Przed łódzkim sądem właśnie rozgrywa się dramat człowieka, który znalazł się na ławie oskarżonych z powodu nazwiska zbieżnego z nazwiskiem przestępcy.
Piotra Chałupkę (wyraził zgodę na podawanie nazwiska) – elektronika zatrudnionego na łódzkiej uczelni – skazano w I instancji na 7 lat więzienia za handel narkotykami. Z uzasadnienia sądu wynika jednak, że sąd miał szereg wątpliwości co do jego winy dlatego po ogłoszeniu wyroku nie kazał go zatrzymać. Z treści uzasadnienia wynika, że sąd I instancji zdał się na rozstrzygnięcie w instancji drugiej. W normalnym systemie, mając takie wątpliwości, sąd I instancji wysłałby akt oskarżenia do kosza a człowieka uniewinnił. Ale tak się nie stało i tak oto Sąd Apelacyjny w Łodzi ponownie prowadzi, tym razem już w drugiej instancji, proces pana Piotra, wzywa świadków itp.
Akt oskarżenia przeciwko panu Piotrowi opiera się na zeznaniach jednego skruszonego przestępcy – niejakiego Damiana Szałańskiego. Zeznał on, iż pan Piotr czarnym volkswagenem Golfem odbierał od niego narkotyki na polsko – niemieckiej granicy i potem przewoził je do Łodzi. Skąd o tym wiedział, skoro tego nie widział – pozostaje to zapewne jego tajemnicą. Szałańskiemu bardzo zależało na tym, aby wyjść na wolność, więc plótł dowolne bzdury, pomawiał niewinne osoby. W zamian, wyszedł na wolność i natychmiast wrócił do przestępczego biznesu, tym razem do nielegalnej produkcji tytoniu. Na pomówieniu pana Piotra zrobił więc świetny biznes. Prokuratura mogła te zeznania szybko zweryfikować. Ot chociażby wystarczyło sprawdzić, że pan Piotr nigdy nie jeździł samochodem, który według skruszonego się poruszał. Można było też prześledzić zapisy lokalizacji jego telefonu ale prokuratura taktownie poczekała aż dane te znikną z zapisów. Tak samo jak archiwalne zapisy z monitoringów na przejściach granicznych. Gdy w końcu naszego elektronika zatrzymano, „skruszony” przestępca został poinformowany, że on to on i właśnie jego wskazał. W rezultacie, aż 20 miesięcy pan Piotr spędził w łódzkim areszcie. Bez postępów w śledztwie, bez wyroku i bez żadnego sensu.
Skruszony świadek mógł o tyle mieć rację, że w łódzkim świecie przestępczym funkcjonuje niejaki Piotr Ch, którego nazwisko jest zbieżne z nazwiskiem Piotra Chałupki. Tenże Piotr Ch. Jeździł czarnym golfem, znał się z Damianem Szałańskim i miał już wcześniej wyroki za przestępstwa narkotykowe. Jest na wolności bo jest… informatorem policji czyli agentem. Kapusiem. Donosicielem. Wsadzenie go do aresztu pozbawiłoby policję źródła informacji dlatego sięgnięto po naszego Pana Piotra.
Ale i to nie wszystko. Warszawski wydział CBŚP zorientował się w tej pomyłce, wszczął sprawę operacyjną i powiadomił o swoich ustaleniach prokuraturę. Bez rezultatu.
Lektura akt tej sprawy a potem rozmowa z bohaterem utwierdziła mnie w przekonaniu, że pan Piotr narkotyki to mógł widzieć co najwyżej na filmie. I że właśnie rozgrywa się w łódzkim sądzie sprawa, która może być powtórką sprawy Tomasza Komendy. Sprawa Komendy, jak widać, niczego polską prokuraturę nie nauczyła.
Podoba Ci się to, co robię? Wesprzyj mnie dowolnym datkiem
15 1140 2004 0000 3502 7636 7495
Polski dziennikarz śledczy, fotograf, pisarz i przedsiębiorca. Autor książek i artykułów ujawniających kulisy afer politycznych i gospodarczych w Polsce.
Autor: Leszek Szymowski
Zostaw komentarz