Pacyfikacja Galicji z 1930 roku jest często przedstawiana jako dowód polskiej nienawiści do Ukraińców. Tyle że z tej opowieści bardzo często znika najważniejszy element – fala terrorystycznych działań OUN: podpalenia, sabotaże i prowokacje wymierzone w państwo polskie.

Polska miała pełne prawo, a nawet obowiązek, odpowiedzieć na terroryzm. Nie można mieć pretensji do państwa, że broni swoich obywateli i porządku publicznego.

Moim zdaniem problem tkwił gdzie indziej. Zamiast skoncentrować się na sprawcach, zastosowano odpowiedzialność zbiorową. Ucierpiało wielu ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z działalnością OUN.

I właśnie na to liczyli ukraińscy nacjonaliści.

Ich celem było nie tylko przeprowadzanie zamachów, ale również sprowokowanie polskich władz do działań, które odwrócą ukraińską ludność od II Rzeczypospolitej i ułatwią radykalizację społeczeństwa. Niestety, w znacznym stopniu ten plan się powiódł.

Dlatego uważam, że pacyfikacja Galicji była przede wszystkim politycznym błędem, a nie błędem dlatego, że walczono z terroryzmem. Błędem było to, w jaki sposób z nim walczono. W efekcie Polska nieświadomie pomogła OUN osiągnąć jeden z jej strategicznych celów.

To jest moja ocena tej historii. Chętnie poznam Wasze zdanie.

Czy zgadzacie się z tezą, że największym zwycięstwem OUN w 1930 roku było sprowokowanie polskich władz do reakcji, która przyniosła nacjonalistom polityczne korzyści?