W ubiegłym roku przeczytałam fantastyczną biografię Józefa Piłsudskiego napisaną przez Bohdana Urbankowskiego „Józef Piłsudski marzyciel i strateg”. Idąc do kina na film Michała Rosy „Piłsudski”, spodziewałam się, iż będzie on w przeważającej mierze nawiązywał do książki Urbankowskiego, gotowego scenariusza na znakomity film.

Gdy usłyszałam o jego produkcji zastanawiałam się jak w ciągu ok. 2 godzin zostanie przedstawione 971 stron życia marszałka. Zdawałam sobie sprawę, że jest to po prostu niemożliwe. Do tego potrzebny jest serial, dlatego byłam ciekawa które okresy zostaną pokazane.

Akcja zawiera przedział od ucieczki ze szpitala psychiatrycznego do uzyskania przez Polskę niepodległości. Reżyserowi kompletnie nie wyszło przeplatanie działalności politycznej Marszałka z życiem prywatnym. Charakterystyczną cechą filmu jest brak tempa i napięcia. Zamiast tego z ekranu wiało nudą i dłużyznami które powodowały, że fabuła nie wciągała i nie wywoływała emocji widzów. Żadna z postaci nie została wyraziście nakreślona.

Reżyserowi mimo, że się starał, nie udało się pokazać w syntetyczny sposób warunków panujących w Kraju Przywiślańskim pod zaborem rosyjskim, m.in. przejmowania przez Rosjan majątków szlacheckich, przymusowej rusyfikacji, codziennego użerania się z samowolą rosyjskich urzędników i nie przyjmowania przez sądy skarg na ich działalność oraz prześladowania skarżących.

Bardzo słabo wypadły ucieczka Piłsudskiego ze szpitala św. Mikołaja w Petersburgu, i starcia grupy bojowej z carską policją. Mizernie wyglądał rozłam w PPS. Przygotowanie i sama akcja pod Bezdanami, podczas której dokonał ze swoimi ludźmi napadu na rosyjski pociąg pocztowy, przewożący pieniądze z Kongresówki do St. Petersburga może służyć innym twórcom filmowym za wzór jak spaprać znakomity temat.

Nie wiem po co reżyser umieścił sceny z życia intymnego Piłsudskiego. Były żenujące.

Szczególną uwagę zwracałam na grę aktorów, bowiem zanim obejrzałam film czytałam o rewelacyjnej grze Borysa Szyca odtwórcy Józefa Piłsudskiego „Ziuka” i Magdaleny Boczarskiej odtwarzającej żonę Marszałka która otrzymała na 44. Festi­walu Polskich Filmów Fabu­larnych nagrodę za główną rolę ko­biecą. Ja niczego nadzwyczajnego w ich grze nie widziałam. Uważam, iż słaby scenariusz i reżyseria nie daje możliwości ukazania kunsztu aktorskiego.

Zrobić tak koszmarny film mając tak wspaniałą biografię napisaną przez Urbankowskiego, to wielka sztuka. Po „1920 Bitwa warszawska”, „Historia Roja”, „Wojenne dziewczyny”, powstał wg mojej subiektywnej oceny kolejny wielki „kicz”, który nie tylko nie zdobędzie Oskara ale i żadnej europejskiej nagrody.

Pisanie w ulotce promującej film o tym, że to kino awanturnicze, w którym jest płomienny romans i że jest to historia prawdziwa Marszałka, jakiej dotąd nie znano, prawdziwa jest tylko w ostatniej części zdania. Ten film nie powoduje, że poznaliśmy prawdziwą historię Marszałka.

Kto nie zna naszej historii, lub zna ją słabo niewiele zrozumie z filmu. Jak na razie każda produkcja ukazująca naszą historię to mniejszy lub większy zawód. Szkoda.

Dawno przestałam mieć nadzieję, że potrafimy zrobić film nie ustępujący jakością produkcjom hollywoodzkim. Jestem pełna obaw czy w ogóle doczekam się w wolnej Polsce filmu dorównującemu poziomowi obrazów stworzonych za czasów komuny – „Popioły” „Orzeł”, „Zamach”, „Westerplatte”, „Hubal”, „Polskie drogi”.

Ponieważ w ciągu trzydziestu lat nie potrafiliśmy nawet zbliżyć się poziomem do do wyżej wymienionych filmów, chciałabym przynajmniej doczekać takich których fabuła nie irytuje i da się je spokojnie oglądać.

Foto: reklama filmu.