Znający środowisko pomarcowych lewicowców Sławomir Sierakowski odkrywa karty rozgrywających z Czerskiej.

„Srebrny” tasiemiec, jeszcze przed publikacją nazywany „bombą”, nie wywarł spodziewanego efektu.

Przypomnijmy go po krótce.

GazWyb publikuje „taśmy Kaczyńskiego”, z których zdaniem żurnalistów Czuchnowskiego i Szpili wynika, że:

  1. Jarosław Kaczyński jest biznesmenem prawie na miarę Kulczyka;

  2. prawie-Kulczyk z PiS postanowił wydymać uczciwego do bólu Austriaka i nie chce zapłacić;

  3. na dowód powyższego organ Michnika przedstawia obrazek dokumentu zwanego fakturą, jednak wystawiony przez podmiot nie należący do austriackiej ofiary prawie-Kulczyka z PiS.

Tymczasem po sprawdzeniu okazuje się, że za roszczeniami austriackiej ofiary nie stoją konkretne faktury, ale… chciejstwo. I to więcej niż spore.

GazWyb twierdzi, że pochodzący z Austrii Gerald Birgfellner żąda zapłaty za nieokreślone usługi. Ale ujawniona „faktura” raz, że opiewa na 1.580.058,- zł, dwa – wystawiona jest przez podmiot, którego KRS nie wskazuje na żaden związek z austriacką ofiarą czy też Srebrna sp. z o.o. Przypominam, ze wg „śledczych” Czuchnowskiego i Szpili firma ta miała być założona przez Srebrną i przez nią kontrolowana.. Okazuje się, że śledczy nie trafili. Pudło!

Poza tym Srebrna sp. z o.o. wie o kwocie 102.000,- €, czyli ok. 440.355,- PLN wg dzisiejszego kursu NBP.

Nie została jednak wystawiona faktura na taką kwotę. Ta ujawniona w GazWyb nie pochodzi od podmiotu mającego współpracować ze Srebrna sp. z o.o. i o którym Czuchnowski i Szpila piszą; poza tym jest wielokrotnie wyższa, niż udokumentowane koszty.

Czyżby austriacka ofiara stosowała narzut w wysokości 259%?

Ale dlaczego nie chce się ujawnić?

Więcej tu: http://pressmania.pl/dr-kaczynski-und-herr-birgfellner/

Mimo oczywistej bzdurności czerska machina propagandowa nie zamierza się zatrzymywać.

Dlaczego? Na to pytanie odpowiada wspomniany już Sierakowski.

„Trudno z dzisiejszej perspektywy opisać, jak potężna była „Wyborcza” i stojąca za nią Agora, wówczas jeden z fundamentów polskiej gospodarki i jedna z największych spółek giełdowych. Dość powiedzieć, że były czasy, gdy Agorę było stać na kupienie TVN i Polsatu razem wziętych. Jeszcze większą władzę „Wyborcza” miała, jeśli chodzi o rząd dusz. Mówiło się, że to „Wyborcza” posiada Unię Wolności, poprzedniczkę Platformy Obywatelskiej, a nie odwrotnie. Michnika nazywano wiceprezydentem, bo tak bardzo liczył się z jego głosem Aleksander Kwaśniewski. Pierwszym, który nie musiał tak bardzo liczyć się z „Wyborczą”, był dopiero Donald Tusk, ale dlatego, że to już było po aferze Rywina.

Mowa o politycznej władzy Michnika, bo ideologiczna – była większa niż jakiegokolwiek innego człowieka w kraju, włączając wszystkich premierów i prezydentów.

Do „Wyborczej” pisały największe światowe i polskie pióra. Dzięki milionowym nakładom w poniedziałki i piątki, gazeta Adama Michnika była wtedy największym dziennikiem w Europie, nie licząc tabloidów i gazet rosyjskich. Jej monopol ideologiczny był wręcz, jak każdy monopol, niebezpieczny dla sfery publicznej. Gdy „Wyborcza” na kogoś się obraziła albo skrytykowała, doprowadzała do stygmatyzacji we własnym środowisku. Gdy ktoś obraził się na „Wyborczą” i znikał z jej łam na lata, mocno tracił na znaczeniu w debacie publicznej.

Afera Rywina, w której „Gazeta” była przedmiotem, a nie podmiotem korupcyjnej propozycji, zaszkodziła jej samej, bo pokazała jej dominację i jak nazwał Aleksander Kwaśniewski, „zblatowanie” elit, czyli dziennikarzy, polityków i biznesmenów. A więc w gruncie rzeczy potwierdził to, o czym mówił Kaczyński. Michnik z Millerem i Kwaśniewskim oddawali władzę. Kaczyński był jednym z tych, którzy wyłaniał się z niebytu i po nią sięgał. „Wyborcza” już hegemonii nie odzyska, ale może pokonać swojego największego ideologicznego przeciwnika. Bo nie tylko o politykę tu chodzi, ale o tożsamość.”

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sierakowski-udana-zemsta-michnika-na-kaczynskim-opinia/v84t9gb

(podkr. moje)

I to jest jedyny cel publikacji. Nie informacja o aferze, bo jej nie ma, ale wywołanie politycznego efektu zgodnego z marzeniami Sorosa o utracie tożsamości narodowej Polaków.

Bo PiS najmocniej przeszkadza w unowocześnianiudalszej europeizacji społeczeństwa.

A poza tym stojący u schyłku ziemskiej drogi Michnik chce odpłacić za doznany upadek temu, którego obwinia o wszystkie swoje nieszczęścia.

O utratę „rządu dusz”.

O odcięcie od państwowych reklam, które pozwalały na utrzymanie rozdętej do granic przyzwoitości redakcji.

A przede wszystkim o zmarginalizowanie i zepchnięcie GazWyb na pozycję zajmowaną ongiś przez komunistyczną „Trybunę Ludu” – autorytet jedynie dla kurczącej się grupy fanatyków.

Zemsta Michnika na Jarosławie Kaczyńskim. To jedyny cel „srebrnego tasiemca” w GazWyb.

Obliczona na efekt przedwyborczy, bo przecież czerscy mają pełną świadomość tego, że nawet przed niezreformowanym sądem będą musieli ponieść koszty pomawiania Srebrna sp. z o.o.

Michnik powtarza więc ten sam manewr, jaki ongiś wykonał z Tymińskim.

Rzucić absurdalne oskarżenie przed wyborami tak, aby jak najwięcej niezdecydowanych odciągnąć od PiS. Tak samo, jak dwadzieścia lat temu oskarżył Tymińskiego.

Tyle, że wtedy był sporo młodszy, i nie był aż tak bardzo zaangażowany mentalnie.

Tak samo jednak liczy na to, że nie tylko boże sądy mielą powoli.

GazWyb ostatecznie przegrał z Tymińskim po przeszło czterech latach, gdy za pasem były już następne wybory.

Wtedy jednak o sprawie mało kto pamiętał, a na placu boju o prezydenturę pojawił się Aleksander Kaczyński, który objął najwyższy urząd na całą dekadę.

.

Bądźmy czujni.

11.02 2019