W połowie lipca, kiedy zaczęło być coraz głośniej o Turowie, pojechałem tam razem z posłem K’15 – Stanisławem Żukiem. Stanisław przez wiele lat byl prezesem kopalni Turów a karierę zrobił „od robola do dyrektora”, czyli zna zakład doskonale i z każdej strony.

Na miejscu poznałem wiele szczegółów, o których nigdzie się nie słyszy- np. taki, że Czesi argumentują konieczność zamknięcia kopalni m.in. ze względu na bliskość granicy dopuszczalności hałasu ( w decybelach). No i Unia uznaje ten argument, chociaż stan faktyczny jest taki, że aby tę granice przekroczyć trzeba byłoby otworzyć jeszcze jedną kopalnię o podobnej do Turowa wielkości.

Czesi skarżą się również na rzekome obniżanie się u nich poziomu wód gruntownych w studniach, ale co ciekawe nie obniża się u nich poziom wód w żwirowniach i innych zbiornikach. Mało tego – wychodzą z założenia, że to tylko nasza kopalnia przyczynia się do spadku poziomu gruntówki ale wciąż pracujące obok niemieckie i czeskie już nie.

Ani Czesi, ani TVN-y czy inne „wolne media” traktujące wszystkie (nawet absurdalne i szkodzące Polsce) decyzje UE jak świętość ani słowem się nie zająkną o tym, że w Czechach w połowie października będą wybory i że czeska Lewica wespół z Zielonymi sprawę Turowa traktują jako paliwo wyborcze…

Wspomnicie moje słowa – po wyborach w Czechach nagle ruszą rozmowy i zostanie osiagnięty kompromis.

Dziś niestety sytuacja wygląda marnie. TSUE nakazuje Polsce płacić pół miliona euro dziennie za funkcjonujacą kopalnię a na dodatek cała zadyma dzieje się, gdy jesteśmy tuż po ukończeniu potężnego, wartego miliard euro bloku energetycznego w sąsiadującej z kopalnią elektrowni w Bogatyni, która bez węgla stanie…

I na koniec- w jakimś wymiarze rozumiem Czechów, bo mają wybory i podobny do naszego ustrój państwowy, który powoduje, że w kampanii używa się najpaskudniejszych świństw i kłamstw przedstawianych przez połapane z partiami media jako „święte prawdy”…

Ale za skarby ziemi nie zrozumiem wspierania tej całej hucpy przez część polskich parlamentarzystów i naszych europarlamentarzystów. Dla mnie to albo zdrada stanu albo przykład skrajnego nawiedzenia.

 

I tak mi się jakoś skojarzyło (to nawiedzenie) z ostatnimi publicznymi wypowiedziami jednej z naszych europosłanek, która domaga się wprowadzenia zakazu jedzenia mięsa, bo (cytuję Panią Europoseł) „wszyscy jesteśmy zwierzętami”:..

Cóż, skoro tak, to proponuję Pani Europoseł, aby poszerzyła swój postulat i zażądała wprowadzenia unijnego zakazu wzajemnego zjadania się przez WSZYSTKIE zwierzęta. Na początek w Polsce. A jeśli się do tego Polska nie dostosuje to ubłagać proszę w TSUE wyrok obciążający nas karą miliona euro dziennie aż do czasu, gdy koty przestaną jeść myszy a szczupaki płotki.

Dobrego Dnia.

Paweł Kukiz
Poseł na Sejm RP, Lider K’15