Kolejny mój głos w trwającej debacie o edukacji włączającej, konkretnie sprawa, jak w tytule, bo to wymaga osobnego artykułu.
W poniedziałkowej audycji pułkownik Piotr Wroński poruszył właśnie to zagadnienie w okrojonym zakresie za sprawą kogoś z komentujących, kto zwrócił uwagę na ten model edukacji włączającej, jaki próbuje się nam narzucić, czyli ten temat dotarł również do radia KChT.
Odniosę się do tego zarówno na podstawie własnych doświadczeń, jak i poznanych historii tego, jak było u innych w tym względzie.
Ta kwestia dotyczy nie tylko systemu w pełni zwykłego, ale też klas integracyjnych.
Właśnie w klasach integracyjnych rodzic dziecka pełnosprawnego musi zgodzić się na jego umieszczenie właśnie w takiej klasie.
Jak zatem rodzice podchodzą do tego, co myślą i czym się kierują?
W moim przypadku rodzice pełnosprawnych uczniów nie byli absolutnie przeciwni powstaniu takiej klasy, aczkolwiek wydaje mi się, że postawa części z nich była bardziej neutralna na takiej zasadzie, że nie przywiązywali większej wagi do tego, że to klasa integracyjna, czyli że ich dziecko jest, to jest, więc szczególnie w trudniejszych sytuacjach nie do końca potrafili ogarniać to wszystko.
Niby każdy wydaje się mądry i myśli, że wie, jak rozmawiać z dziećmi o tych sprawach, ale diabeł zawsze tkwi w szczegółach.
Powołam się na bardziej współczesny przykład, by to zobrazować otóż wspominana w jednym z wcześniejszych artykułów koleżanka z klasy równoległej do mojej razem z mężem zapisali jedno ze swoich dzieci do klasy integracyjnej, ale od samego początku rozmawiali z dzieckiem o wszelkich sprawach związanych z niepełnosprawnymi kolegami i koleżankami. Wiadomo również, że potem zmienia się percepcja u dzieci właściwie nastoletniej młodzieży i warto być na to jak najlepiej przygotowanym.
Można rzec, że czasy czasom nie są równe, bo przykładowo o ile ja we wczesnym okresie spotykałem się wyłącznie z pozytywnymi postawami rówieśników, to dajmy na to moja również wspomniana była już niestety najbliższa koleżanka ze studiów mająca niepełnosprawną młodszą siostrę wielokrotnie mówiła mi, że małe dzieci potrafią być bardzo okrutne, co bardzo mnie dziwiło.
Rodzice też nie odpowiadają za wszystko, bo w kształtowaniu prawidłowych zachowań u pełnosprawnych uczniów w stosunku do niepełnosprawnych rówieśników istotne jest to, jakie wzorce w tym względzie daje wychowawca klasy.
W świetle tej obecnej debaty obecnego sporu, do którego dołączyła również rada Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność pan Wroński podkreśla to, co mówię choćby ja, że dostrzegając problem nie należy wylewać dziecka z kąpielą, zatem należy przyjąć stanowisko, że przy naborze dzieci niepełnosprawnych do systemu masowego kryterium winna być norma intelektualna.
Zostaw komentarz