Pytają mnie czego bym sobie życzył.

Po pierwsze, jak najwięcej dobrych i życzliwych ludzi na mojej drodze życia. O gdy przychodzą złe dni, to tylko oni potrafią uratować, postawić na nogi, wytrzeć łzy by móc dostrzec ile dobra jest wokół mnie. Z czasem dojrzewa się do przekonania, że wszystko dobre co mamy na tym świecie, to nie pieniądze, mieszkania, działki, samochody, ale dobrzy ludzie.

Po drugie, żeby Srebrny Szerszeń nadal jeździł i bym po raz kolejny w przyszłym roku mógł nim przemierzyć Bałkany i Turcję. Bardzo się z nim zżyłem, dużo mu zawdzięczam. Na tyle dworców kolejowych mnie zawiózł, żebym mógł się godnie przespać. Nie sprzedam go, lecz przekażę za 2-3 lata Marcelowi-Cyrylowi. Niech się chłopak uczy jeździć. Za trzy tygodnie jadę nim do Wiednia. Szerszeń lubi być parkowany przy Laxenburger Straße. Niedaleko serbskiej kanajpy i ulicy z tureckimi kebabami.

Po trzecie, mądrych i refleksyjnych studentów. Dla mnie to ważne, bo jak nie znajduję w grupie osoby, która potrafi nawiązać ze mną kontakt, jakbym gadał na pustyni do rozgrzanego piasku. Życzę sobie studentów mądrych, takich, którzy mnie intelektualnie przerosną bo tylko wtedy wysiłek dydaktyczny ma sens. I już takich dostrzegam, co bardzo cieszy.

Po czwarte, chciałbym aby moje dzieci widziały we mnie troskliwego ojca i wybaczyły mi wszystkie moje niedoskonałości i przewinienia w roli taty. Staram się, ale wiem, że zawsze można dać z siebie więcej. Będąc ojcem jest się zawsze zakładnikiem swojego ojca i tego, w jaki sposób on sam podchodził do dzieci. Tato też się starał i też zawalał na pewnych odcinkach, ale po latach zostaje w pamięci, że się starał. Ta intencja jest przynajmniej dla mnie ważna.

Po piąte, by zakwitły kwiaty, które ledwo odratowałem od przelania lub przesuszenia, i by te, które tej traumy nie doświadczyły rosły swobodnie w moich mieszkaniach: cieszyńskimi i warszawskim. Obym zawsze był w otoczeniu kwiatów, które kocham.

Po szóste, by moje świniaki morskie pojechały kiedyś ze mną nad morze. Bałtyckie, Czarne lub Adriatyk. Adelajda i Anabel były chrzczone w Bałtyku. Może Amyszak, Aluzja i Agresta powinny pojechać nad Morze Czarne? To jest do zrobienia, zwłaszcza, że trzeba przejechać Rumunię.

Po siódme, chciałbym odważne stanąć twarzą w twarz z demonami, które mnie poniżają i oskarżają. Którym niestety udaje się co jakiś czas skraść kawałki mojego życia i pogrążyć mnie w smutku nie do zniesienia. Wierzę jednak w to, że je nie tylko przeżyję, ale na odchodne kulturalnie im podziękuję.

Tyle i aż tyle (samo) życzeń urodzinowych. Wszystkich, którzy chcieliby mi tego dnia wręczyć symboliczną różę lub butelkę napoju wyskokowego, proszę o darowiznę na rzecz Hospicjum Łukasza Ewangelisty w Cieszynie (link). W imieniu podopiecznych hospicjum z góry składam wielkie dzięki i Bóg zapłać.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.