Szanując ciszę wyborczą i wyborców z którymi się nie zgadzam tekst ten pomimo, że piszę w niedzielę publikuję dopiero teraz. Siedząc tak w ciszy wyborczej przed telewizorem spostrzegłem, że dziwnie przyjemnie wyciszyłem się również wewnętrznie ponieważ już od dłuższego czasu nie widząc twarzy naszego prezydenta Komorowskiego nie podnosi mi się ciśnienie ani poziom złej adrenaliny.

A że druga tura wypełniając me wnętrze euforią i pozytywną energią wniosła nadzieję, że coś się w Polsce zmieni na lepsze zacząłem się zastanawiać co by tu uczynić w tej ciszy aby sprostać czasowi, który nas wszystkich czeka.
Siłą przyzwyczajenia jednak przypominam codzienne na każdym wiecu pana Komorowskiego ostrzeżenia aby nie oddać kraju w ręce frustratów pogrążonych w odmętach szaleństwa. Nie pozwolić aby szaleńcy, wichrzyciele i wszelkie inne karły reakcji nie zdobyły w Polsce w nadchodzącej pięciolatce władzy.

Widząc więc jak młody człowiek na wiecu kierowany szlachetną intencją aby bronić życia nienarodzonych został przez osoby szalone i sfrustrowane w bardzo agresywny sposób zaatakowany za to, że pośpieszył wręczyć prezydentowi ulotkę tym właśnie frustratom dziś pokażę co o nich myślę. Bo przecież ten młody człowiek zrobił to co jest w każdym prawdziwie demokratycznym kraju wręcz normą. Oto odpowiedzialny obywatel pragnął wręczyć kandydatowi na urząd prezydenta na piśmie swoją wolę i co od niego oczekuje w wypadku gdyby ten wygrał wybory. Zwyczajny gest człowieka dojrzałego.

Posłucham więc dziś pana prezydenta i nie wybiorę siewców agresji na następną kadencję. Nie wybiorę tych wszystkich siewców nienawiści, którzy kazali zdemolować księgarnię Warszawskiej Gazety tylko dlatego, że tam były jeszcze książki pana Sumlińskiego demaskujące prawdziwe oblicze osoby ze świata władzy. A przecież taka książka to też bardzo pozytywny i w ramach demokratycznych reguł element kampanii. Pan Sumliński publikując ją w kampanii prezydenckiej dał głównemu bohaterowi szansę tej książki autora zaskarżyć w trybie wyborczym aby już na drugi dzień cała Polska widziała, że książki tej główny bohater jest niewinny jak małe dziecko.

Autor jednak pozwany do sądu nie został. Więc się zastanawiam w ciszy wewnętrznej i wyborczej jednocześnie dlaczego. Czyżby bardziej się tu prezydentowi opłacało autora nazywać szaleńcem i frustratą niż ryzykować, że w sądzie autor tych słów zarzuty w niej zawarte udowodni?

Nie znam odpowiedzi ale fakt demolowania księgarni sugeruje mi, że bliżej nam dzisiaj do najgorszych czasów komuny niż do krajów w pełni demokratycznych. A przypominam, że właśnie osoba kierująca od pięciu lat tym państwem twierdzi, że jest gwarantem naszej wolności.

Aż ciśnie mi się na usta modlitwa aby Opatrzność chroniła mnie jak najdłużej od obrońców właśnie takiej wolności.