Nie mamy nic przeciwko temu, bo – jak każda korporacja zawodowa – dla swego istnienia wymaga finansowania, a obowiązek płacenia składek jest ustawowy. Ale …..

…. od lat nie akceptujemy TAKIEGO funkcjonowania Izb, które większość lekarzy uważa za pas transmisyjny rządu służący do trzymania za mordę lekarzy, gaszenia strajkowych pożarów, atrapy służącej do podtrzymywania iluzji skuteczności działania Izby i jej wpływu na naszą rzeczywistość zawodową. I nie zgodzimy się tu z komentarzami pod artykułem, że nie głosujemy/nie znamy kandydatów/delegatów/nie bierzemy udziału w pracy Izb.

Tak NIE BYŁO u zarania powstania reaktywowanej Izby Lekarskiej, wtedy był entuzjazm, były nadzieje, była wiara w to, że Izba zadba o prestiż zawodu, zapewni mocne stanowisko w rozmowach z Rządem i Ministerstwami, będzie naszym instytucjonalnym głosem w walce z biurokracją, obowiązkami administracyjnymi i wesprze związki zawodowe w walce o godne płace. Z roku na rok te nadzieje były skutecznie rozwiewane, fasadowość Izby stawała się coraz bardziej widoczna, postępowała lekceważenie przez władze polityczne, stawały się instytucją, której nikłego głosu nie bierze się pod uwagę, która nie jest skuteczna, traci poparcie lekarzy i tylko pewne wymogi proceduralne powodują, że trzeba „zasięgać opinii” tego organu.

Czy należy się dziwić, że lekarze nie chcą tracić swojego cennego, wolnego czasu na działalność w Izbie, która niewiele im da? Może to racjonalizacja naszych wyborów dotyczących życia pozazawodowego, cichy strajk mówiący o braku zaufania, pomijania istnienia Izby, jako miejsca w którym możemy działać skutecznie i dla dobra wspólnego? Działając w Izbie tracimy czas przeznaczony dla rodziny, na nasze hobby, odpoczynek, naukę, tracimy zarobki, bo po 30 latach istnienia samorządu dalej musimy pracować w kilku miejscach pracy, żeby godnie żyć.

Izba nie jest naszym głosem, czujemy to wszyscy od lat, nie reprezentuje nas właściwie przed politykami, ma wyrwane zęby i spiłowane od dawna pazury, jest kwiatkiem do kożucha – dość kosztownym dla nas kwiatkiem. Dlatego wszelkie dyskusje o wzroście składki samorządowej wywołują burzę, bo traktujemy to jak kolejne obciążenie na rzecz instytucji, która nie jest skuteczna, ale za to jest obowiązkowa.

Może najpierw zacznijmy dyskusję o tym JAK sprawić, by Izba była dla nas organem, który wyraża nasze potrzeby, interesy, mówi głośno o naszych bolączkach, walczy z narzuconymi przez polityków obciążeniami administracyjnymi – vide ZUS ZLA – załatwia sprawy, które nas bulwersują – vide karty zgonu, brak koronerów – stawia do pionu kretyńskie pomysły NFZ ograniczające naszą wolność zawodową, narzucającą schematy diagnostyczne, traktujące chorego jako zbioru JGP, ustawiające nas w roli „strażnika systemu” – co to q… jest??? – który przerzuca braki pieniędzy w budżecie NFZ na kieszeń pacjenta – vide refundacja leków – zmniejszyć biurokrację izbową, dla której stajemy się często nużącym i namolnym petentem, można długo, długo wymieniać…..

Szanując pracę lekarzy zaangażowanych w pracy Izby – jest wiele do zrobienia. I dyskusję nie należy zaczynać od składki, ale od sposobu na skuteczność działania Izby.