Dzisiaj cały dzień byłem w drodze. Sąd w Gdańsku, gdzie udało mi się uchylić pewne złe orzeczenie.

Zakład karny w Grudziądzu – siedzi tam człowiek chory na raka, o którego walczę (żeby pozwolono mu się leczyć na wolności).

Potem jeszcze -po drodze do Warszawy – Płońsk, gdzie załatwiałem sprawy już całkiem prywatne.

Przez cały dzień radio bębniło o św. Janie Pawle II, jego świetej godności, której trzeba koniecznie bronić, bo są tacy, którzy – na podstawie ubeckich archiwów – czynią na nią zamach. Jest uchwała Sejmu, ma się odbyć papieski marsz.

Jedni krzyczą, że papież to zbrodniarz, drudzy – że święty.

A ja nie mogę pojąć jak to się dzieje, że w Polsce ciągle działają te same chwyty uruchamiania narodowych emocji? Że papież, że Kościół katolicki, że za Waszą wolność i naszą, że Polska Chrystusem narodów!

Spowija nas jakaś czerń. Uniemożliwia racjonalne oderwane od epitetów, nazywanie rzeczy po imieniu. I – także w człowieku – oddzielanie dobra od zła.

Miesza nam się to w głowach i buzuje. I wszystko zamienia się w walkę o prymat mojego światopoglądu.

Tak sobie jechałem i myślałem o tej separacji dobra i zła w ludziach. Ja to czynię zawodowo. Muszę stanąć przed sądem i bronić człowieka, który często, gęsto zawinił. A moje zadanie to znaleźć w tym człowieku to, co jest dobre, szlachetne, uczciwe, bo to może wpłynąć na wymiar kary.

Z papieżem jest trudniej. Bo przez cały Jego pontyfikat karmiono nas tym, co dobre. Do głowy nie dopuszczaliśmy, że może być tu jakaś skaza. I nagle ktoś do tej beczki miodu wrzuca łyżkę dziegciu…

Być może jest to uprawnione. Dostarczane są dowody na to, że „papież wiedział” i „nic z tym nie zrobił”.

Drudzy krzyczą, że nie wiedział. Ale to słabi obrońcy papieża. Zgadzam się z Łukasz Zweiffel – gość, który znał 7 języków, podróżował, tworzył, pisał encykliki nie mógł nie słyszeć, nie mógł nie wiedzieć.

Czy jednak coś z tym było robione? Nawet jeżeli nie, to czy można papieża w czambuł potępiać? Można go tak po prostu przekreślać? Nie wydaje mi się. Trzeba uczciwie o tym dyskutować. Prawdy nie zabetonuje ani uchwała sejmowa, ani marsze. Nie zburzy jej też narracja o „papieżu, obrońcy pedofilów” i „przywódcy najbardziej zbrodniczej organizacji w historii ludzkości”.

Uczciwy proces wymaga dokładnego wyważenia win i zasług człowieka. Żeby taki proces przeprowadzić trzeba należycie zgromadzić materiał dowodowy. A to wymaga czasu.

Dzisiaj udało mi się uchylić orzeczenie toruńskiego sądu, który w sprawie mojego klienta dopuścił się zaniechań w gromadzeniu materiału dowodowego. Przyjął sobie z góry pewną tezę i ta na tyle mu przyćmiła rozum, na tyle wzbudziła zelocką zapalczywość, że już nie słuchał głosu obrony, a jej wnioski bez uzasadnienia oddalał. Dlatego orzeczenie nie mogło się utrzymać.

Nie powinno się chodzić ścieżkami toruńskiego sądu, kiedy się chce ustalić prawdę.

Tak sobie dojechałem do Warszawy. Żona już śpi, dzieciaki też. Piszę ten tekst także z tego powodu, że od rana chodzi mi po głowie (zapewne jest to spowodowane audycjami radiowymi, których słuchałem w samochodzie) jeden wiersz.

Drodzy moi,

Tadeusz Borowski „Pieśń” :

Nad nami noc. W obliczu gwiazd –
ogłuchłych od bitewnych krzyków
jakiż zwycięzców przyszły czas
i nas odpomni, niewolników?

Pustynię, step i morza twarz
mijamy, depcząc, grzmi karabin,
zwycięzców krzyk, helotów marsz
i głodny tłum cyrkowych zabaw.

Wołanie, śpiew, pariasów wiara,
łopoce wiatrem wrogi znak,
krojony talar, łokieć, miara
i chodzą ciągle szale wag.

Niepróżno stopa depcze kamień,
niepróżno tarcz dźwigamy, broń,
wznosimy czoło, prężne ramię
i ukrwawiamy w boju dłoń.

Niepróżno z piersi ciecze krew,
pobladłe usta, skrzepłe twarze,
wołanie znów, pariasów śpiew
i kupiec towar będzie ważył.

Nad nami noc. Goreją gwiazdy,
dławiący, trupi nieba fiolet.
Zostanie po nas złom żelazny
i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.

Dobrej nocy wszystkim.

Fot. Pixabay.com