Nie uważam tego artykułu za tendencyjny, mimo, że zamieścił go Onet, chociaż jest pokazana tylko jedna strona. Sam spotkałem się z takimi przypadkami w AW i nie tylko. W pracy traktowałem zawsze oficerów bezpłciowo, bo absolutnie nie miała dla mnie znaczenia płeć, a wyłącznie zdolności. Obserwowałem jednak romanse biurowe i swoisty „wybór” przez przełożonych, który preferował te „ładniejsze”. Również w trakcie naboru.

Sprawy mobbingu są bardzo trudne dla samych kobiet i bardzo często one same wolą różne korzyści od sprawiedliwości. Plotka o mobbingu wobec jednej z sekretarek SWW w czasach PO i „uciszenie” jej przez dwóch funkcjonariuszy wysokiego szczebla za pomocą pieniędzy operacyjnych, a więc nie opodatkowanych, była w środowisku służb znana i zawierała duży procent prawdopodobieństwa. Kobieta nic nie chce mówić, ale nie zaprzecza.

Niestety, kobiety są także winne takiemu podejściu. Wspomniałem o romansach biurowych, których konsekwencją jest często „kariera przez łóżko”. Obserwowałem takie postawy i taką „taktykę” wśród młodszych funkcjonariuszek. Nie ma tylko jednej strony.

Jest jeszcze jeden aspekt. Nazywam go biologicznym, bo natura, dla niektórych Bóg, wyznaczyła nam określone i konkretne role w systemie. My ciągle tym rolom zaprzeczamy. Praca w służbach specjalnych jest pracą wymagająca poświęceń, dyspozycyjności. Są sprawy, w których nie da się zastąpić oficera kim innym. Mówiłem zawsze moim uczennicom i koleżankom, że jeśli chcą mieć normalne życie rodzinne, to niech zapomną o pracy operacyjnej. Nie wyobrażam sobie, że oficer powie, iż nie może pójść na nagle wywołane spotkanie, bo musi odebrać dziecko. Nie wyobrażam sobie też wysłania oficera w ciąży na ośmiogodzinną trasę i działania niebezpieczne. Nie wyobrażam również sobie oficera-kobiety, wyrywanego w środku nocy z łóżka, od męża, któremu nie może powiedzieć o co chodzi, gdzie idzie i co będzie robić. Kobiety łatwiej to zrozumieją, ale większość mężczyzn nie. W jednej ze służb partnerskich, bardzo znanej i dużej, opętanej poprawnością polityczną, kobiety do wydziałów operacyjnych przyjmowane są w wieku, gdy już maja „odchowane” dzieci, albo, gdy zadeklarują samotność. Druga potężna i baaaardzo poprawnie polityczna służba, postanowiła ograniczyć przyjmowanie kobiet, bo nie była w stanie uwzględnić ich potrzeby macierzyńskie i prowadzić działania. Sprawy w wywiadzie i kontrwywiadzie są bardzo skomplikowane i bardzo trudne, więc nie można narażać je na opóźnienie lub porażkę ze względów biologicznych. Mój kolega kierował wydziałem operacyjnych, w których były praktycznie same kobiety i dwóch mężczyzn. Panie miały małe dzieci, były w ciąży lub miały zazdrosnych mężów. W związku z tym większość roboty po nocach i po godzinach pracy wykonywali ci faceci. Premie natomiast wszyscy dostawali, bo panie od razu krzyczały o dyskryminacji.

Nie jestem przeciwny kobietom w służbach, czy w armii. Warto jednak, by obie strony miały świadomość ograniczeń. Równouprawnienie tak, ale ze wszystkimi konsekwencjami, które dla kobiet mogą być trudne do zniesienia i przyczyną ogromnych stresów po wielu latach tej pracy. To nie ja te ograniczenia spowodowałem, ale natura. Nie ma to oczywiście, żadnego przełożenia na poziom intelektualny. To dla mnie nie ma płci i nigdy nie miało. Musze też przyznać, iż o wiele lepiej pracowało mi się z kobietami, niż z ich męskimi rówieśnikami, czyli dziećmi, udających mężczyzn.

Teraz panie obrażą się na mnie śmiertelnie.

Fot. bip.mon.gov.pl