Neo-KRS, jak zgodnie określają obecną Krajową Radę Sądownictwa oPOzycyjne merdia, wypuszcza podróbki sędziowskie. Co prawda Prezydent dwoi się i troi, namaszczając ich na sędziów, ale nic to. Prawdziwie prawi i sprawiedliwi mówią VETO.

Założenie sędziowskiego buntu jest proste. Otóż nie da się posadzić nawet najgorszego bandziora nie mówiąc już o trywialnym rozwodzie bez koniecznego udziału togowców.

Ba, nawet nie da się prowadzić działalności gospodarczej bardziej na poważnie. Świadomi swojej władzy, powiększanej w stosunku do zastanej po PRL przez wszystkie lata po 1989 roku, wydali wojnę Państwu.

Oczywiście jest to wojna wyjątkowo subtelna, przy której nawet hybrydowa wygląda niczym ofensywa styczniowa Armii Czerwonej.

Tyle, że dotyka nas wszystkich w najbardziej drażliwych miejscach.

Sędzia Adam Synakiewicz z Sądu Okręgowego w Częstochowie niczym samotny detektyw McQ (ktoś jeszcze pamięta ten film z Johnem Waynem?) rzucił wyzwanie neosędziom.

Nominowany na sędziego SR w Częstochowie jeszcze przez ś. p. Lecha Kaczyńskiego 15 grudnia 2007 roku wsławił się uchyleniem wyroku sądu I instancji, albowiem:

w składzie sądu I instancji zasiadała sędzia rekomendowana przez neo-KRS. Sędzia z Częstochowy powołał się przy tym na wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce oraz zgodnie z orzeczeniami TSUE z 14 i 15 lipca 2021 r. pominął przepisy tzw. ustawy kagańcowej, które zakazywały sędziom sądów powszechnych badania statusu osób powołanych na stanowiska sędziowskie.

https://czestochowa.wyborcza.pl/czestochowa/7,89625,27552679,rzecznik-radzik-nie-poradzil-za-to-minister-ziobro-odsunal.html

Powyższy pomysł zgapiła trójka sędziów Sądu Najwyższego.

W sprawie (sygn. VKZ 47/21) Sąd Najwyższy, w składzie prezes SN Michał Laskowski (przewodniczący), SSN Jarosław Matras SSN oraz Marek Pietruszyński (sprawozdawca), uznał, że zaskarżone postanowienie zostało wydane przez sąd nienależycie obsadzony, co stanowi tzw. bezwzględną przesłankę odwoławczą (art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k.). Kwestię tę Sąd Najwyższy zbadał z urzędu.

Ponownie (oprócz wytknięcia poprzedniemu składowi innych poważnych błędów merytorycznych orzeczenia) wskazał, że sędzia Sądu Najwyższego powołany na podstawie uchwały neo-KRS nie może orzekać. U uzasadnieniu wskazano argumentację, która już pojawiła się w postanowieniu SN z 16 września 2021 r. (I KZ 29/21). W dużym uproszczeniu: Sad Najwyższy stwierdził, że uchwała Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r., wydana przez trzy połączone izby, wskazuje, że nienależyta obsada sądu albo sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi wtedy, gdy w składzie sądu jest osoba powołana na urząd sędziego Sądu Najwyższego na wniosek „nowej” (ukształtowanej w trybie określonym przepisami ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. ) Krajowej Rady Sądownictwa. SN, respektując ww. uchwałę (którą Sąd Najwyższy jest związany), nie mógł wydać odmiennego orzeczenia.

https://wyborcza.pl/7,162657,27631489,sad-najwyzszy-ponownie-stwierdzil-ze-tzw-neo-sedzia-nie-jest.html

I dalej:

Otóż nowa Krajowa Rada Sądownictwa zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r., a także z uwagi na wyrok TSUE z 15 lipca 2021 r. (C 791/19) i postanowienie zabezpieczające TSUE z 14 lipca 2021 r. (C 204/19) oraz orzeczenie ETPC z 22 lipca 2021 r. w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce (skarga nr 42447/19) jako skrajnie upolityczniona nie może zgodnie z prawem krajowym (konstytucja) ani unijnym w sposób legalny dokonywać wyboru sędziego. Sędziowie argumentują następująco: skoro etap wniosku w samej KRS jest wadliwy, to i dalsze etapy (nominacja przez prezydenta) są obarczone nieusuwalną wadą.

(op. cit.)

Przyznam, że takie rozumowanie wyjątkowo mi się podoba. KRS skrajnie upolityczniona była bowiem od momentu powstania.

Idea utworzenia w Polsce rady sądownictwa zrodziła się w 1981 r. Postulowano wtedy, aby przywrócić naruszoną w czasie PRL zasadę niezależności sądów i niezawisłości sędziów i uwolnić wymiar sprawiedliwości spod kurateli aparatu partyjnego. Potrzeba taka była sygnalizowana zarówno przez społeczeństwo jak i przez samych sędziów, których w tamtym czasie powoływała i odwoływała Rada Państwa na wniosek Ministra Sprawiedliwości.

Nowy organ miał się składać z przedstawicieli władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, a jego głównym celem miało być decydowanie w sprawach personalnych sędziów. Do tej koncepcji powrócono podczas obrad „Okrągłego stołu” w 1989 r. Uzgodniono powołanie Krajowej Rady Sądownictwa, która miała współdecydować o sprawach kadrowych sędziów, przede wszystkim o nominacjach, awansach i przenoszeniu w stan spoczynku, a także zajmować się innymi kwestiami związanymi z sądownictwem i praworządnością. W rezultacie obrad „Okrągłego stołu” uchwalono ustawę z dnia 7 kwietnia 1989 r. o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, w której przewidziano, że sędziowie są powoływani przez Prezydenta na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa.

https://krs.pl/pl/o-radzie/historia/527-historia.html

I tak oto sędziowie powoływani przez komunistyczną Radę Państwa na wniosek również komunistycznego Ministra Sprawiedliwości stanęli na straży praworządności.

Powstaje jednak pytanie, czy aby nie wówczas popełniony został ten sam błąd, jaki wytyka obecnie sędzia Synakiewicz i jego naśladowcy z Sądu Najwyższego?

Tłumaczenie przedstawione przez Organ Michnika jak ulał pasuje do wydarzeń sprzed 32 lat. Wadliwie powołani sędziowie przez skrajnie upolitycznioną Radę Państwa w wyniku wniosku złożonego przez skrajnie upolitycznionego Ministra Sprawiedliwości nie stali się sędziami w rozumieniu wymagań demokratycznego Państwa prawnego.

Tak więc de facto od początku konstytucyjny Organ, jakim jest KRS, nie była obsadzona.

Proszę zwrócić uwagę, że pierwszy przewodniczący KRS sędzia Stanisław Zimoch został powołany na stanowisko sędziego Sądu Rejonowego uchwałą Rady Państwa w 1964 roku.

Za środkowego Gomułki, jak ongiś mawiano.

Kolejny przewodniczący KRS, Adam Strzembosz, sędzią został jeszcze wcześniej, bo w 1961 roku.

Trzeci z kolei, Włodzimierz Olszewski, w 1966 r.

Andrzej Jagiełło, przewodniczący KRS w latach 2002-2004, nominację uzyskał w stanie wojennym.

Podobnie Krzysztof Strzelczyk, sędzia od 1984 r.

Stanisław Dąbrowski, przewodniczący w latach 2006-2010, sędzią został dekadę wcześniej – w 1974 roku.

Antoni Górski nawet rok wcześniej!

Dopiero Roman Hauser, przewodniczący KRS w latach 2014-2015, nominację na sędziego NSA otrzymał już w III RP – w 1991 roku.

Dariusz Zawistowski na stanowisko sędziego został powołany przez Radę Państwa PRL w 1987 roku.

Małgorzata Gersdorf, przewodnicząca KRS przez 3 miesiące w 2018 roku, co prawda jako sędzia zaistniała dopiero w Sądzie Najwyższym (2008), niemniej egzamin sędziowski złożyła jeszcze w 1979 roku.

Wszyscy oni, poza Romanem Hauserem (ten jednak jako naukowiec musiał złożyć egzamin z filozofii marksistowskiej) musieli ukończyć Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu – Leninizmu (WUML).

Dopiero dwaj ostatni przewodniczący nominacje sędziowskie uzyskali w III RP.

Stosując takie samo wnioskowanie, jak wymienieni wyżej sędziowie SN trzeba uznać, że w Polsce ani jeden tzw. sędzia nim naprawdę nie jest.

Wnioski do Prezydenta uchwalali ludzie mianowani przez skrajnie upolitycznioną Radę Państwa PRL.

Skoro więc wstępny etap powołania na stanowisko sędziowskie był wadliwy oznacza to, że w KRS nigdy nie zasiadali sędziowie pomimo konstytucyjnego wymogu. Bo albo byli to niesędziowie powołani na swoje stanowiska przez komunistyczny reżim, albo też Prezydent powoływał ich na wniosek tychże komunistycznych aparatczyków.

Stosując te same kryteria, posługując się określeniami mec. Jacka Dubois, należy stwierdzić:

Do 4 czerwca 1989 roku (data wybitnie umowna, jednak jakaś granica być musi) zamiast sędziów mieliśmy urzędników komunistycznego aparatu przemocy.

Z kolei po pierwszych nominacjach sędziowskich dokonanych na wniosek nieobsadzonego KRS mamy do czynienia z ludźmi poprzebieranymi w togi, wskutek nieporozumienia zakładających na szyję łańcuchy z orłem.

Powołanie członków KRS spośród ludzi będących urzędnikami komunistycznego aparatu terroru stanowi podstawową wadę Organu, powodującą, że uchwały o przedstawieniu poszczególnych osób Prezydentowi do nominacji są nieważne.

Ba, nie tylko nieważne, w istocie one nie istnieją.

To oznacza, że poczynając od stanowiska sędziego SR w Pikutkowie Dolnym aż po Sąd Najwyższy mamy wyłącznie wakaty.

Inaczej rozumowanie panów Adama Synakiewicza, Michała Laskowskiego, Jarosława Matrasa oraz Marka Pietruszyńskiego jest jeszcze mniej warte, niż publicystyczne połajanki „faszystów” publikowane w GazWyb czy innym Newsweeku.

1.10 2021

Ps. Swoją drogą ciekawe jest rozumowanie unijnych urzędników, zwących się sędziami TSUE. Osoba, która została wyznaczona do pełnienia stanowiska urzędniczego jakim w PRL był sędzia (zarabiający mniej niż… milicjant) daje gwarancję niezawisłości.

Osoba przedstawiona do nominacji sędziowskiej przez KRS powstały wskutek sejmowych wyborów takiej gwarancji nie daje.

No i warto było obalać komunę? 😉

grafika tytułowa: pixabay