Zobaczymy kto faktycznie przybędzie i jaki będzie efekt tych rozmów. Wypowiedź Sikorskiego ma jednak w sobie coś charakterystycznego:

1) Zero krytyki wobec Scholza,
2) Podkreślenie, że „nie zapoznał” się jeszcze z krytyką Scholza dokonaną przez Zeleńskiego.

Poza tym – jak zwykle: zero informacji na temat głębszych szczegółów polskiego stanowiska. Czytaj więcej

Nadzieją napawa zapowiadana obecność Kai Kallas, która w przeciwieństwie do Radzia – dość konstruktywnie przedstawia swoje stanowisko.

Co zaś rzuca się w oczy, to osobliwa formuła „Trójkąta Weimarskiego Plus”. Skoro format został i tak poszerzony, to dlaczego nie uczestniczy w rozmowach nikt z USA ani z Wielkiej Brytanii? Przecież i tak wiadomo, że problemu ukraińskiego nie da się rozstrzygnąć wyłącznie w gronie samych państw UE. Chodzi raczej o wypracowanie wielostronnego porozumienia i zakreślenie granic kompromisu z Rosją. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że chodzi o kolejną rundę gadania z Scholzem, którego stanowisko jest od dawna znane i zasadniczo – niezmienne. Co więcej – gadania z Scholzem, który swoje stanowisko usztywnił w związku z wysokimi notowaniami wyborczymi niemieckich populistów o wyraziście prorosyjskim nastawieniu.

W istocie, będą to zatem negocjaje jałowe, bo z pustego nikt niczego nie naleje. Z Niemcami warto rozmawiać znów po wyborach, jeśli dojdzie do zmiany na stanowisku kanclerza. Do tego czasu kraje zainteresowane powinny budować koalicję z pominięciem Niemiec i taką koalicją zaprezentować się nowej administracji w USA argumentując, że przyczyną europejskiej słabości jest właśnie wieloletnie wspieranie Berlina przez Waszyngton a nie ogólna niechęć państw UE do wysiłku obronnego.