Wysyp spekulacji, jaki miał miejsce po ogłoszeniu przez światowe agencje o dziwnych ruchach jedynych odpowiadających standardom światowym rosyjskich oddziałów (tzw. Grupa Wagnera, do soboty nazywane pieszczotliwie Muzykantami) nie miał równych sobie w ciągu ostatniej dekady.

Z jednej strony karmiono nas informacjami o końcu Rosji, o rewolucji nawet, co dodatkowo wzmacniane było milczeniem ośrodków polskojęzycznej putinowskiej propagandy, z drugiej zaś informacja o kilku tysiącach nawet najlepiej zorganizowanych i odpowiednio zdesperowanych żołnierzy idących na Moskwę budziła lekki uśmieszek. Ale Putin pamiętał, choć ludzie zapomnieli, że tworząc Imperium Zła Lenin dysponował na początku raptem 3 do góra 5 tysięcy bolszewików…

Zwłaszcza milczenie polskojęzycznych renegatów miało swoją wymowę. Co prawda w niedzielę na wyścigi przerzucali się komentarzami, jak mocno ubawiły ich „łżemedia” i propaganda „banderowska”, ale swojego sobotniego milczenia nie potrafią w żaden sposób wytłumaczyć.

Tymczasem było ono spowodowane zwykłym strachem. Postawiwszy ongiś na jednego konia, zmuszeni do emigracji za granicę Guberni Mińskiej (d. Białoruś) zrozumieli, że w przypadku końca kremlowskiego konusa podzielą los niejakiego Emila Czeczki.

Dlatego z taką radością przyjęli wycofanie oddziałów Prigożyna do koszar. A im bardziej mieli pełne gacie w sobotę tym radośniej darli japy w niedzielę.

Nie dziwmy się jednak polskojęzycznym. Przecież nawet Putin schował się przed spodziewanym gniewem ludu.

Wg mało potwierdzonych informacji Putin miał schronić się tuż przy polskiej granicy w obozie tzw. uchodźców, czekających na przerzut przez granicę. Liczył, że nikt go tam nie znajdzie.

Ale ktoś cyknął mu zdjęcie.

W sobotę, w godzinach popołudniowych, sprawa uległa wyjaśnieniu.

Wszystkiemu winna była Noc Kupały, stare wschodniosłowiańskie święto, obchodzone w sztabie Prigożyna zgodnie ze starą tradycją moskali.

I to by było na tyle.

26.06 2023

fot. na froncie świętowano również (youtube)