Złe zarządzanie, koncentracja na zyskach, gigantyczne bezprawie panujące w zakładach ubezpieczeń, brak poprawnego nadzoru rynku ubezpieczeniowego utrzymujące się od kilku lat musiało w pewnym momencie ujrzeć światło dzienne. Logika podpowiada, że planowane podwyżki uderzające w portfele obywateli mają swoje podłoże.

Jakie?- sprawdzamy.

Czy na rynku motoryzacyjnym przez okres kilku lat zauważyliśmy wzrost cen pojazdów nowych, używanych, w tym części do nich? Czy odnotowano znaczne podwyżki w cenach usług motoryzacyjnych? – No nie!

Ubezpieczyciele od kilku lat stosują samowolkę, jakiej nikt nie śmiał przewidzieć jeszcze 8-9 lat temu. Ignorują Wyroki Sądu Najwyższego. Judykatura jest dla nich zbędną lekturą.Ustalają wewnętrzne procedury z naruszeniem przepisów zapisanych w Ustawach, Kodeksach bez żadnych konsekwencji.

Poprzednia władza była ślepa, głucha na sygnały o nieprawidłowościach, które z czasem mogą uderzyć w rzeszę klientów. No i uderza, co jest bezsprzecznie wynikiem zaniedbania w nadzorze rynku ubezpieczeniowego w okresach poprzednich.

Obywatele mają bogatą wiedzę w obszarze praw należnych.

Zaniżone z premedytacją kwoty odszkodowań przez ubezpieczycieli, oddalanie reklamacji utrzymując swoje decyzje wiąże się z kierowaniem spraw przed oblicze Temidy.

W Sądach oczywiste sprawy są wygrywane na korzyść poszkodowanych. Tym sposobem kwoty odszkodowania zostają generowane o zbędne koszty procesów, biegłych, adwokatów, odsetek.

Przedawnienie roszczeń w wielu sprawach, nade wszystko szkodach osobowych, gdzie mówimy o zbrodni lub występku następuje po upływie 10, 20 lat bez względu na to, kiedy poszkodowany, dowiedział się o szkodzie jak i osobie za nią odpowiedzialnej.Częste prośby poszkodowanych o polubowne zakończeniu sporów zostają oddalane.

Wszak wspólny budżet zostanie obciążony, nie Pan X za swój upór w utrzymaniu decyzji bzdurnej, z góry zdanej na przegraną.

Przykładów takiego działania znamy tysiące. Poniżej jeden, z zeszłego roku.

Poszkodowany uczestniczący w wypadku komunikacyjnym doznał obrażeń ciała. Określił swoje roszczenia na kwotę 20.000 zł łącznie z zadośćuczynieniem, odszkodowaniem. Ubezpieczyciel zaproponował kwotę 3000 zł. Czym się kierował?- swobodą w działaniu.

Rozpoczęły się negocjacje z jedną z Kancelarii prawnych z propozycją zawarcia Ugody. Kancelaria w imieniu poszkodowanego wnosiła o płatność 20.000 zł, po czym ustąpiła wskazując na kwotę 18.000 zł. Ubezpieczyciel określił swoje stanowisko; 12.000 zł i ani złotówki nadto. Trudno negocjować z kimś, kto nie jest profesjonalistą. Dwa podejścia, brak konsensusu, sprawa trafiła do Sądu. Analiza pełnej dokumentacji, opinie biegłych sądowych i Wyrok.

Łączna kwota uznana została na 95.000 zł. Sprawiedliwy Wyrok uszczęśliwił poszkodowanego. Nie mając wiedzy, że rozmiar krzywdy zostanie tak skompensowany przystąpiłby do przyjęcia kwoty 18.000 zł.

Podkreślenie pozycji podmiotu silniejszego przez nieodpowiedzialnego Dyrektora zawyżyło roszczenia o bagatela 80.000 zł. W tym przypadku pracownik wiedząc, że zostanie obciążony choćby 50% kwoty wypłaconej przeznaczyłby tydzień intensywnego rozważania, czy istnieje jakakolwiek szansa na obronę stanowiska w Sądzie.

Nie ma szansy – płacimy. Proste.

Przyzwolenie na działalność w obliczu bezprawia musi zostać powstrzymana przez instytucje do tego powołane. Ktoś pracuje, pobiera pobory, musi świadczyć pracę z najwyższą starannością. Przerzucanie ciężaru odpowiedzialności za skutki zaniedbań nie ma prawa dotykać ogółu społeczeństwa.

Wielokrotnie pisałam publikacje w tym temacie, Listy Otwarte np. do Komisji Nadzoru Finansowego.

Zdecydowanie większą dyscyplinę odnotować można w mniejszych zakładach ubezpieczeń, które podejmują dialog na etapie przed sądowym, zawierają Ugody. W  korporacjach strona poszkodowana traktowana jest jak intruz.

Nadal  zaniżane są kwoty odszkodowań za uszkodzone pojazdy o kilkadziesiąt procent należnej kwoty.

Ubezpieczyciel nie przyjmuje do wiadomości, że już w pierwszym kosztorysie ma obowiązek dokonać obliczenia zgodnie z treścią art. 363 kodeksu cywilnego, tj. prawo poszkodowanego do pełnego odszkodowania.

Mówi o tym Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny.

Dalej sposób przeprowadzenia naprawy, to wyłączna wola poszkodowanego. Narzucanie przeprowadzenia naprawy ze wskazaniem warsztatów współpracujących z danymi ubezpieczycielami powinno zostać dawno temu eliminowane, bądź pozostawione wyłącznej woli strony słabszej sporu. Żaden akt prawny wyższego rzędu nie zniósł art. 363 KC, tym samym takie formy działania ubezpieczycieli stoją w sprzeczności z przepisami.

Wiedzę o tej samowolce mają wszystkie organy nadzoru, w tym Komisja Nadzoru Finansowego, Rzecznik Finansowy.

I co? – I nic. Sprawy trafiają do Sądu, generowane są koszty, wszystko jakoś się kręci.

Każda decyzja opatrzona jest informacją o możliwości dochodzenia roszczeń na drodze sądowej. Słusznie. Pytanie tylko o cel tej procedury.

Ubezpieczyciele zatrudniają tysiące pracowników. W gronie tych osób nie ma możliwości wyłonienia kilkudziesięciu osób, którzy mają wybitne kwalifikacje, by rozpatrywały reklamacje w sposób rzetelny, rozsądny, sprawiedliwy?

Wierzę, że są. Rozpatrzenie sporu na takim szczeblu ograniczyłoby generowanie kosztów w postępowaniach sądowych, gdzie nie pracownik uznaje zasadność roszczeń, a Sąd w oparciu o opinię powołanego biegłego.

Szablonowe wręcz odpowiedzi na składane reklamacje nie przekonują o wnikliwej analizie akt, a  swobodnej interpretacji przepisów prawa.

Właśnie niegospodarność, przyzwolenie na łamanie przepisów, brak surowych kar wobec osób niekompetentnych eskaluje skalę procesów sądowych podwyższając tzw. szkodowość.

Znaczenie szkodowości, używane zazwyczaj wewnętrznie przez zakłady ubezpieczeń, to iloraz sumy odszkodowań, rezerw oraz kosztów likwidacji pomniejszonych o uzyskane regresy do składki przypadającej na okres wykorzystany (składka zarobiona).

Wyobraźmy sobie sytuację, w której wszystkie osoby poszkodowane przez ubezpieczycieli w sposób celowy, zamierzony poprzez zaniżenie należnej kwoty roszczeń odczekają 2- 3 lata, po czym złożą pozwy do sądów o dopłaty wraz z należnymi odsetkami.

Giganty pewnie przetrwają, mniejsze firmy znikną ogłaszając upadłość.

Czas najwyższy powstrzymać falę bezprawia w sposób niezwykle prosty.

Wystarczy stworzyć bazę danych odmówionych, zaniżonych roszczeń przy organie nadzoru, jako podmiot bezstronny. Dodatkowo nałożyć na ubezpieczycieli konieczność przekazywania wszystkich składanych reklamacji wraz z decyzją po ich rozpatrzeniu, krótkim opisem przyczyny do zewnętrznego podmiotu.

W dzisiejszej dobie utworzenie takiej struktury nie stanowi żadnego problemu, koszty działania podmiotu nie będą kosmiczne.

Uważam, że jeden rok zaostrzonego nadzoru uregulowałby panujący chaos w zakładach ubezpieczeń. Poszkodowani otrzymywaliby należne kwoty bez zbędnie generowanych kosztów. Za błędy, nadużycia nie można karać ubezpieczonych, a osoby odpowiedzialne za taki stan.

Wierzyłam w „dobre zmiany”, powrót normalności nade wszystko w PZU, jako największego ubezpieczyciela.

Poprzedni Prezes PZU A.Klesyk w ” doborowym towarzystwie”

Czekałam na zmianę kadry zarządzającej właśnie w PZU , jak mało kto w tym kraju. Kadra została wymieniona, błędy poprzedników są nadal powielane.

Nastanie normalność ?- nadal wierzę, że tak  Panie Prezesie Krupiński.

CD. nastąpi

Zdjęcia : Źródło- Internet