Szanowni Państwo, nie histeryzuję, nie wpadam w panikę, nie mazgaję się. Jestem konsekwentny i logiczny. Proszę ten post potraktować jako deklarację, a ci, którym satysfakcja zakłóca trzeźwy osąd niech przeczytają go uważnie.

Pewnie domyślacie się Państwo o jaką sprawę chodzi. Jestem nią bombardowany od kilku miesięcy. Sprawa ta ma być „dowodem” mojej „zdrady, zaprzaństwa i frajerstwa”. Celowo nie piszę o niej konkretnie, ponieważ zajmę stanowisko dopiero wtedy, gdy sprawa stanie się faktem. Konkretnym fizycznym faktem, przy czym nie dyskutuję z zasadą, gdyż uważam ją za słuszną, a problem widzę w czymś zupełnie innym.

Jeśli stanie się tak, jak mówią ci, którzy nie ustają w atakach na mnie, to pozostanie mi proste, szybkie i jedyne w powstałej sytuacji rozwiązanie, gdyż jestem oficerem. Nie dyskutujmy o tym, proszę. Jednego możecie Państwo być pewni: w żadnym wypadku nie zmienię strony i nie przestanę mówić tego, co mówiłem i mówię obecnie. Nawet „chłopcy z Łodzi” muszą zrozumieć i o to zrozumienie Państwa także proszę. Ja przekroczyłem Rubikon w pełni świadomy konsekwencji i na zimno, z premedytacją, wiedząc co mnie czeka spaliłem za sobą wszystkie mosty. Zamknąłem wszystkie drzwi dokładnie i zabarykadowałem je. Inaczej moja przeprawa przez rzekę nie miałaby sensu. Byłem przy tym w pełni świadomy możliwego końca mojej wyprawy oraz przepaści, która na mnie czekać może i teraz staje się coraz bardziej prawdopodobna. Nie przesądzona, ale bardzo prawdopodobna i bliska w czasie. Trudno. Cena za chęć bycia uczciwym jest zawsze bardzo wysoka.

To tyle. Nie będę dyskutował na temat „sprawy”, póki nie stanie się faktem