Inauguracyjna mowa Trumpa jasno pokazała na czym zamierza się skoncentrować.
Na polityce wewnętrznej. I o niej pisał nie będę, bo z mojej perspektywy nie jest to zbyt ważne.

Kwestie zagraniczne pojawiły się głównie w kontekście interesów ekonomicznych USA. Biały Dom będzie prowadził agresywną politykę celną, której efektem ma być znacząca poprawa bilansu handlowego. Świat zewnętrzny ma sfinansować koszty obniżki podatków, masowych akcji deportacyjnych i innych działań, jakie podejmie nowa administracja w polityce wewnętrznej. Czeka nas zatem nowa era wojen handlowych. I oby tylko handlowych.

To, że w przemówieniu Trumpa nie padło słowo Ukraina, to jest małe piwo. Nie padło w nim bowiem także słowo Europa, a nawet nazwa NATO. I to jest jasny sygnał, jak (nie)ważna dla Trumpa jest nasza część świata.

Oczywiście z pompatycznej mowy inauguracyjnej nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale nawet w przypadku nowego prezydenta USA istnieje pewien związek między wypowiadanymi słowami i późniejszymi czynami. Poczekajmy zatem na te ostatnie.

PS. Podejrzewam, że ludzie rządzący Panamą nie zaliczą najbliższej nocy do najspokojniejszej. Za to w Danii mogą (na razie) spać nieco spokojniej.

Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.