Przeciwnicy raportu – w tym także uznani polscy historycy – nie reprezentują ani polskich interesów, ani też nie opowiadają się za rzetelną historia.
Podany raport o stratach wojennych Polski – spowodowanych przez niemiecką agresję i okupację jest powszechnie wykpiwany przez tzw. autorytety lub też przeciwników politycznych PiS-u. Z jednym argumentem się zgadzam i sam to we wcześniejszym wpisie podnosiłem – czyli z tym, że PiS (czytaj: Jarosław Kaczyński) traktuje reparacje wojenne jako narzędzie nawet nie tyle polityki wewnętrznej, co doraźne narzędzie tejże polityki. Podobnie jak oczywiście taki problem jak rozbity Tupolew z elitą polską podczas lotu do Smoleńska. Specjalnie tak ogólnie napisałem, by nie umknął najważniejszy powód tego wpisu – czyli odniesienie się do stanowiska przeciwników tego działania.
Każdy z nich o wiele bardziej rzecz traktuje serio niż sami autorzy i poplecznicy raportu o stratach wojennych Polski i Polaków zadanych przez Niemców. By ten raport – nie bez wad, zdyskwalifikować, nie podają żadnych argumentów, tylko próbują go wyśmiać. Ale śmiać się trzeba z nich, a może nawet bardziej przerażać tym śmiechem. No bo tak naprawdę przy oczywistości nieskuteczności żądań polskich wobec Niemców, choć Żydom i Izraelowi się udało, jednak należałoby nad tym raportem się pochylić i zobaczyć co Niemcy okropnego, okrutnego i drastycznego z Polską i Polakami podczas II wojny światowej zrobili.
Jest symptomatyczne przy tym, że przeciwnicy raportu, gdy wreszcie się on ukazał w tak symbolicznym dniu, nie reprezentują naprawdę polskich interesów, tylko obce.
Nie bójmy się tego powiedzieć – niemieckie!! i rosyjsko/sowieckie, bo Rosjanie/Sowieci chętnie z tej krytyki raportu skorzystają.
Wstydźcie się zdrajcy Polski, Wstydźcie się!!!
Uzupełnienie.
Przy okazji mojej wypowiedzi o tym, że ci, którzy uważają, że nie powinniśmy przedstawić Niemcom raportu o reparacjach i żądania ich wypłaty Polsce, są zdrajcami, część Internautów się obraziła. Nawet taki profesor ciągle biegający po mediach mainstreamu. Część Internautów wyzywa mnie od głupich, oczywiście nie czytając ze zrozumieniem mojego wpisu – w skrócie: żądanie żądaniem, a egzekucja egzekucją. Nie bądźmy pariasem w relacjach z Niemcami. Jeśli przyjmiemy takie stanowisko, to może od razu oddajmy im Śląsk i Ziemie Zachodnie.
Niektórzy zaś wiążą żądanie reparacji z możliwością utraty pieniędzy z KPO. Jest to idiotyzmem. To są dwie różne sprawy – Polsce reparacje się należą za krzywdy, które im Niemcy wyrządzili. Głupi są ci, którzy związek między reparacjami a KPO widzą.
Pieniędzy z KPO i tak nie dostaniemy, bo Bruksela ma tu inny argument. Także niesłuszny, a przy tym podły. To żądanie ustanowienia sądownictwa wg koncepcji PO.
Nie twierdzę, że to co robi Ziobro jest właściwe, ani logiczne. Co więcej uważam, że te wzorce, jak PiS przegra, wykorzystają: PO z postkomuchami. Ale UE chodzi tak naprawdę o to, by Polsce pieniędzy nie dać, a pretekst się znajdzie.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz