Czasem chciałbym być jak Srebrny Szerszeń. Nieprzesadnie zrywny, ale stanowczy i wyrwały w trasie. I mieć jego hamulce, nieprzesadnie ostre, takie umiarkowane. I zdecydowanie mniej spalać, czyli tyle co on. Tyle co konieczne i nic ponadto. Gdy Boguś kiedyś podjechał po mnie Szerszeniem, bo miałem unieruchomioną nogę, to po raz pierwszy w życiu usłyszałem odgłos jego silnika z zewnątrz. Tak pięknie mruczał, z taką łagodnością.

Srebrny Szerszeń był sprzątany przez jakieś pierwsze 5 może 7 lat, potem stopniowo stawał się składnicą różnych artefaktów. Znudziło mi się to ciągłe czyszczenie foteli, tapicerki, kokpitów, bo zawsze po niedługim czasie wszystko wracało do normy czyli do ultrasyfu, który jednak nie wpływał w niczym na mechanikę i umiarkowany komfort jazdy wewnątrz. Szerszeń posiada już dwie lub trzy warstwy dywaników, bo kupiłem nowe, żeby było ładniej, ale starych mi było szkoda. Będzie lepsza izolacja przed arktycznymi mrozami lub lepsze wygłuszenie kabiny w czasie jazdy – myślałem. Czasem jak przywożę kogoś, to przy nim – żeby widział jak się staram – zamiotę miotełką siedzenie, a jak to nie daje efektu, położę na siedzeniu specjalną poduszkę, którą wyprałem niecałe 3 lata temu.

Jak wsiadam do samochodów znajomych zawsze zadziwia mnie, w jakim sposób utrzymują swoje auta w tak niezwykłej sterylności. I z miejsca uznaję to za przejaw zboczenia lub choćby nerwicy. Ja u siebie w aucie licznika nie cofam, tak jak nie cofam tego wszystkiego, co do Szerszenia wlazło, chyba że samo wypadnie.
Od jakiegoś czasu w Szerszeniu są tylko trzy miejsca – jedno dla mnie i dwa dla pasażerów. Na czwartym i piątym jest nawalone różnych rzeczy, które zawsze okazują się potencjalnie potrzebne.

Gdyby wybuchła wojna i miałbym z Szerszeniem przeżyć dwa tygodnie na pustyni, dałbym radę i jeszcze bym kilka osób uratował. Początkowo myślałem, że faktycznie wożę w nim za dużo zbędnych rzeczy, ale jeden wypad ze Stefan Wątroba, z którym gotowaliśmy jajka na miękko na silniki jego RR, uświadomił mi, że w aucie nigdy nie ma rzeczy zbędnych, sa najwyżej nadliczbowi pasażerowie.

Zapytywany od czasu do czasu kiedy zmienię auto na nowszy model, na coś technicznie dużo bardziej lepszego, nie rozumiem pytania. Dlaczego mam zmieniać coś, co jest dobre na coś co może okazać się zaledwie ułudą komfortu? Konserwuję, wymieniam części, dbam o Szerszenia i Szerszeń o mnie. Z nowymi autami jest ten sam problem co z młodymi kobietami, tylko na odwrót. One wymagają od nas tego, na co już nas nie stać lub na co nie mamy ochoty. Może są i bardziej komfortowe, ale nie o komfort w jeżdżeniu chodzi ale o życie, tożsamość, pasję, radość, uczucie przemijania wraz z autem, z aktórego kółkiem siedzimy.

Był taki moment w życiu moim i Srebrnego Szerszenia, w którym poczułem, że już do końca będziemy razem. Otóż po tym, jak kilkakrotnie mój kolega zwrócił mi uwagę, że fotele są strasznie ujeb… i że można coś z tym zrobić, bo są takie firmy, które za pieniądze je czyszczą, uniosłem się honorem i pojechałem do specjalisty, który po kilku godzinach szorowania od wewnątrz Szerszenia powiedział mi, że fotele są tak zasyfione, że nawet najlepszy odkurzacz wodny Karchera nie da sobie z tym rady. Paradoksalnie wówczas poczułem ulgę, tyle tylko, że przez kilka tygodni moje nozdrza drażnił zapach środków chemicznych użytych do czyszczenia tapicerki.Nigdy więcej – powiedziałem wówczas.

Fakt, jak wchodzę, zwłaszcza w ciepłe dni do Szerszenia, to trzeba kilka sekund odczekać po otwarciu drzwi i nie wchodzić, ale czyż nie warto wówczas delektować się tym co jest na zewnątrz, a co zaraz w miarę jazdy, nieuchronnie zniknie nam z horyzontu?

Człowiek, który tak długi czas jeździ jednym autem, nieuchronnie upodabnia się do niego. Bo przecież nie auto do człowieka. Ale ja nie narzekam, dopóki on jeździ a ja jeszcze jako tako chodzę, choć zasadniczo obecnie o jednej nodze.