Problem reparacji dla PiS-u jest tylko jednym z antytuskowych argumentów w polityce wewnętrznej. Gdyby tak nie było, to raport posła Mularczyka (choć jak słusznie on twierdzi, że nie jest jego autorem – nie wiadomo czy robi to ze względu na typową dla niego polityczną ostrożność, bo raport jest merytorycznie słaby i powierzchowny – z tego co wiemy z przecieków także wtórny wobec wcześniejszych pracowań), byłby już dawno podstawą konkretnych działań dyplomatycznych wobec Niemców. Zwłaszcza dogodnym terminem do ich podjęcia była kolejna rocznica niemieckiej napaści na Polskę w 1939 roku. To byłaby też okazja, by przez ten raport przypomnieć światu, że Polska i Polacy byli największą ofiarą II wojny światowej i niemiecko/sowieckiego bestialstwa. Raport i wystąpienie o reparacje głównie miałyby charakter uświadamiający ten fakt, bo to, że reparacji nie będzie – zdają sobie sprawę z tego nawet sami jego autorzy i polityczni poplecznicy.
Na opublikowanie raportu i wystosowanie żądań do Niemców jest teraz jedyny dogodny moment w polityce PiS-u wobec Niemców, ale też szeroko pojętej polityce Polski względem tego państwa. Gdy POpaprani z lewackimi akolitami przejmą władzę, a niestety wszystko ku temu ze względu na działania rządu Morawieckiego prowadzi, to na pewno te reparacje głęboko zakopią w polityczny niebyt. I żadne pokrzykiwania, że znowu Tusk i jego koledzy realizują politykę dziadka z Wehrmachtu nic nie da.
I teraz pytanie dlaczego Mularczyk, a właściwie Jarosław Kaczyński, tego raportu nie publikują i na jego bazie nie formułują określonych żądań odszkodowawczych za straty wojenne względem Niemców?
Obawy Zbigniewa Szczęsnego, że raport i działania Polaków w celu uzyskania reparacji zachwiałyby relacjami Polski z USA są mało przekonywującymi (http://pressmania.pl/zbigniew-szczesny-w-sprawie-reparacji-niemieckich/). USA mają świadomość, że tracą na znaczeniu w świecie głównie wobec Chin (przede wszystkim w Afryce, która dla USA nigdy nie stanowiła jakiegoś centrum działań politycznych), Indii (Azja południowa), Brazylii (Ameryka Południowa) i aby swoją pozycję światowego zrekompensować, muszą jednak wrócić do swoich tradycyjnych sojuszników: Izrael, w Europie – Polska oraz Wielka Brytania. I na Niemców nie mają tu co liczyć.
Ale jest jeszcze problem żądania odszkodowania od Rosjan/Sowietów. Kiedyś – powiedzmy przed parunastu laty – bo o czasach komunizmu i Polski Ludowej nie ma co wspominać, powodem nieopracowania takiego raportu strat poniesionych przez Polskę i Polaków był strach, że może to wywołać ze strony Rosji jakąś agresywną politykę wobec Polski i oczywiście, że nie da się od Rosjan/Sowietów reparacji odzyskać. Owszem ta ostatnia sprawa jest nadal aktualna, ale sytuacja obecnie o tyle się zmieniła, że wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę, nikt już nie rozpatruje agresywnej polityki Rosji za rządów Putina, jako wywołanej czynnikami zewnętrznymi. Jest to polityka totalnie nieracjonalna, o ile wojna może być w ogóle logiczna i racjonalna. Putin, podobnie jak robili to jego poprzednicy sowieccy gensekowie, napaść na dane państwo może w każdej chwili i bez jakiegokolwiek powodu. Polska dla Rosji, w oczach rosyjskich/sowieckich/rosyjskich przywódców jest „naturalnym” wrogiem w związku z realizowaną przez Rosję/Sowietów/ Rosję polityką imperialną w Europie i jakiekolwiek żądania reparacji od Rosji nie mają żadnego tu znaczenia.
Co za sprawą takiego raportu strat wojennych i powojennych poniesionych przez Polskę i Polaków w wyniku agresji ZSRS z 17 września i okupacji sowieckiej Polski do 1989 roku (formalnie, choć za sprawą postkomunistów nieco dłużej) dałoby się uzyskać? Z punktu widzenia materialnego nic. I tu analogia z żądaniami reparacji od Niemców jest ewidentna. Natomiast ważniejsze efekty to przede wszystkim wiedza i uświadomienie Polakom równorzędności agresji niemieckiej i sowieckiej okupacji za sprawą III Rzeszy i ZSRS oraz braku suwerenności do 1989 roku.
Ale w przypadku takiego raportu strat i zniszczeń spowodowanych przez Sowietów jest jeszcze jeden problem, który powstrzymuje polską władzę polityczną przed wydaniem kilkuset milionów złotych na opracowanie takiego raportu (bo raport Mularczyka odnoszący się do zniszczeń wywołanych przez agresję niemiecką podobno tyle kosztował – nic nie chce się przyznać do tego jak jest naprawdę, więc wolno mi tak napisać). Tym powodem jest fakt, że Polska musiałaby także wykazać, że część – znaczna część polskiego dorobku kulturowego i materialnego znajduje się w krajach, które powstały lub odzyskały niepodległość po upadku Sowietów: na Ukrainie, na Litwie, w Estonii i na Łotwie.
By było jasne, wcale nie domagam się żądania odszkodowań od tych państw, ale wykazania, że nasz – polski wkład w ich rozwój kulturowy i cywilizacyjny: dobrowolny i przymusowy jest znaczny.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz