Dawno temu moja koleżanka wówczas nauczycielka zwróciła uwagę na pewną prawidłowość. Ilekroć wódka drożała podwyżki otrzymywali nauczyciele i inni pracownicy tzw. budżetówki.
W tych czasach (słusznie minionych!) nie było co prawa żadnych internetów a i o zwykły telefon było trudno (zwykły nie oznacza smartfona ale prawie mebel ze słuchawką uwiązany trwale na drucie) mimo to informacja niosła się chyba nawet szybciej, niż dzisiaj.
Zatem odkrycie Krystyny po kilku tygodniach obiegło całą Polskę.
Mizeria rządów Jaruzelskiego spowodowała bowiem parcie budżetu na alkohol. Po kilku latach pojęcie „pijany budżet” trafiło nawet do oficjalnego języka opozycyjnej ekonomii.
I teraz, po latach, mamy powtórkę z rozrywki.
Dla poprawy zdrowia społeczeństwa Jaruzel… pardon, Donald Tusk planuje podwyższenie cen alkoholu.
Dokładnie tak było 40 lat temu. Żeby graniczyć pijaństwo co rusz podwyższano ceny alkoholu jednocześnie pozornie ograniczając jego dostępność.
Pamiętacie zapewne przebój Ireneusza Dudka „Za dziesięć minut trzynasta” (1986)?
Trzynasta wybiła, wstaje nowy dzień
Ruszyła kolejka, wszystkim lżej
Życie po trzynastej tu zaczyna się
Poproszę trzy flaszki, nie pięć!
Mało kto jednak pamięta, że zakaz sprzedaży alkoholu przed 13 nie obejmował sieci sklepów eksportu wewnętrznego czyli tzw. PEWEX-ów. Tam alkohol (oczywiście za dewizy bądź tzw. bony dolarowe) można było kupić już po otwarciu sklepu, z reguły po 10 rano. Co więcej, ceny nie były wcale zaporowe.
Pamiętam, że kiedyś udało mi się kupić 0,7 duńskiej wódki Danzka w cenie 0,5 polskiej żytniej, wówczas zresztą najlepszej na rynku krajowym.
A Naród to widział i pękał ze śmiechu.
Szczególnie wówczas, gdy okazało się, że za walkę z alkoholizmem odpowiada trzech generałów – Oliwa, Baryła i Żyto!
Przy okazji Jaruzelski załatwił sprawę niskich emerytur.
Alkohol był trudno dostępny (wyobraźcie sobie kraj, w którym w wielu miejscowościach w sobotę sklepy monopolowe otwarte są do 13, więc nie mogą handlować aż do poniedziałku) i dlatego powstała instytucja tzw. babci, wulgarnie określanej przez milicyjno-prokuratorską sitwę jako melina.
W wielu mieszkaniach o każdej porze dnia i nocy (szczególnie nocy) można było kupić wódkę z niewielką tylko dodatkową marżą.
Jakby nie patrzeć był to istotny zarobek dla emeryta… 😉
Czy wprowadzanie nocnej prohibicji w coraz większe ilości miast głosami radnych PO i reszty kompromitacji 13 grudnia nie należy wiązać z chęcią ulżenia emerytom w ciężkim ich losie?
Odebranie 13 i 14 emerytury jest niemal pewne. Najwyraźniej Tusk szykuje emerytom inną pomoc. 😉
Czy zresztą alkohol jest taki zły?
Wszak marzenie inkarnacyjne Putina – Związek Sowiecki, był krajem, w którym niczego nie było, oprócz rakiet, czołgów i… alkoholu.
I co? Pół świata trzęsło przed Moskwą portkami.
Alkoholik – filozof Wieniedikt Jerofiejew pisał już w 1970 roku:
Wszyscy wartościowi ludzie w Rosji, wszyscy ludzie niezbędni Rosji, wszyscy pili jak świnie. A zbędni i głupi – nie, ci nie pili.
A zatem Państwo może funkcjonować opierając się na powszechnym alkoholizmie.
Zwolennicy tej teorii pokazują jako przykład wspomniany już Związek Sowiecki. Póki wódka była dostępna nawet bardziej, niż gazeta codzienna, Moskwa trzęsła światem.
A jak Gorbaczow zaczął wprowadzać program (o)trzeźwienia Narodu (ów) pierdyknęło i Sowiety zaczęły się rozsypywać.
Tusk, jako wykształcony jeszcze w czasach tow. Gierka historyk zna powyższe.
Zamiast na poważnie myśleć o ograniczeniu spożycia alkoholu dostrzega w nim (a raczej w jego cenie) okazję do zasilenia padającego budżetu.
Tak samo jak Gomułka, Gierek czy Jaruzelski.
I stosuje dokładnie taką samą retorykę – podwyżka cen alkoholu POzwoli na ograniczenie pijaństwa.
No jakbym Jaruzelskiego słyszał.
Tymczasem żyjemy w Europie. To z kolei oznacza, że znowu na naszych targowiskach pojawią się ludzie przywożący całkiem legalnie piwo z Czech, Niemiec lub Słowacji i oferujący je w cenach konkurencyjnych dla „naszych”.
W krótkim czasie może się okazać, że w rejonach przygranicznych (tak naprawdę do 100 km od granicy) nawet 30% alkoholu będzie pochodzenia zagranicznego. I to z pominięciem oficjalnej dystrybucji. Czyli bez wpływu podatku do budżetu.
To oznacza powolny upadek naszych firm i faktyczne ograniczenie wpływów budżetowych.
Czy o to chodzi „rudej ekipie”?
Pamiętać jednak musimy, że najwięksi browarnicy w Polsce już dawno zostali sprzedani. Grupa Żywiec należy do holenderskiego Heinekena i skupia w sobie praktycznie wszystkie znane większe browary.
Mamy do czynienia z tym samym co przerabialiśmy już w latach 1980-tych.
Rząd rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy więc szuka ich wszędzie gdzie może licząc, że akurat jemu się uda.
Tymczasem wiek temu Albert Einstein zauważył:
Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.
Nie udało się Gomułce, nie wyszło Gierkowi, Jaruzelskiemu…
Tusk jednak uważa, że ceny wódki akurat jemu załatają budżet.
25.08 2025
fot. pixabay
Zostaw komentarz