Dzień mi dłużyć się zaczyna
proszę Pana Listopada
Zwykle szybko mi Pan mijał
Późno… Spać już pójść wypada…

Czemu w sny się Pan zakrada?
I spokoju mi nie daje…
Z Panem swą samotność zdradzam
Choć Pan przecież nie jest Majem…

Po kryjomu Pan dziś u mnie
nagość swym uporem pieści
Ach jak było by nam cudnie
Cały rok w ramionach zmieścić…

Cały rok? Cóż głupia, plotę
Takich lat dziś mogę przysiąc
Biorąc pod uwagę słotę
z Panem mogłabym i tysiąc…

Pan wytrwały jest… To miłe
Pan od dawna nie odpuszcza
I choć jeszcze śpią motyle
To dzień dłuższy, a noc krótsza…

Jak się z Panem mam rozmówić?
Kawa? Spacer? Lot w nieznane?
Pan mi pisze, że mnie lubi…
A ja marzę o szampanie…

Może Grudzień się wraz z nami
spotka w cichym tête à tête…
Ja tak między ust wierszami,
ale Pan najlepiej wie…

fot. Andrzej Kaletyn