Żółte paski i porażające tytuły i pytania, gdzie była ochrona. Tam gdzie zawsze jest ochrona w centrach handlowych, czyli pilnuje złodziei w sklepach. W dodatku ustawa o ochronie ma zapisy, które pozwalają na niepodejmowanie interwencji, gdy zagraża to życiu lub zdrowiu pracownika ochrony.

Zacznijmy od tego, że takich ataków nie da się przewidzieć, bo osoby chore psychicznie nie mają tego wytatuowanego na czole. Druga sprawa to ochrona, która w Polsce nie jest przygotowana do takich sytuacji. Pracownik ochrony jest źle opłacany, słabo wyszkolony i wiecznie zmęczony, bo pracuje na kilku zmianach/etatach. Wiemy przecież jak to jest: najniższa krajowa dla zUS i US, a reszta to godziny, godziny, godziny. Piszę oczywiście o „normalnych” pracownikach”, których widzimy wszędzie, a nie o prywatnych armiach wywiadowczych. Te widzimy tylko czasem, lub nawet nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia.

W ciągu ostatnich dwóch lat miałem do czynienia z pracownikami ochrony prawie wszystkich polskich agencji ochroniarskich i formacji instytucjonalnych (wiecie chyba dlaczego). Obraz, który zobaczyłem jest przerażający. W przypadkach skrajnych sam nie mogłem uwierzyć, że to jest możliwe. Kilka przykładów. Rozmawiałem z człowiekiem, który miał zezwolenie na broń obiektową i pracował jednocześnie w ochronie dwóch polskich instytucji. Problem w tym, że człowiek ten miał obniżoną normę intelektualną i padaczkę. Drugi przypadek, to człowiek ze stwierdzoną chorobą psychiczna. Też zrobił uprawnienia i posiadał zezwolenie na broń. Obaj byli zatrudniani przez duże firmy ochroniarskie. To, co opowiadali mi pracownicy warszawskiego metra czy lotniska nie nadaje się do publikacji, a wykorzystywanie PFRON na zatrudnianie niepełnosprawnych zasługuje na całkiem poważne śledztwo. Trzecia grupa inwalidzka (ja też mam taką) pozwala na różne manipulacje i zatrudnianie niepełnosprawnych ochroniarzy.

Uprawnienia pracownika ochrony, pozwolenia na broń, to tylko pieniądze. MSW zarabia na tym, prywatne firmy szkoleniowe zarabiają i tylko to się liczy. Duże firmy ochroniarskie działają jak hurtownie i patrzą wyłącznie na cenę, a nie na jakość. W ochronie to śmierć.

Spotkałem również i pracowników wyspecjalizowanych i dobrze przeszkolonych z agencji, o których nawet ja słyszałem po raz pierwszy. Jeden z nich był nawet wyższym oficerem wojska na emeryturze i pracował, jako ochroniarz jednej z bardzo ekskluzywnych kamienic w Warszawie. Uciekał stamtąd, bo zorientował się, że pracuje właściwie, jako recepcjonista odpowiedzialny za przesyłki specjalne dla mieszkańców. Reszta niech pozostanie milczeniem.

Z całości moich licznych rozmów wynika, iż szkolenia są właściwie biurokratycznym odfajkowaniem. obowiązku. Na piśmie wszystko jest OK, a w rzeczywistości nikogo nic nie obchodzi. Mówię, oczywiście, o szkoleniach merytorycznych, bo jeśli chodzi o techniczne (broń, itp.), to bywają, czasem regularnie, chociaż to zależy od miejsca i zatrudniającego ochronę. Nigdy nie spotkałem się, by ochroniarz skądkolwiek wiedział, jak się zachować w różnych sytuacjach. Na ogół jego procedura ograniczała się do „zawiadomienia” policji.

Prasa zaatakowała mnie i ironicznie skomentowała, bo zrobiłem dla PWPW scenariusze zagrożeń. U nas to przyczynek kpin, a ja takie robiłem dla lotniska w Dallas w ramach szkolenia w USA, a potem dla Londynu i ambasady po 11 września. W tarkcie swoich rozmów z pracownikami ochrony nie spotkałem nikogo, kto by wiedział o co w tym chodzi. Dodam też, ze wśród moich scenariuszy dla Wytwórni, tylko jeden był związany z atakiem terrorystycznym. Uważam też, że ochrona jest istotnym elementem ochrony kontrwywiadowczej obiektu, a to jest dla firm ochroniarskich i MSW całkowicie czarna magia.

Takich wydarzeń, jak w Stalowej Woli będzie więcej, dopóki nie nauczymy się podstawowej zasady: nakłady na ochronę, a w tym odpowiednie wynagradzanie ludzi przekłada się na zysk przedsiębiorstwa i dobro nas wszystkich. Niestety, rynek ochrony został zmonopolizowany, co widzimy po tabliczkach na obiektach i haraczu, którzy płacą ludzie, by taką tabliczkę umieścić. Razem z rynkiem, zmonopolizowano szkolenia, które przypominają mordorową ściemę niż rzeczywiste szkolenia dla efektywnej ochrony. Oczywiście, że piszę z żalem, bo ja też planuję takowe, lecz niestety nie mam układów w „koleżeństwie”, by je dobrze sprzedać. Poza tym chodzi mi o jakość, a nie o ilość. Jakość jest droga, ilość – tania i tandetna.

Na tym, mniej więcej, polegało moje zlecenie dla PWPW, za które odsądzono mnie od czci i wiary.

Fot. Facebook