Jest już po rozmowach w Dżuddzie i ich efekt, wbrew opinii wielu komentatorów, był właściwie zerowy.
Moim zdaniem nie ma szans na zakończenie wojny w tym roku. Ukraińców czeka ciężka zima a Rosja i Zachód będą odbudowywać zdolności produkcyjne w zakresie sprzętu wojskowego. Rosję wspierają Korea Płn., Iran oraz Chiny a Ukrainę – USA, UK i kraje UE.
Problem polega na tym, że Korea Północna, Iran i Chiny mają pełne magazyny i zdolności produkcyjne systemów. Nie wypowiadam się na temat jakości tego sprzętu, ale kraje te są w stanie zapewniać dostawy na bieżąco, podczas gdy Zachód już mocno przetrzebił swoje magazyny a nowych zdolności wytwórczych jeszcze nie zbudował. Powoduje to, że Rosjanie raczej utrzymają swoje pozycje i szumnie zapowiadana ukraińska „kontrofensywa” zakończy się na bardzo drobnych zmianach przebiegu linii frontu.
Tymczasem gospodarka Ukrainy jest systematycznie niszczona przez rosyjski ostrzał rakietowy oraz blokadę morską. Z jakiegoś powodu – moim zdaniem politycznego – Ukraina nie jest w stanie wybudować niewielkiego, gdyż raptem 65-kilometrowego odcinka torów kolejowych w standardzie europejskim między Lwowem a granicą w Rawie Ruskiej. Niezależnie od tego, czy kolej mogłaby być alternatywą dla morskiego transportu zboża, to brak takiej linii jest istotnym problemem logistycznym w wielu aspektach. Wygląda to niestety tak, jakby Ukraińcy świadomie nie chcieli się zaangażować w zwiększenie możliwości transportu kolejowego przez granicę z Unią Europejską, gdyż obecny kryzys logistyczny jest przez nich używany jako dźwignia polityczna, aby wymóc na Brukseli zniesienie barier celnych w handlu.
Takie rozwiązanie jest jednak z wielu powodów nie do zaakceptowania przez graniczące z Ukrainą: Polskę, Słowację, Rumunię (i poniekąd Bułgarię), których rolnictwo nie wytrzymałoby konkurencji ze strony ukraińskich latyfundiów. Ponieważ jednak właścicielem tychże jest tzw. „kapitał międzynarodowy” – w praktyce, w dużym stopniu holenderski – dziwnym trafem rozbudową infrastruktury kolejowej na granicy z Ukrainą nie jest też zainteresowana Unia Europejska. Nie ma też co ukrywać, że ta bomba krusząca stosunki polsko-ukraińskie jest w interesie Niemiec, które wyrosły nagle na głównego partnera strony Ukraińskiej. Ta bowiem dobrze wie, kto tak naprawdę trzyma przysłowiową wajchę w Brukseli.
We wrześniu upływa termin tymczasowej zgody UE, na podstawie której Polska i inne kraje graniczące z Ukrainą wprowadziły embargo na import ukraińskiego zboża. Jeśli na dniach nie zostanie wypracowane jakieś rozwiązanie, to możemy spodziewać się gwałtownej eskalacji sporu i wzrostu napięcia w zarówno w relacjach polsko-ukraińskich, jak i w relacjach między Polską a Unią Europejską. Prawdopodobnie na Polskę zostaną nałożone kolejne kary a nasza opinia jako kraju, który najbardziej wspiera Ukrainę w wojnie będzie przez polityków Unii Europejskiej konsekwentnie niszczona.
Foto: Ministerstwo Spraw Zagranicznych Arabii Saudyjskiej
Zostaw komentarz