Drzewiej, kiedy to na tymże łez padole nie funkcjonowała żadna telewizornia, a internet jedynie nieśmiało raczkował w czerepach naukowych futurystów, względnie autorów powieści science fiction, intelektualną rozrywkę stanowiły procesy. Szczególnie te, które zostawały medialnie nagłośnione.
Złakniona sensacji publika waliła w 1932 r. drzwiami i oknami na słynny proces Rity Gorgonowej oskarżonej o zabójstwo Elżbiety Zarembówny. Nie wchodząc w imponderabilia procesowe wskazać jednak należy, że skoro chęć uczestnictwa w charakterze publiczności wykazała znaczna ilość osób koniecznym się stało wprowadzenie tzw. miejscówek gwarantujących ich posiadaczom możliwość wpuszczenia na salę rozpraw.
Tego typu procesy sprzed ponad wieku stanowiły po prostu surogat telewizji, internetu, a nawet wówczas raczkującej jeszcze co nieco obdarzonej dźwiękiem kinematografii. Osoby uczestniczące w takowym procesie jako publika sądowa miały możność wchłaniania autentycznej atmosfery sali rozpraw, obserwacji zachowań sędziów, stron postępowania, a także ich pełnomocników. Niczym zatem dziwnym; biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania koherentnie były wypowiadane przez pełnomocników stron kwieciste oracje, dykteryjki, supozycje, czy też oratorskie mowy końcowe wygłaszane przed zakończeniem przewodu sądowego. Warunkiem sine qua non takiego swoistego sądowego show była konieczność opanowania do perfekcji wielce trudnej sztuki erystyki w jej purystycznym wydaniu.
Erystyka jest definiowalna jako sztuka prowadzenia sporów, ale też znawstwo sposobów ich prowadzenia, czyli wymianę zdań dokonywanej w celu osiągnięcia uznania swojej prezentowanej tezy przez instancję rozstrzygającą, najczęściej sąd. To pojęcie oznacza szerzej także opanowanie niełatwej sztuki przekonującego dyskutowania, kontrargumentacji, a w infinitywnej konsekwencji do skutecznego uznania słuszności naszych własnych prezentowanych tez.
Erystyka zasadnie kojarzy się także z posiadaniem umiejętności takowej argumentacji, aby implikacyjnie wykazać słuszność głoszonego poglądu względnie bronionej przez siebie tezy i przekonać o tymże fakcie swojego adwersarza, względnie skutecznie obalić pogląd, czy tezę przeciwnika. Zauważyć przy tym zasadnie należy, że argumentacje stosowane w klasycznej erystyce mają częstokroć li tylko pozory logicznej poprawności odnosząc się tym samym do kategorii sofizmatów; czyli sztuki tzw. „wykręcania kota ogonem”. Sofizmatami ordynaryjnie rzecz ujmując określamy wypowiedź względnie sformułowanie, w którym z pełną premedytacją został zainstalowany błąd rozumowania nadając pozór prawdy całkowicie w istocie rzeczy fałszywym twierdzeniom. Sofizmat zasadnie także kojarzy się z wszelaką aprioryczną próbą dowiedzenia swoich racji, bez uwzględnienia poprawności logicznej przedstawionej argumentacji.
Ale co może mieć wyżej wspomniana erystyka i sofistyka z „wywołanym do tablicy” puryzmem?
Dla skrótowego wyjaśnienia pojęcia puryzmu stwierdzić należy, że jest to po prostu przesadna dbałość o czystość i poprawność językową. Z reguły posiada konotację pejoratywną w szczególności wobec jego formy elitarnej np. realizowanej właśnie w języku prawniczym. Dla osób nie obeznanych z tymże swoistym jurydycznym „slangiem” puryzm jest po prostu częstokroć wręcz nie do strawienia. W niniejszym felietonie puryzm został li tylko co nieco przewrotnie użyty albowiem posiada cechę leksykalnej bliskoznaczności z drugim członem tytułu tj. purytanizmem. Można nawet nieco nadwyrężając polszczyznę przywołać w tymże kontekście znaczenie onomatopei jako elementu wspomagania dźwięcznego.
Nu, chwatit, albowiem przystąpić winniśmy do zaprezentowania zwięzłej definicji purytanizmu.
Purytanizm, po łacinie purus czyli czysty, w języku potocznym po prostu oznacza skrajne przejawianie jakichś zasad, a w szczególności moralnych. Ściśle także i w sposób zasadny kojarzony jest z ruchem religijno-społecznym jaki zaistniał w XVI i XVII w. w Anglii. Ten postawił sobie za ostateczny cel dokonanie sanacji, oczyszczenia kościoła anglikańskiego z wszelkich jeszcze wówczas zauważalnych pozostałości po katolicyzmie zarówno w teologii jak i w realizowanej liturgii.
Działając jako wręcz rewolucyjny ruch wewnątrz ugruntowanego anglikanizmu, purytanie z czasem oddzielili się od niego, kreując całkowicie odrębne wspólnoty religijne, synonimicznie zwane nonkonformistycznymi. Purytanizm najczęściej kojarzony jest z postawą wstrzemięźliwości, ascezy, konsumpcyjnych ograniczeń, przesadnej pobożności. Pomimo wielce szlachetnych intencji związanych z tymże ruchem religijnym mającym swoiste idealistyczne ukorzenienie purytanie nie zdobyli dominującej pozycji w ogólnie rzecz ujmując protestantyzmie jako takim.
To tyle w kwestiach fideistycznych, albowiem nas purytanizm interesować będzie wyłącznie w odniesieniu do aktualnych elementów życia społeczno-politycznego TENKRAJU. Poza zatem wszelaką wątpliwością pozostaje oczywista oczywistość odnosząca się do człeczego prozaicznego sobkowstwa, względnie egocentryzmu w jego zwulgaryzowanej, potocznej formie. Jakżeż to radującym duszę i człecze ciało jest kontenstacyjne stwierdzenie, że nasze wypowiedzi, zachowania, preferencje (ze szczególnym uwzględnieniem politycznych!!) są w percepcji naszego otoczenia traktowane jako godne bezgranicznego naśladownictwa, wręcz jako swoiste wzorce z Sevres!!
Niczym absolutnie dziwnym pozostaje, że skoro nasze własne zachowania są tak dogłębnie akceptowalne, to należy je wręcz stanowczo ugruntowywać, sprawić, aby pozostawały w całkowitym rozziewie z innymi poglądami i zachowaniami. Ergo oznacza takowa konstatacja, że człecze podmioty, które wykazują dezaprobatę wobec rzucanych (identycznie jak przed świniami) przed nimi tego typu intelektualnymi perłami winny być w trybie natychmiastowym, a zatem bezapelacyjnym strącone w tarpejską przepaść.
Nihil novi sub sole, albowiem takową społeczną polaryzację wielekroć odnajdujemy na kartach historii jako klasyczny dowód jej zaistnienia przywołajmy ideologię wzajem zazębiającej się tj. faszyzmu i bolszewizmu. Posługując jako niezwykle skutecznym w najdoskonalszym ogłupianiu społeczeństw instrumentarium w postaci nachalnej propagandy wykreowano swoisty ludzki nad gatunek w postaci űbermenscha i podgatunek w postaci untermenscha. Należy przypomnieć w odniesieniu do TENKRAJU w pełni korespondujące z tymże wytworem człeczych zachowań spodloną kreaturę ober gnoma pierwowo sekrietara zbrodniczej PZPR tow. Wiesia Gomułkę, który z pianą na ustach i wyrazem nienawiści na licu (podobnież jak obecnie Hyrzy Ruj) oznajmiał napastliwie: kto nie z partią, ten przeciw niej. Zaliczalność do wrogów PZPR groziła wielekroć daleko idącymi negatywnymi skutkami, z pozbawianiem wolności włącznie.
W niezwykle jaskrawy sposób takowa selektywna (Auschwitz!) zaliczalność do tzw. swoich i nie swoich przejawia się w wielu haniebnych wypowiedziach koryfeuszy polactwa jak wspomniany wyżej Hyrzy Ruj, Grzesiu Dyndała ze Schetyna, BORYSŁAW, czy słynny opiłowywacz Nitrasik. Polactwo po prostu z uzurpatorską „arystokratyczną” wyższością, spodloną do imentu inwektywnością tak traktuje osoby nie identyfikujące się z ich sektą. Ta zaś legitymuje się politycznym poparciem sondażowym w okolicach ok. 25%!!!, a więc jedynie ćwierci populacji TENKRAJU. Symptomatyczna historia kreacji i upadku takowych kreatur jak PALIGŁUP ze świńskim penisem, czy PETRESCU – kochaś z Madery, winna w kontekście skuteczności hinduistycznej KARMY uświadomić przynajmniej tym osobnikom (~czkom) z najmniej zlasowanymi przez fanzin political fiction Adasia Szechtera i TEFAŁEN umózgowieniem pewne symptomatyczne zależności i konsekwencje. W niedalekiej bowiem przyszłości przyjdzie im skonstatować niezbyt przyjemną okoliczność, że ich kończyny górne tkwią w nocniku okraszonym także fekaliami prosto od pelikanów…
Wyżej co nieco skrótowo pojawił się element purytanizmu bowiem skorelowany jest z tytułem felietonu. Zapewne P.T. Czytelnicy mogą z łatwością dostrzec paralelę odnoszącą się do purytańskiej sensu stricte sekty z sektą polactwa jednakże w wydaniu a rebours, czyli w spodlonym wymiarze. Takowe określenie tej szakalskiej sekty pozostaje w pełni uzasadnionym, albowiem pomimo hipokryzyjnie głoszonej tolerancji w szerokim jej ujęciu ich głoszone poglądy i stosunek do inszych opcji jest delikatnie mówiąc haniebny; tym samym całkowicie wykluczający aprobatę takowych zachowań.
Takowe zachowania polackiej elyty są w codziennych kontaktach czy rozmowach nie tylko bezwiednie, ale nawet z nieokiełzanym wrzaskiem i bluzgiem powielane. Prym w takowych zachowaniach wiodą niestety katole usiłując zagłuszyć swoje renegackie sumienia. Do takowych postaw jakie prezentują m.in. interlokutorzy felietonisty w postaci bliskiego somsiada Lecha, czy kolesie w wydaniu Adasia, Jasia czy Piotrusia należy po prostu odnieść się w ambiwalentny sposób.
Chrześcijańsko należy ich głupotę co nieco usprawiedliwić, a także wybaczyć ich postępowanie; albowiem prawdopodobnie nie są w pełni świadomi jaką współbliźnim krzywdę kreują.
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
27.02 2023
Zostaw komentarz