To będzie książka, która zepnie klamrą moje dotychczas napisane powieści z kluczem „Weryfikacja” oraz „Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa„. Muszę skończyć tę książkę, chociaż nie chcę.

„- Rozważę. – powiedziałem wolno. Zamknąłem oczy i udałem drzemkę. „Cały czas chodzi im o kwity. Po to ten cały cyrk”. Mogłem sobie wyobrazić zasłużonego dla podziemia mecenasa Giemzę, który delikatnie, po prawniczemu, sugerował opornym, czego mogą się spodziewać, jeśli nadal ich opór będzie tak nieustępliwy. „Ciekawa kancelaria, swoją drogą. Lepsza od bezpieki, bo nie musi werbować i działa dla wszystkich, a nie tylko dla jednej partii. Prawdziwa demokracja.”. W każdym bądź razie wstrzymam się z odpowiedzią na sugestie młodzieńca za kierownicą. Przeczuwałem, że to nie jest ostatnia niespodzianka w tym dniu.

– Zapomniałem o jeszcze jednym. – dobiegł mnie głos Malickiego – Musieliśmy podać adres, pod którym będzie pan przebywał. Podaliśmy adres pana żony w Poznaniu. Musi się pan też meldować na policji raz na dwa dni. Nie wpisaliśmy adresu komendy. Znajdzie pan sam. Chyba nie będzie kłopotów. Pytałem Giemzy, ale on powiedział, „że czasami zbytnie przestrzeganie procedur, gubi prawnika”, dałem więc spokój.

Skinąłem głową i zmieniłem temat.

– A jak było w Moskwie? Poznał pan ciekawych ludzi? – zapytałem.
– Fajne studia. Dużo ciekawych ludzi. – odpowiedział z entuzjazmem w głosie. – To procentuje teraz. Zaprzyjaźniłem się tam z młodym rosyjskim doktorantem, Igorem Wieliszynem. Dużo dyskutowaliśmy o „Solidarności”, o podziemiu, opozycji, pieriestrojce i zmianach w systemie. Wie pan, on teraz jest sekretarzem w ambasadzie Rosji w Warszawie. Dużo przez niego mogę załatwić. Igor ma znajomości w Moskwie i zawsze pomoże. Mecenas zawsze mnie wysyła do Rosjan. Jemu nie wypada tak oficjalnie. Ostatecznie walczył z nimi na Zachodzie, ale teraz wszystko się zmienia.
– I dzięki temu ma pan lepsze możliwości i bardziej zadowolonych klientów. – zauważyłem.
– I pieniądze większe. – zaśmiał się.
– A ten UOP? Przecież mamy nowych przyjaciół i nowych wrogów. Nie przeszkadza?
– UOP? Panie Pawle, co oni tam mogą? To nie pańska służba. Im też można nałożyć kaganiec. Ten Jarecki wszędzie widział ubeków i ruską agenturę. Każdego podejrzewali, kto mówił po rosyjsku. I widzi pan, jak skończył ten cały rząd? To się nie powtórzy. Teraz służby są w odpowiednich rękach, a „uopki” grzecznie robią to, co im się każe. Patriotyzm to nie jakieś idiotyczne ruchawki na ulicach. Teraz trzeba zarabiać i być partnerem dla wszystkich. Szczególnie dla Zachodu, ale nie można zapominać o Rosji. Nie należy przeszkadzać w zdobywaniu możliwości, które służą dobru obywatela.

„Określonego obywatela.” – pomyślałem – „Nic się nie zmieniło, poza dekoracjami. Dziadek, tatuś, Aleja Róż. Ci sami lokatorzy plus trochę nowych. Metoda ta sama szaleństwo inne. Na jedno wychodzi.”. Zastanawiałem się też, czy już go zwerbowali, czy dopiero werbują. „Chyba jednak obserwują go, bo nie gadałby tyle po werbunku. Rosjanie nigdy się nie spieszą. Siergiej zawsze przestrzegał mnie przed szybkimi sukcesami. Ten Wieliszyn? Ułatwia mu i wciąga. Też bym tak robił.”. Spojrzałem na Malickiego. Nucił coś pod nosem, pewny siebie, zadowolony. „Nowe pokolenie, otwarte, bez żadnych skrupułów, a to mnie nazywają bestią. Nie poznali jeszcze młodzieży.”. Uśmiechnąłem się w myślach, lecz głośno powiedziałem:

– Taak, ma pan rację. Zawsze chodzi o możliwości.”