Dziesięć dni po śmierci królowej Elżbiety II, cieszyński książę Mieszko I z dynastii piastowskiej, spadł z cokołu umiejscowionego na wzniesieniu położonym ok. 400 metrów od przejścia granicznego z Czechami. (To koniec żartów).
Miejsce to od wielu lat służyło za miejsce schadzek miejscowej młodzieży i żulii, spożywającej alkohol i palącej różne zioła. Jakiś czas temu kamienną konstrukcję otaczajacą pomnik pokryto psychodelicznymi bohomazami. Zasadniczo nie było to miejsce gdzie można było bezpiecznie odbyć wieczorny spacer.
Złośliwi twierdzą, że bez ingerencji tzw. nieznanych sprawców, sam Mieszko miał już dość i złożył hołd lenny prezydentowi Republiki Czeskiej, choć czołem upadł raczej w kierunu Wiednia niż Pragi. Inni obwiniają za ten upadek lokalnych wandali. Pytanie tylko, jak pomnik był przytwierdzony do podłoża skoro tak łatwo udało się go wywrócić.

Poważnie zastanowiłbym sie nad wariantem zwykłej prowokacji ze wiadomego strony ośrodka zainteresowanego skłócaniem ludzi na pograniczu polsko-czeskim. Nie byłby to pierwszy taki przypadek, było ich trochę. Za dużo w ostatnim czasie takich dziwnych sytuacji, które mogą potencjalnie wywoływać antagonizmy polsko-czeskie.
W kontekście tego drugiego i ostatniego, chciałbym wiedzieć, czy oględzinami miejsca zajęły sie profesjonalne służby dochodzeniowo-śledcze mające odpowiednie doświadczenie w badaniu podobnych przypadków, czy tylko – z całym szacunkiem – miejscowa policja po dokonaniu ogólnych oględzin, spisała zdawkowy protokół i spowiła teren biało-czerwoną plastikową taśmą.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz