„Uczeń zapytał mistrza – czy długo trzeba oczekiwać zmiany na lepsze?
Mistrz odpowiedział: Jeśli chcesz czekać – to długo.”
Anthony de Mello

Wielu Polaków wiązało nadzieje z ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi. I zmiana nastąpiła. Czy dobra? – to oceni historia. Jednocześnie żyjemy ze świadomością, że za 2 lata czekają nas wybory samorządowe i oczekujemy ich z nadzieją lub ze strachem. Albowiem na tym poziomie przemiany polityczne dotykają bezpośrednio nawet osoby zupełnie niezainteresowane polityką i stanowiskami. Przykłady każdy zna.


Uderzające dla mnie jest, jak ogromny wpływ na zwykłych ludzi ma to, co się dzieje w sferze politycznej i jak niewiele osób tym się interesuje. I nie mówię tu o dysputach, debatach, wyborach. Mówię o tematyce sesji rady miasta, decyzjach dotyczących podwyżek, praw i obowiązków obywateli, o tym wszystkim, co nas bezpośrednio dotyczy. Większość traktuje polityków jak pół-bogów i przeklina ich lub zanosi modły pełne nadziei, zamiast patrzeć na ręce, rozliczać i komentować. Większość liczy na zmiany zachodzące odgórnie, ale samemu do tych zmian się nie przyczynia.
Owszem – obecna ordynacja hegemonii partyjnej utrudnia obywatelom wpływ na działanie polityków, ponieważ ogranicza nasze prawa wyborcze. Nie znaczy to jednak, że mamy siedzieć z założonymi rękami. Może warto pokazać, że obchodzą nas nasze sprawy. Może warto przypomnieć sobie i im, że to oni są na służbie, a nie my.


Mam nieszczęście mieszkać w mieście na prawach powiatu. Tu radni wciąż wybierani są z klucza partyjnego. Takich miast jest w Polsce 66, co oznacza około połowy wyborców i to z największych i najbardziej wpływowych ośrodków. Co ciekawe – mimo, że tu wybieramy naszych przedstawicieli do naszej rady gminy – system ten również jest obwarowany progiem wyborczym w skali województwa.


Czego boją się obecni posłowie, samorządowcy, zarządcy spółek, dyrektorzy? Radykalnej zmiany opcji politycznej u steru. Ponieważ batem na nich jest próg wyborczy i zwycięstwo konkurencyjnej partii oraz w razie nieposłuszeństwa „wierchuszce” – zbyt dalekie miejsce na liście. Czego obawialiby się w JOW-ach? Audytu wyborców. Naprawdę, nie trzeba likwidować tego skandalicznego art. 104 Konstytucji RP (Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców.); po prostu – w następnych wyborach ci, którzy się nie sprawdzili – nie zostaną wybrani. I tyle.
Proponuję jednak, nim zaistnieje możliwość faktycznego wpływu na wybór odpowiednich reprezentantów, żebyśmy poćwiczyli trochę przyglądanie się ich pracy i kontakt z nimi w naszych sprawach, a przy okazji przyzwyczajali tych, którym na sercu leży dobro obywateli, do oddolnej kontroli ich działań.


Pamiętajmy, że – jak powiedział Le Corbusier – rzeczywistość dziś, to utopia wczoraj.