Czy Mateusz Morawiecki i Jacek Sasin zmienią oblicze polskiej fotowoltaiki? Nie jest tajemnicą, że pomiędzy premierem a wicepremierem ostatnio nie wszystko układało się jak ze snu Beaty Szydło o „jednej biało-czerwonej drużynie”. Być może w przypadku OZE uda się zagrać razem.

Sasin o OZE

My musimy dzisiaj zrezygnować z gazu jako paliwa przejściowego w polskiej energetyce, więc docelowy model to jest OZE plus energetyka jądrowa i do tego czasu, dopóki uda nam się zapewnić wystarczalności naszego systemu energetycznego z tych źródeł, musimy eksploatować i wydobywać węgiel

– powiedział Jacek Sasin, wicepremier RP i minister Aktywów Państwowych.

Aby model OZE mógł zacząć realnie pracować potrzebne jest nie tylko zlikwidowanie handlu zielonymi certyfikatami, ale także liberalizacja prawa, które PiS zaostrzyło w 2016 r. Wojna jest teraz najlepszym powodem, by stawiać na polski atom, węgiel i wiatr. W przypadku tego ostatniego zlikwidowana musi być zasada 10H (zakaz budowania elektrowni wiatrowych na ponad 90% powierzchni Polski!). 10H jest zdefiniowane jako 10-krotność całkowitej wysokości wiatraka mierzonej od jego podstawy do najwyższego punktu osiąganego przez obracające się łopaty.

– Nawet rekordowe działanie energetyki wiatrowej ma dziś dość umiarkowany wpływ na polskie zapotrzebowanie na energię. By to poprawić, konieczne są nie tylko zmiany prawne dotyczące ustawy odległościowej (dot. zasady 10H – przyp. red), ale też niezbędne jest przemyślenie tego, jak powinny rozwijać się sieci i magazyny energii. Niestety, na razie brak odpowiednich pomysłów. By efektywnie dystrybuować energię uzyskaną z OZE, konieczne są również duże inwestycje w sieci przesyłowe

– stwierdził dr Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Morawiecki o zielonych certyfikatach

„W kontekście powstrzymania cen, spekulacji na rynku tzw. zielonych certyfikatów będziemy wnioskowali o zmianę mechanizmu handlu [zezwoleniami – red.] i certyfikatami, ale także, w szczególności – to byłaby duża zmiana, ale taki postulat będę zgłaszał na najbliższej Radzie Europejskiej – aby zmienić zasady handlu uprawnieniami do emisji CO2 w ogóle, a więc obniżyć możliwości spekulowania, obniżyć ten gwałtowny przyrost cen uprawnień do emisji”

– powiedział szef polskiego rządu.

Była to niestety jedyna tak mocna wypowiedź Mateusza Morawieckiego, a sama reforma dla handlu zezwoleniami została zawieszona.

Co dalej?

Jest szansa przynajmniej dla 10H, która to zasada nie znajduje żadnego uzasadnienia ani ekonomicznego ani zdrowotnego, a co gorsza godzi w bezpieczeństwo energetyczne Polski. W większości krajów nie ma tak restrykcyjnych przepisów odległościowych, jak w Polsce.

„Zasada 10H nie ma racjonalnego uzasadnienia w odziaływaniu turbin na człowieka czy na środowisko. Dlatego naszym zdaniem nie powinno jej w ustawie być. Nie jest zasadne tak daleko sytuować wiatraków od gospodarstw domowych. Właściwy kierunek to sytuowanie ich na planach miejscowych. Jednak tak jak wspomniałem, pozostawienie zasady 10H w projekcie nowelizacji jest wynikiem kompromisu. W większości krajów nie ma takich obostrzeń. Dlatego OZE mogą się rozwijać. Unia Europejska nie popiera tego typu barier w rozwoju odnawialnych źródeł energii”

– powiedział Janusz Gajowiecki, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

„Ministerstwo długo pracowało nad tym projektem, uwzględniając różne opinie stron zaangażowanych w rozwój energetyki wiatrowej w Polsce. Chodzi tu w szczególności o lokalne społeczności czy Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska. Oczywiście, inwestorzy już chcieliby przygotowywać projekty i je realizować. Zdajemy sobie jednak sprawę, jak wygląda proces legislacyjny. Dlatego staramy się przedstawiać skutki regulacji i omawiać je ze wszystkimi stronami, by na etapie prac parlamentarnych zyskały one jak najszerszą akceptację”

– dodał przedstawiciel Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Co ciekawe, klarację o zwiększaniu udziału OZE złożyły już Niemcy, a Polska ma ogromny potencjał rozwoju lądowej i morskiej energetyki wiatrowej.