Za spalenie kukły Żyda na rynku jednego z polskich miast, ktoś dostał prawie rok do odsiadki. Prasa „Europejczyków” chciała co najmniej kary śmierci. Za przedstawienie „Klątwa” nikomu włos z głowy nie spadnie. Prasa „Europejczyków” nazywa ten pseudo performance „sztuką” i lamentuje, że nie rozumiemy jej.

Pana Jacka Międlara wywala się z kraju „wolności i demokracji”, bo może, nie powiedział, ale może powiedzieć, że coś mu się nie podoba. Czy nie jest to sprzeczne z zasadami owej „wolności i demokracji”?

Jestem przeciwny paleniu kukieł kogokolwiek, przeciwny „Klątwom” i obrażaniu uczuć religijnych, stanowiących podstawę naszej cywilizacji. Nie zgadzam się z kilkoma kwestiami, jakie porusza pan Międlar i nie używam takiego języka, ale zrobię wszystko, by mógł to mówić. Mnie nienawidzą moi byli koledzy za to co mówię, lecz dobrze, że mogą mnie spokojnie nienawidzić, bo jeśli ktoś zabroni im tego, to pierwszy wystąpię przeciwko niemu.

Nie ma różnicy jakościowej pomiędzy terrorem stalinowskim i nazistowskich Niemców, a terrorem, narzucanej wbrew europejskiej historii i filozofii, poprawności politycznej.

Z wypowiedzi pana Międlara wynika dla mnie zupełnie coś innego i bardziej niepokojącego. Nie komentuję „Jewish Special Branch”. Osobiście uważam, że pracownicy lotniska byli przygotowani i świetnie zagrali swoją rolę. Brytyjczycy wykorzystali różne swoje ustawy, w tym „ustawę antyterrorystyczną”, a także zalecenia „komisji równości rasowej”. To było obliczone na zupełnie coś innego, przeznaczone na „rynek” brytyjski, a Polak stał się wyłącznie narzędziem. Przesłuchałem dokładnie relację pana Międlara. Jestem sobie w stanie wyobrazić odpowiedź Brytyjczyków na „pismo” z ambasady. Rozmowę urzędnicy poprowadzili tak, by „udowodnić” swoje tezy. Jestem też pewien, że nie do końca chodziło o przesłuchiwanego.

Co mnie zaniepokoiło? Głównie dwie rzeczy:

Po pierwsze, chcąc nie chcąc, pan Międlar uczestniczył w prowokacji, mającej udowodnić, iż Britain First jest organizacją skrajną, rasistowską. Poprowadzona umiejętnie rozmowa może – powtarzam może – posłużyć podjęciu przez władze brytyjskie procesu delegalizacji BF i uznaniu jej za organizację terrorystyczną, co z kolei, spowoduje określone konsekwencje i pozwoli na „specjalne traktowanie” jej zwolenników przez służby brytyjskie. Irlandczycy mogą coś o tym powiedzieć, ale to wymaga oddzielnego artykułu (to, co opowiadali mi o polityce Londynu wobec Irlandii realizowanej jeszcze pod koniec XX wieku jest przerażające). Dla mnie ta sytuacja jest wręcz szokująca, bo nasi „sojusznicy” nie wahali się użyć obywatela suwerennego kraju UE do swoich rozgrywek i to w sposób bardzo brutalny.

Po drugie, cała gra na lotnisku, personelu i prawdopodobnie funkcjonariuszy służb specjalnych, ma jeszcze jeden cel, wymierzony bezpośrednio w Polaków na Wyspach. Chodzi o „udowodnienie”, że Polacy nie pasują do brytyjskiego społeczeństwa, ponieważ są „antysemitami, rasistami i ksenofobami”. Użycie dla udowodnienia tej tezy Chrześcijaństwa, jako argumentu, jest dla mnie poszlaką, że Islam do reszty opanował brytyjskie urzędy. Rozmawiałem z wieloma przedstawicielami żydowskich środowisk w Londynie i każdy z nich obawiał się właśnie „islamizacji władzy”. To ich określenie. Czyżby City całe już było w rękach Saudyjczyków?

Po trzecie i najważniejsze. Relacja pana Międlara świadczy o tym, że służby brytyjskie przygotowały się do tej operacji, a więc wcześniej wybrały i rozpoznały obiekt. Oznacza to, że polskie środowiska narodowe są rozpracowywane przez obcy wywiad, który łamie porozumienia sojusznicze i na terenie obcego, suwerennego kraju, prowadzi działania operacyjne przeciwko obywatelom tego kraju. Na miejscu polskiego kontrwywiadu zająłbym się tą sprawą i pogadałbym poważnie z łącznikami. Ja, obejmując funkcję w Londynie, musiałem podpisać w siedzibie brytyjskiego kontrwywiadu wielostronicowy dokument, w którym zobowiązałem się do nie prowadzenia bez wiedzy gospodarzy działań wywiadowczych wymierzonych przeciwko Królestwu i poddanym królowej. O ile wiem, u nas nikt nie stawia takiego warunku podczas akredytowania łączników.

Kończę zwyczajowym: GDZIE JEST KONTRWYWIAD?