Organizacje prozwierzęce, ekolodzy i różne NGOsy wzbudzają coraz więcej podejrzeń, zwłszcza w okresie rozliczeniowym i 1 proc. Straż dla Zwierząt jest jedną z wielu kontrowersyjnych organizacji prozwierzęcych, która zabiera hodowcom nie tylko zwierzęta towarzyszące, ale też gospodarcze. Następnie informuje korzystając z dramatycznych opisów, że potrzebne są dziesiątki tysięcy na ich utrzymanie. Co dzieje się z zabranymi przez Straż zwierzętami? Ustaliliśmy, że niebawem materiał na ten temat wyemitować ma Telewizja Polska.

O sprawę zapytaliśmy też Piotra Kłosińskiego, prezesa Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

Organizacje prozwierzęce to maszynki do…

„Nie chodzi tylko o Straż dla Zwierząt. Więcej organizacji budzi emocje. Często bardzo słusznie, jak np. Pogotowie dla Zwierząt, zdelegalizowane i działające dalej pod identyczną nazwą; mało tego, prezes Pogotowia, skazany kilkukrotnie za przywłaszczania zwierząt ma zakaz prowadzenia tego typu organizacji i dalej odbiera telefony nowego Pogotowia. Takie patologie zdarzają się coraz częściej, a organizacje prozwierzece to maszynki do robienia pieniędzy. Na szczęście nie wszystkie” – mówi Kłosiński, kynolog.

Pytać każdy może

Zadaliśmy sześć pytań Straży dla Zwierzat. Zapytaliśmy m.in. „Jak to możliwe, że zbierając na zwierzęta gospodarskie (konie, bydło, trzodę chlewną) dokumentujecie to fakturami takimi jak faktura 29 /01/2018 za odrobaczanie psów i kotów?” oraz o to „Czy prawdą jest, że interwencja w Mokrosęku była prawnie obsługiwana dla SdZ przez mec. Katarzynę Topczewską, której nadal nie zapłaciliście 20 tys. zł?”.

Do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi na zadane pytania.

Organizacje prozwierzęce w chińskich mundurkach

„Być może prawda nie wygra tej batalii. Nie wiadomo. Oni mają media, przychylność i bazują na dobrej wierze ludzi, którzy nie spodziewają się podstępu. Mało tego, wolontariusze wielu organizacji prozwierzecych są pełni dobrych intencji, nie wiedząc, że biorą udział w zwyczajnym biznesie. A nazwy straż, pogotowie, komenda, inspekcja, inspektorat tylko pomagają oszukać zwykłych obywateli, że mamy do czynienia z jakimiś urzędnikami, służbami. Wszystko to wzmocnione jest chińskim, ale ładnie wyglądającym mundurem, przypominającym mundury np. straży miejskiej, a na plecach napis „Inspektor ds. zwierząt” zbudzać ma respekt. Wszystko nierzadko to zwyczajna kpina i oszustwo kosztem zwierząt” – tłumaczy Piotr Kłosiński, prezes PPK.

„Pomagajmy, ale mądrze. Zwłaszcza organizacjom prozwierzecym, które znamy osobiście” – puentuje.

Polskie Porozumienie Kynologiczne jest jedną z dwóch największych organizacji kynologicznych w Polsce. PPK jest członkiem międzynarodowej organizacji kynologicznej World Kennel Union.