Gdyby żył mój kochany Ryszard Adam Kaszubowski oberwałoby mi się za to, co napiszę. A i tak troche się boję, że pacnie mnie rózgą z góry. Ale mimo to napiszę.

Zarówno wczorajszy konkurs skoków narciarskich, jak i koncert „Za mundurem…” były bardziej niz nijakie. Takie na 3 z „szynami”, jak to się mawiało w moich szkolnych czasach, czyli za Króla Piasta.

Nawet komentatorzy sportowi, zawsze zadowoleni z każdej sytuacji, zrzędzili, że belka ustawiona tak nisko, że musi dawać marne rezultaty. I dawała. Skoki były nudne, kompromitująco słabe. Tylko kilku wybitnych skoczków poradziło sobie z tą niską belką i skoczyli do 130 metrów, co uznano za sensację. Nasi nie skoczyli nawet do 120. Czego nie uznano za sensację, bo na tyle naszych zawodników w tym roku stać.

A Koncert?

Na pewno żołnierzom przydałaby się jakaś rozrywka. Trochę rozgrzewającej muzyki w wykonaniu lubianych przez młodych ludzi zespołów i z ładnymi dziewczynami. Coś pogodnego i wesołego, dodajacego ducha.

A tymczasem?

Patrzę, patrzę i co widze? W pierwszych rzędach napuszeni politycy. Jakiś Powstaniec Warszawski. Pewnie znajomi zawsze napuszonego i dumnego z siebie Jacka Kurskiego, którego gust…

Nie chcę się powtarzać. Ale sprawdzają się moje slowa, że przez jego nieudolną propagandę każdy będzie mógł wygrać wybory. Nawet Cimoszewicz. a nawet Radek Sikorski.

Ten koncert był pompatyczny. No, ale przecież Kurski musi być hurra-patriotyczny nawet dla żołnierzy, którzy stoją na mrozie i użerają się z imigrantami. Oni są patriotyczni przez swoją służbe. I nie trzeba im podbijać bębenka.

No dobrze. Niechby było łzawo patriotycznie. Ale żeby choć wykonawcy nie byli brani z zamierzchłej przeszłości. Lubię Pietrzaka, ale ma więcej lat niż ja (w co trudno uwierzyć) i śpiewa już tylko z pley backu. Panie – w wieku – kiedyś się mawiało – trolejbusowym.

W tym dwie prawdziwe mamy żołnierzy, jedna zaśpiewała z ledwo trzymającymi się na nogach Trubadurami *(kto na świecie widział trubadura w tym wieku?) piosenkę z Kolobrzegu „Przyjedż mamo na przysiege…”, wcześniej opowiadając „że piękne słowa tej pieśni doprowadzają ją do łez”. Kołobrzeg był festiwalem przez patriotów kiepsko widzinym i nikt nie plakał nad tekstami piosenek (poza może Białym Krzyżem Krajewskiego). Chodziło, żeby było marszowo i żwawo.

A ta nieszczęsna Edyta Górniak. Makowa suknia, wielki mak na ramieniu , a z ust „Czarwone maki…”. Na litośc Boską! Czy dwudziestolatek, który jest bardzo normalnym dwudziestolatkiem, choć nosi mundur, pokrzepią takie pienia?

Nie powiem aby dać im Zenka. Nie wiem czemu kochani niegdyś Golcowie zeszli teraz Kurskiemu z oczu, ale chyba jest jeszcze ktoś kto dałby tam czadu? Ale chyba nie ma.

Więc żołnierze (nie widziałam ich na widowni wielu) musieli powiedzieć, że są bardzo zadowoleni i że wszystko „ku chwale ojczyzny”. A co mieli powiedzieć? Jakby powiedzieli co innego mieliby dodatkowy dyżur. I w najbardziej błotnistym odcinku. Taka to żołnierska dola….

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.