Promocji bylejakości zamiast klasowego, markowego i zapewniającego twórczość najwyższej klasy utworu w wykonaniu np. Dominiki Zamary.

(Plany koncertowe wspaniałej polskiej Artystki: TUTAJ

Dominika Zamara, światowej klasy diwa operowa foto:Dominika Zamara facebook, https://dominikazamara.eu/index.php/pl/

Dlaczego Dominika Zamara i dzieła, które wypływają z duszy nie są promowane równie zażarcie jak wspomniana homogeniczna papka? Nie chodzi mi o odtwarzaniu wykonanych na najwyższym poziomie pieśni Fryderyka Chopina o każdej porze dnia i nocy.
Nie proszę o reklamy przysłowiowych „jogurtów i proszków do prania” z muzyką w wykonywaną przez artystów spełniających się w sferze sacrum. Choć „nawiasem mówiąc” nie miałbym nic przeciwko temu by każda „zwykła” reklama była zilustrowana dobrą jakościową muzyką w profesjonalnym wykonaniu a często tak nie jest. Podkład muzyczny często nie zasługuje na miano drugiego członu „muzyczny” a raczej sztucznie – syntetyczny. Najsmutniejszy jest fakt, że często melodie z reklam czy akcji promocyjnych (np.w plenerze) tak głęboko zostają zapamiętane, że konsumenci – czyli słuchacze nucą takowe, w przekonaniu, że jest to utwór…
Na szczęście czasem producenci chcąc zapewnić poziom jakościowy zatrudniają muzyków, który tworzą melodie,podkłady lub piosenki – naprawdę da się usłyszeć różnice.

foto:Stefany Andrade, unsplash.com

Sugeruję, że programy poświęcone fundamentom, z których wyrasta sztuka czyli „produkcje” radiowo-telewizyjno-internetowe poświęcone sztuce klasycznej często nie posiadają przystępnych pasm nadawania. Często w sieci nie są wystarczająco promowane. Marginalizowanie promocji do oplakatowania słupów ogłoszeniowych nie jest do końca skuteczną promocją.
Nawet bogate, ciekawe strony i internetowe transmisje, produkcje, materiały największych oper czy teatrów bądź twórców kina niezależnego, ambitnego nie gwarantują skutecznej popularyzacji

Popularyzacja wcale nie musi oznaczać pauperyzacji dzieł. Ponadczasowy charakter i złożoność utworów zapewnia odporność materii na „de-jakościowy” ubytek kulturalny. W moim przekonaniu muzyka pozwala na edukację i kierowanie, wychowanie społeczeństwa w sferze rozpoznawania wartościowej sztuki. Bynajmniej nie chodzi mi o wartość monetarną ale o poziom pokładów emocji i głębię oraz wielopłaszczyznowość możliwości odczuwania sztuki. Wielo warstwowość w budowie – w procesie sztuki, w procesie tworzenia, wiedza, merytoryka i iskra talentu jest widoczna bez względu na materiał. Zarówno sfera dźwięków, farb, brązu, drewna, kamienia etc. tworzy bezcenne paliwo dla tradycji i kręgosłupa moralnego społeczeństw.

foto:Marcela Laskoski, unsplash.com

Moje wywody chciałbym poprzeć dość ryzykowną ale pochodzącą z mojego przekonania i doświadczenia w branży PR i mediów.
Uważam, że reklama dowolnego produktu, promocja dowolnego wydarzenia lub zapowiedź – dżingiel promujący kampanię lub hasło oprawione w klasykę będzie wiecej „ważył” niż złożenie przypadkowych dźwięków oderwanych od jakichkolwiek zasad tworzenia, inspiracji i korzystania z wrażliwości. Zaaranżowanie klasycznej frazy przez profesjonalnego muzyka – aranżera lub napisanie przez niego dedykowanego utworu (jak wcześniej pisałem) pozwala na wzbogacenie przekazu o pozytywną rolę wpływu prawdziwej muzyki na człowieka.

W klasyce drzemią zręby duszy – w moim przekonaniu. Muzyka „łatwa, lekka i przyjemna” nie musi składać się z przysłowiowej „jednej nuty”.
Nie chodzi mi o wywyższanie jednego gatunku przed drugimi ale o fakt, że jeśli inspiracją lub „bazą” do rocka, popu, r’n’b, rapu, hip-hopu, jazzu, bluesa czy muzyki elektronicznej jest klasyka – zawsze będzie to wyczuwalne. Nawet jeśli jest niesłyszalne to jakość i przekaz różni się na firmamencie sztuki popularnej. Często twórcy chociażby r’n’b inspirujący się dziełami Czajkowskiego, Beethovena, Bacha, Chopina czy Mozarta niezauważalnie podnoszą ładunek i jakość swojej twórczości.

foto:Shayna Douglas unsplash.com

Jako miłośnik różnorodnych gatunków spotykam się ze zjawiskiem, że twórcy tych popularnych nie zdają sobie czasem sprawy ze swoich inspiracji „sztuką wysoką”. Właśnie często dzięki jednemu elementowi w lawinie mocnych bitów, dźwięków basów i „hausowych” brzmień wychwytuję niuans świadczący o czerpaniu od klasyków. Może czasem nieświadomym, zakorzenionym w duszy lub w edukacji muzycznej.

Zestawienie Artysty klasy Dominiki Zamara z muzykiem r’n’b czy house pozornie jest kontrowersyjne. Lecz jeśli jestem pewien, że oboje są 100% oddanymi sztuce to należy szanować i podziwiać chęć oraz potrzebę ich dzielenia się ze światem wrażliwością i co ważne profesjonalizmem.

Nawet sztuka użytkowa może stać się „nicią”, po której do „kłębka” czyli rezerwuaru wartości trafi człowiek wrażliwy na bodźce emocji i prawdy złożonej w nuty, słowa, kolory czy kształty dzieła.

Żałuję, że w tak dużej ilości powstają proste – wręcz prostackie pseudo – dzieła, które przez swoją masowości popularność otaczają i żyją w społeczeństwie przez lata. W sferze muzyki są to swoiste bezwartościowe puste dźwięki, które mogły by być zastąpione przez równie nowoczesną ale nie pozbawioną wartości sztukę.

foto:Tetiana Shyshkina, unsplash.com

Dlaczego zamawiane są rzeźby lane na sztampie w produkcji masowej a nikt nie wzbogaci wnętrza domu i swojej duszy rzeźbami wykonanymi ręcznie przez Artystę.
Dlaczego społeczeństwo czeto zakupuje „lanszafty”, „obrazy dekoracyjne” w „Dużych” sklepach zamiast zamówić lub wybrać już stworzone dzieła nawet mniej znanych artystów plastyków? Przecież dzieła wykonane ludzką, „osobistą” ręką nigdy nie stracą na wartości. Indywidualny obraz – jedyny i niepowtarzalny stanowi wartość nie tylko płótna,papieru i farb czy ramy. To wartość oddanej duszy i emocji oraz wyobraźni, cząstki prawdziwej sztuki. Obrazy, rzeźby, grafiki pochodzące z masowej drukarni są warte tyle ile materiały, których użyto do ich masowej produkcji. Nie są indywidualne i są odtwórcze, nie wykreowane.

Dlaczego przysłowiowy „boom – box” ma przewagę nad muzyką „na żywo”?

Dlaczego opera jest wtłaczana w świadomości jako przedstawiciel niedostępnej sztuki, klasycznej, poważnej, nudnej – a może pop prostu wymaga innego podejścia i warunków. Jest to zadanie nie tylko dla szkoły ale dla promotorów by zmieniać stereotypy.
Nie chodzi mi o zabawę na weselu, ani o różnicach w gustach, czy narzucanie określonych ram. Każda muzyka ma swoje miejsce i czas. Chodzi o masowość wspierania bylejakości i pustych wydmuszek udających twórczość.

Chcę oglądać wartościowe i mocne reklamy, rzeźby i obrazy, doświadczać prawdziwych promocji marketingowych jakościowych „produktów” czy słuchać dżingle autorstwa i wykonaniu Artystów.

foto: Vincenzo-Tabaglio unsplash.com