Z jednej strony nikt oficjalnie nie mówi o postępach, linie na mapach się nie przesuwają, ale trochę dlatego, że brak jednoznacznych informacji pozwalających je przesunąć. Pauza powiadają, a mnie się wydaje, że żadna tam pauza, żadna cisza. Nie to, że nie wierzę, że nie ma takich momentów, bo pewnie są, ale to nie jest ten moment, jestem pewien.

Po pierwsze mapy pożarów, które pokazał Marcin Ogdowski i Ukraina: wojna, tak nie wygląda front spauzowany. Jedyne co to obie strony nie mówią wiele. Ale mówią liczby. Wczoraj na przykład trafiłem na codzienne zestawienie strat jakie przedstawia Ukraińskie Ministerstwo Obrony. I co zwróciło moją uwagę – bo mowa oczywiście o szacowanych stratach rosyjskich – że to są straty wyższe niż te notowane w czasie apogeum walk o Lisiczańsk i Siewierdonieck.

Między innymi 35 czołgów, 20 samochodów, 250 zabitych lub trwale wytrącanych z linii żołnierzy i 13 systemów artyleryjskich.

To jest naprawdę więcej niż jeszcze tydzień czy dwa temu. I gdyby taki poziom strat miał się utrzymać – to by była dla orczych hord katastrofa. Przede wszystkim jednak ten poziom strat przeczy ciszy na froncie. Może uspokoił się front w rejonie Bachmutu i Siewierska, chociaż wiadomo, że nie, ale oznacza to, że ruszają się inne fronty. Dziwnie mało – na co zwraca uwagę wiele osób – jest informacji o tym, co się dzieje koło Połohów, Tokmaku. Tak, to ten rejon, z której widziałem kiedyś szarżę Rohirrimów na odsiecz Mariupola. Ta odsiecz nie nadeszła, nie była pora. Teraz coś tam się dzieje, ale obie strony mają wodę w ustach.

Podobnie w rejonie Chersonia. Mało pewnych informacji a front płonie wedle satleity. Podobno skończył się serial „Let’s Chronobayevka”, bo armia Ukraińska przejęła kontrolę, co nie znaczy, że zajęła, to miejsce, to lotnisko. Nie będzie dwudziestego drugiego celnego ostrzału lotniska.

Oddziały ukraińsich sił specjalnych powiesiły ukraińską flagę na Wyspie Węży, opuszczonej w geście dobrej woli. Zatem natychmiast słudzy sarumana i saurona ostrzelali wyspę bombami fosforowymi. Ktoś policzył, że flaga kosztuje jakieś piec euro. Wystrzelenie rakiety, żeby ją zniszczyć… do the math.

A przy okazji jaki piękny gest dobrej woli federacji pod przewodem władimira władimirowicza ciulika.

Jeszcze słowo o wojnie informacyjnej i stratach. No bo wojna informacyjna trwa. OSINT-owcy sprawdzają, sztaby milczą i niejeden i niejedna z Was powie, e tam Ukraińcy podali, że tyle a tyle zniszczyli to nie znaczy, że tak było.

W jakimś sensie macie rację, ale powiem wam co myślę.
A myślę, że w tej konkretnej wojnie obie strony przypadkiem zupełnie przyjęły skrajnie różne strategie informacyjne i propagandowe.

Poddani władimira osrajduszy od początku kłamią na poziomie najbardziej podstawowym, czyli języka, jakiego używają. Od początku też za nic mają świat zewnętrzny formułując komunikaty wyłącznie na użytek wewnętrznej propagandy, bo z zewnątrz i tak im nikt nie wierzy. Nawet Emanuel i Olaf. Zatem nie wojna a operacja specjalna, zatem nie – zniszczenie i eksterminacja, ale wyzwolenie i tak dalej. Bełkot po blekocie, im bardziej zawiły w wieloznaczności, tym lepiej. I do tego dane wzięte kompletnie z dupy, nawet wiadomo czyjej, w myśl których zniszczonych zostało powiedzmy… pińcet bajraktarów, czyli wincyj panie niż po całym świecie lata. To orcza strategia informacyjna. Nikt nie ma nam w nic ufać, ważne, żeby swoi obywatele gówno łykali, gównem myśleli, w gównie zasypiali i w gównie się budzili, mentalnym gównie lejącym się zewsząd.

Tym większy podziw, uznanie i szacunek dla pojedynczych odważnych Rosjan i Rosjanek, którzy potrafią w tym wszystkim zachowywać się godnie i odważnie. Tak, tych piszę wielką literą, a i tak to wobec ich odwagi i samotności w tej odwadze nic nie znaczy.

Nie mam dobrych słów, żeby to wyrazić. Może kiedyś dzięki dzielnym i upartym Rosjanom z O wolną Rosję wszyscy kiedyś sie spotkamy jako wolni ludzie i będzie czas, żeby sobie to powiedzieć.

Co do strategii informacyjnej – Ukraińcy od samego początku chyba uznali, że skoro grają rolę bycia opoką wolnego świata to nie mogą sobie pozwolić na matactwo i ich bronią musi być rzetelna informacja, chociaż nie muis być pełna. To nie znaczy, że mówią wszystko. Jakby to określił pewien arcybiskup – oszczędnie gospodarują prawdą. Ale jeżeli coś jest neiwygodne to milczą, zamiast kłamać. Jeżeli popełniają błędy to wynikające z braku precyzji szacunków, a nie z celowego zamazywania danych.

Wiecie na co warto zwrócić uwagę przy tych raportach o stratach?

Na przykład na liczby żołnierzy. Jeżeli jedna strona podaje straty strony przeciwnej co do jednego żołnoierza to na pewno kłamie, bo tego w walce nie da się ocenić. Po walce też nie da się dokładnie często policzyć z powodów, które są tutaj zbyt makabryczne, by o nich mówić. A tutaj proszę, jest zamówienie – podajemy straty co do jednego żołnierza i to nie tylko zabitego, ale i co do jednego rannego! Czyli co – mamy oczy w szpitalach przeciwnika? Wszystkich?

Także tak. Mniej więcej ufam temu co podaje sztab ukraiński, bo to też jakoś koresponduje w przypadku strat sprzętowych z danymi Oryxa. Dla tych, co nie wiedzą, przypomnę, że Oryx podaje straty obu stron na podstawie analizy materiałów zdjęciowych i filmowych, eliminując często zdjęcia z innych konfliktów zbrojnych, innych etapów tego samego konfliktu i tak dalej. Oryx podaje zatem straty niedoszacowane – bo nie każdy czołg, samolot jest potwierdzony w tej chwili zdjęciem z trafienia czy po trafieniu.

No i skoro tak – to naprawdę ostatnie kilkadziesiąt godzin dla strony rosyjskiej nie było łatwe. Tym to co jest najważniejsze na obecnym etapie wojny – to że krwawi ich artyleria i codziennie wypada z linii od kilku do kilkunastu armat rzem z obsługami. Ta artyleria i wielkie zapasy amunicji to – jak się wydaje – jedyna realna przewaga hord nad Ukrainą. Dlatego dobrze, że krwawi.

Niech krwawi.

Mniej zniszczonych domów, szkół, sklepów, szpitali.

Do tego złóżcie wybuchające składy amunicji wokół i za linią frontu. Sowieckie składy. Wszyscy mówią, że tę robotę robią już nie sabotażyści, to nie niedopałki, ale amunicja o powiększonym zasięgu z Panzerhaubitze 2000, Kraba i przede wszystkim HIMARS-y, czyli wrzutnie ciężkich rakiet kierowanych GPS-em.

To już idzie w dziesiątki pożarów, najlepsi analitycy nie są w stanie ich policzyć, bo niektóre składy trafiane są dwa i więcej razy. Jak podaje jedno ze źródeł:

„Według informacji ukraińskiego wywiadu, po zaatakowaniu przez (nasze) siły zbrojne (rosyjskich) obiektów wojskowych w obwodzie zaporoskim z broni precyzyjnego rażenia, w szeregach wroga wybuchła panika. Żołnierze przeciwnika masowo opuszczają magazyny uzbrojenia i sprzętu wojskowego, bojąc się kolejnych ostrzałów z wyrzutni HIMARS”

Taka pauza madiefakier.

A co do pożarów w Rosji, o których informacje niestrudzenie zbiera grupa piromańska pod przewodem Witold Szabłowski – Notatnik Reportera – podobno ujawniła się organizacja o nazwie Bojowa Organizacja Anarchokomunistów, która przyznaje się do większości przypadków wykolejeń i podpaleń na terytorium federacji. Anarchiści w Rosji byli szczególnie aktywni w okolicach skrajnie przedupionej przez Rosję wojny z Japonią w latach 1904-1905, także cóż, pewne historyczne paralele nasuwają się same. Jak nigdy – życzę anarchokomunistom powodzenia.

Przy okazji wpadła mi w oko informacja, że mimo pionierskich prac na dopracowaniem modeli samochodów wolnych od kapitalistycznych wynalazków takich jak poduszki powietrzne, napinacze pasów bezpieczeństwa i systemy ABS – i tak produkcja samochodów w federacji spadła w pierwszych miesiącach roku 2022 o 97%.

A czołgów nie produkuje się już od marca.

Czipy z pralek i lodówek nie pasują do staboilizatorów armaty, także ten, no nie pykło.

I nie wiadomo co ważniejsze dla rosyjskiej duszy.

Analitycy piszą i mówią, że sporo regularnych jednostek ukraińskiej armii znikło im ze sztabowych zestawień. Gdzieś są, ale nie wiadomo gdzie, jak ta pszczółka Maja z dobranocki. Chociażby 1 Brygada Pancerna z Czernihowa.

To może coś znaczyć. Nie musi, ale może.

Ale skoro byliśmy przy rosyjskich duszach. Rosjanie mają dosyć złożoną strukturę armii, czyli po ludzku mówiąc – sposób zorganizowania ludzi i sprzętu w te podstawowe „klocki”, którymi posługują się dowódcy, którymi się dowodzi, kieruje do walki.

Domyślam się, że wojskowi i znawcy mnie raczej nie czytają, że jestem bardziej takim expanderem, generatorem, translatorem na ludzkie tego, co wojskowe, więc nie wiem jak wam to dobrze opisać, no ale w tym całym dowodzeniu chodzi o to, żeby działało ciało armii.

Czyli żeby to, co wymyśli mózg, na przykład głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy, generał Walerij Załużny, który wczoraj obchodził, uwaga, 49 urodziny – zrobiła kończyna sił zbrojnych, na przykład brygada, kompania w terenie.

Tutaj na marginesie składam generałowi Walerijowi Załużnemu życzenia z pewnym zawstydzeniem, bo ja niebawem kończę lat 48 i myślę sobie, że generałowi trochę zazdroszczę. Jest już w historii wojskowości. Jeszcze żyw, a już między mity.

No ale wróćmy do dowodzenia armią Analogia do układu nerwowego ludzkiego ciała jest chyba czytelna. Jak coś się pierdzieli na drodze z mózgu do kończyny czy z receptora do mózgu to nagle człowiek przestaje skutecznie zarządzać swoim ciałem. Na przykład wypije pół litra i zapomina, że umiał kiedyś chodzić, kontrolować zwieracze. Mówi, że będzie się bił, a zamiast tego potyka się o chodnik i asfalt zdradziecko uderza go w plecy. Znamy to, nie?

No więc chodzi o to, żeby armia była jak trzeźwy, wyćwiczony bokser w ringu, żeby szybko reagowała, elastycznie, zarządzała zasobami, odtwarzała je i biła, biła, sprytnie, nie bez sensu. Nie wiem, może Artur Nowaczewski ; Artur Nowaczewski: pisarz mnie poprawi, bo się zna na boksie. Tak to widzę.

Do tego musi być przejrzysta struktura systemu dowodzenia, struktura armii – czyli tego układu nerwowego, który zarządza całym ciałem boksera.

I rosjanie mają ten układ trochę pomieszany. Mają dowództwa armii, dowództwa dywizji, brygad, grup bojowych pułkowych i batalionowych i jak się okazuje teraz postanowili jeszcze powołać … dowództwo korpusu. A dokładnie postanowili postawić 3 Korpus Armijny.

Ja jestem głupi nie wiem, po co jeszcze im dowództwo korpusu i jak ono się będzie miało do rosyjskich dowództw armii, dywizji, brygad, kierunków, może Pan Pułkownik Piotr Lewandowski by mógł to nam przy jakiejś okazji objaśnić, ale może tego nie da się prosto objaśnić, nie wiem.

No ale dobra, może jest potrzebne to dowództwo korpusu ekstra. Tymczasem jak donosi niejaki dziennikarz Roman Cymbaliuk – postanowiono, że powstanie. Nie wiem na ile jest wiarygodny Cymbaliuk, ale podaję, bo to ciekawe, w tłumaczeniu za defence24:

„Z jakiegoś powodu rosyjskie władze postanowiły, że jeśli nie udaje się uzupełniać strat w rozbitych (na Ukrainie) jednostkach, to uda się stworzyć nowe zgrupowanie wojskowe – 'pięść uderzeniową’, która dobije wszystko, co ukraińskie. (…) W ramach Zachodniego Okręgu Wojskowego (miałby powstać) 3. Korpus Armijny, stacjonujący w miejscowości Mulino w obwodzie niżnonowogrodzkim. Do realizacji tego zadania przystąpiono od czerwca […] Rozesłano też do jednostek wojskowych rozkazy o przeniesieniu określonej liczby żołnierzy do nowego zgrupowania. 'Jak można wysyłać ludzi do służby gdzie indziej, skoro samemu ma się co najmniej 30-procentowy niedobór personelu?’ – takie pytania zaczęli zadawać dowódcy, ale rozkaz to rozkaz, czyli kogoś trzeba wysłać. Dowódcy, chcąc zminimalizować straty w swojej jednostce, naturalnie delegowali do służby w 3. Korpusie 'wyjątkowych idiotów, którzy nie mogą być nigdzie przydatni’. I to w liczbie znacznie mniejszej, niż żądana […] Znów napotkano na tradycyjny dla rosyjskiej armii problem – wszystko zostało rozkradzione. Potrzeba dużo czasu i zasobów, w tym ludzkich, aby przekształcić bezużyteczną stertę złomu w coś, co działa […] nie ma też klarownej struktury i przypisanego dowództwa, za to dysponuje niesprawnym sprzętem”.

A no i ten 3 Korpus liczy w tej chwili 10% zakładanej liczebności.
To nie znaczy, że Rosja przegrywa i już zaraz się załamie.
To znaczy, o ile rewelacje Cymabliuka mają pokrycie w faktach, że rosja koncertowo marnotrawi czas, siły i środki.

Acha i jeszcze taki news. Obiecywałem, że przestanę drwić z Olafa Plastusia jak rzeczywiście to i tamto trafi na front, ale z Niemców w tej sytuacji nie da się przestać drwić. Najpierw na front przekazali 5 tysięcy hełmów. Owszem potem było ich więcej, ale efekt PR został. Potem przekazali wyrzutnie rakietowe ze składów, poradzieckie, z których jedna trzecia z powodu długiego składowania się nie nadawała do niczego. Potem mieli przekazać samobieżne zestawy przeciwlotnicze Gepard, ale okazało się, że bez amunicji. Potem mieli przekazać czołgi Leopard1, które stanowią odpowiednik wyśmiewanych sowieckich T-62, ale jak już, to powiedzieli, że jesienią przyszłego roku, a potem obiecali jedną baterię przeciwlotniczą IRIS-T, ale od jesieni tego roku. Jedną. Od jesieni.

Do tego czasu kacapskie rakiety mogą dalej zabijać ludzi w centrach handlowych, pacyfistycznych serduszek niemieckiego establishmentu to nie wzrusza. No, a potem Niemce z Olafem hamletyzowali nad Panzehaubitze 2000 i w sumie przekazali ich 7, kolejne 5 przekazała Holandia, żeby był pełen dywizjon na jednym typie. Przekazali HIMARS-y na gąsienicach. Trzy. Niby coś, ale otoczka wokół tego, że niedobrze się robi.

Kilka dni temu jedna z niemieckich stacji – pisałem o tym, ale napisze jeszcze raz, bo to wyjątkowo obrzydliwe – zrobiła szybką sondę, czy Ukraina powinna oddać część swoich ziem i obywateli w zamian za pokój. No i wyszło, że tak. Ma się ochotę powiedzieć drogim obywatelom Niemiec – oddajcie Hamburg za pokój i będziemy kwita. A nam Łużyce z Serbołużyczanami. I idźcie tam, gdzie russkij wajennyj korabl’.

Ale i tego za mało. Dla kronikarskiego obowiązku odnotowuję, że Niemce miały zamiar przekazać 200 opancerzonych transporterów kołowych typu „Fuchs”, ale już się rozmyślili, bo jednak 200 to za dużo.

I okazało się też, że poprosili Kanadę, żeby Kanada przekazała Niemcom turbiny, takie do tłoczenia gazu do Nordstream1, a oni przekażą je Rosji. To oczywiście obejście sankcji. No ale przecież tani gaz ważniejszy od taniej krwi Ukraińców i Ukrainek. I nie tylko ich.

I z tymi Niemcami tak w kółko. Ciężko ich szanować. Naprawdę się staram, ale co spróbuję, to wychodzi jakiś haft. I milknę.

A kiedy milknę wraca w moich myślach Iwan Marczuk „Brest”, jeden z założycieli białoruskiego Полк Каліноўскага. Przypominają go koledzy z pułku, pokazuje go Biełsat, wypływają zdjęcia, filmy, piosenki.

Przyznaję, że wśród tylu śmierci, które obserwuję z daleka, nie mając pojęcia co to stawanie ze śmiercią oko w oko – „Brest” całą swoją postacią zadomowił się we mnie, w umyśle, sercu. Będzie jednym z tych, o których będe pamiętał i opowiadał swoim dzieciom. Tak postanowiłem.

Jak wrzucisz kamień w wodę, to kręgi się robią i rozchodzą się jeszcze długo po tym jak wrzucisz kamień.

Jak wrzucisz większy kamien to są większe kręgi i dłużej trwa ruch tafli.

Patrz, jaki to był kamień, Iwan Marczuk ps. Brest.

A jak pisał poeta lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach.

Nie płaczcie za Brestem, wojownikom nie jest potrzebny płacz i zawodzenie.

Weźcie w garść swoją codzienność z myślą o Nim i dawaj, dawaj – codziennie każdy coś może dla zwycięstwa. Aż do zwycięstwa.

Слава Україні o poranku
Слава Україні o zmierzchu

______________________________________________________________________

Jak zawsze buk zapłać za wszystkie udostepnienia i za każdą kawę.

To pomaga trwać na stanowisku jedynego żołnierza Pierwszej Ochotniczej Kompanii Dywersji oraz Propagandy i Wsparcia Psychotycznego imienia Williama Wallace’a.

Na zdjęciach generał Walerij Załużny i Iwan Brest Marczuk.

Nie muszę chyba pisac który jest który?

Dziękuje tez za każdą nadobniejszą nawet wpłatę na zbiórki, które udostępniam. Za każdą z nich stoją ludzie, którym ufam. Nic tam się nie marnuje.

Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74